Święto,
zwane dzisiaj Bożym Narodzeniem, znane było ludziom, zanim Chrystus
narodził się w stajence (daty tego wydarzenia nie podaje żadna z
Ewangelii). Według starych (pogańskich jeszcze) wierzeń 25
grudnia rozpoczyna cykl 12 strasznych dni – kiedy to rosnące w
siłę światło walczy z wciąż potężnymi siłami ciemności –
niedowiarkom (sic!) proponuję, aby prześledzili czas wschodu i
zachodu słońca od 25 grudnia do 6 stycznia. Widać walkę i widać
zwycięstwo. Widać święta? Jest to czas wielkiej grozy (w dobie
elektryczności słabo odczuwanej, ale dawno, dawno temu niezwykle
mocno przeżywanej – od światła słonecznego zależało życie,
ciemność to śmierć). W czas wielkiej grozy ludzie chronią się w
domowym zaciszu, skupiają przy świetle i czekają na
rozstrzygnięcie walki. Dlatego tak ważna jest gwiazda, która ma
prowadzić przez ciemność (a w historii biblijnej wskazała drogę
Trzem Królom do Betlejem), symbolem życia i odrodzenia jest
wiecznie zielone drzewko ozdobione owocami i łakociami jako
zapowiedzią przyszłego dostatku. Odległym echem suszonego jabłka
wieszanego na choince są kuliste bombki. Stół wigilijny ugina się
od potraw, których symbolika ma wiele wspólnego z zaświatami i
śmiercią. Ot, choćby grzyby – ciemne owoce lasu – niektóre
mogą powodować stany narkotyczne – bliskie snom – sen kojarzony
jest ze śmiercią (czy nie mówi się „zasnąć w Panu”?). Tym
bardziej mak. Też wywołuje sen, stan bliski śmierci (wystarczy
przypomnieć sobie mit o Demeter chociażby). Nie bez powodu
większość potraw robi się z suszonych grzybów, suszonych owoców
(kompot), mak też jest suchy – suchy, czyli pozbawiony życia.
Suchymi potrawami karmi się umarłych – temu samemu służy też
dodatkowe, puste nakrycie zostawione na stole. Dla „zbłąkanego
wędrowca”, mówimy, nie podejrzewając nawet, że chodzi o tych,
którzy wybrali się w ostateczną podróż. Boże Narodzenie, jak
każde święto, znosi granicę między światem żywych a światem
umarłych, przypomina o nierozerwalności naszych losów. Ostateczne
zwycięstwo światła 6 stycznia witane było hałaśliwie, aby
ostatecznie odegnać duchy ciemności i zimy. Huk petard –
przeniesiony na ostatni dzień roku jest dzisiaj wyłącznie zabawą.
Nikt już nie pamięta o głębszym znaczeniu tego hałasu. Mogłabym
tak długo – o opłatku jeszcze, o gadających zwierzętach, o
obfitości potraw na wigilijnym stole... Ale chyba wystarczy, żeby
zobaczyć, że tak zwane Boże Narodzenie to TRADYCJA dużo dłuższa
niż chrześcijaństwo i zapisana w tak zwanej podświadomości
zbiorowej, a tę posiadają nawet niewierzący i wahający się. Dlaczego więc odmawia im się hołdowania tej tradycji? Bo została wyparta, zmieniona przez nowszą? Życie
wszystkich ludzi, wszystkiego, co żyje zależy od słońca w
większym stopniu niż od Jezusa Chrystusa. Trzymajmy więc kciuki
za walkę światła z ciemnością.
W powyższych rozważaniach wsparłam się ustaleniami kulturoznawców, historyków i filozofów religii.
AJ












