Czytam powieść fantastyczną. Nie jest to mój ulubiony gatunek, ale od czasu do czasu, zachęcona przez młodszych ludzi sięgam po jakąś historię o magach.
Czytam zatem Uczennicę maga Trudi Canavan.
Gra o tron George'a R. R. Martina czeka w kolejce.
Czytam, żeby zrozumieć fenomen tego typu literatury. Owszem, wciąga - 200 stron minęło nawet nie wiem kiedy. Poza tym, łatwo się czyta - pod względem językowym jest prościutka, na 350 dotąd przeczytanych stron pojawiło się jedno zdanie, przy którym się zatrzymałam, aby przeczytać je jeszcze raz. Nie jest to literatura dla miłośników wyrafinowanych konstrukcji językowych, wyzwań formalnych i tym podobnych fanaberii. Tu chodzi o historię snującą się dość leniwie i rozgrywającą się w innej niż znana nam krainie, a jednak znalazłam tu coś bardzo znajomego:
"Te pierwsze domy były lepiankami zbudowanymi
najwyraźniej ze śmieci. Ledwie je było widać zza gromad brudnych,
chudych ludzi w potarganych łachmanach. Do powozu przykuśtykała
kobieta, w której ustach można było dostrzec zaledwie kilka
poczerniałych pieńków zębów. W ręce trzymała koszyk
pomarszczonych owoców. (...)
Tessia spojrzała za siebie i dostrzegła las rąk wyciągniętych w
błagalnym geście - rąk dziesiątek ludzi przykucniętych pod
ścianami lepianek, jakby pozdrawiających przejeżdżający powóz.
To żebracy, uświadomiła sobie, wyciągający ręce lub miski po
pieniądze. Przyjrzawszy się bliżej, dostrzegła wrzody, które
powinno się wyczyścić i opatrzyć - oznaki choroby wywoływanej
przez niewłaściwe odżywianie. Narośle, które sprawny chirurg
usunąłby bez problemu. Poczuła w nozdrzach odór śmieci,
odchodów, rzygowin i stęchłego potu.
To ją paraliżowało. Była w szoku. Ci ludzie
potrzebują przecież pomocy. Potrzebują całej armii uzdrowicieli.
Miała ochotę wyskoczyć z powozu i coś zrobić... Ale co? Nie
miała przy sobie ani torby z lekami, ani narzędzi. Nie miała
palnika, żeby wypalić do czysta ostrze. Nie miała ostrza, które
mogłaby wypalić. No i od kogo miałaby zacząć?
Zalała ją fala rozpaczy, jakby nagle lunął lodowaty
deszcz, wyziębiając ją do kości. Opadła na siedzenie i poczuła,
że ktoś na nią patrzy. Mistrz Dakon. Nie podniosła oczu.
Wiedziała, że zobaczy na jego twarzy współczucie, a w tej chwili
nie miała na to ochoty.
Powinnam być wdzięczna, że on mnie rozumie. On
wie, że chciałabym uzdrawiać tych ludzi, ale nie mogę. Nie chcę
jego współczucia, chcę wiedzy, środków i swobody, żebym mogła
im pomóc. A także wyjaśnienia, dlaczego tak żyją - i dlaczego
nikt nic z tym nie robi."
Pytanie konkursowe brzmi: Kogo przypomina Tessia w tym fragmencie?
AJ
Pytanie konkursowe brzmi: Kogo przypomina Tessia w tym fragmencie?
AJ


a jaka jest nagroda?
OdpowiedzUsuńUścisk dłoni prezesa i zaszczytne miejsce w gronie ZORIENTOWANYCH:)
OdpowiedzUsuńDla mnie to "durny" Judym.
OdpowiedzUsuńGratuluję! Jasne, że on. Judymów jak widać pełno na świecie, nie tyko naszym.
OdpowiedzUsuńa ja myślałem, że Bóg. przegrałem :(
OdpowiedzUsuńUścisk wręczony - legitymacja zorientowanego też:)
OdpowiedzUsuńTrzeba obmyślać nowy konkurs...
Gra o Tron na pewno ciekawsza i lepsza, niż Uczennica maga :)
OdpowiedzUsuńfantastyka jest chyba najlepsza dla głupiutkich mat-fizów :)
OdpowiedzUsuń(tak tak dla mnie właśnie :D)