niedziela, 11 grudnia 2011

Czytam powieść fantastyczną


Czytam powieść fantastyczną. Nie jest to mój ulubiony gatunek, ale od czasu do czasu, zachęcona przez młodszych ludzi sięgam po jakąś historię o magach.


Czytam zatem Uczennicę maga Trudi Canavan.  

Gra o tron George'a R. R. Martina czeka w kolejce.






Czytam, żeby zrozumieć fenomen tego typu literatury. Owszem, wciąga - 200 stron minęło nawet nie wiem kiedy. Poza tym, łatwo się czyta -  pod względem językowym jest prościutka, na 350 dotąd przeczytanych stron pojawiło się jedno zdanie, przy którym się zatrzymałam, aby przeczytać je jeszcze raz.  Nie jest to literatura dla miłośników wyrafinowanych konstrukcji językowych, wyzwań formalnych i tym podobnych fanaberii. Tu chodzi o historię snującą się dość leniwie i rozgrywającą się w innej niż znana nam krainie, a jednak znalazłam tu coś bardzo znajomego:

"Te pierwsze domy były lepiankami zbudowanymi najwyraźniej ze śmieci. Ledwie je było widać zza gromad brudnych, chudych ludzi w potarganych łachmanach. Do powozu przykuśtykała kobieta, w której ustach można było dostrzec zaledwie kilka poczerniałych pieńków zębów. W ręce trzymała koszyk pomarszczonych owoców. (...) Tessia spojrzała za siebie i dostrzegła las rąk wyciągniętych w błagalnym geście - rąk dziesiątek ludzi przykucniętych pod ścianami lepianek, jakby pozdrawiających przejeżdżający powóz. To żebracy, uświadomiła sobie, wyciągający ręce lub miski po pieniądze. Przyjrzawszy się bliżej, dostrzegła wrzody, które powinno się wyczyścić i opatrzyć - oznaki choroby wywoływanej przez niewłaściwe odżywianie. Narośle, które sprawny chirurg usunąłby bez problemu. Poczuła w nozdrzach odór śmieci, odchodów, rzygowin i stęchłego potu.
To ją paraliżowało. Była w szoku. Ci ludzie potrzebują przecież pomocy. Potrzebują całej armii uzdrowicieli. Miała ochotę wyskoczyć z powozu i coś zrobić... Ale co? Nie miała przy sobie ani torby z lekami, ani narzędzi. Nie miała palnika, żeby wypalić do czysta ostrze. Nie miała ostrza, które mogłaby wypalić. No i od kogo miałaby zacząć?
Zalała ją fala rozpaczy, jakby nagle lunął lodowaty deszcz, wyziębiając ją do kości. Opadła na siedzenie i poczuła, że ktoś na nią patrzy. Mistrz Dakon. Nie podniosła oczu. Wiedziała, że zobaczy na jego twarzy współczucie, a w tej chwili nie miała na to ochoty.
Powinnam być wdzięczna, że on mnie rozumie. On wie, że chciałabym uzdrawiać tych ludzi, ale nie mogę. Nie chcę jego współczucia, chcę wiedzy, środków i swobody, żebym mogła im pomóc. A także wyjaśnienia, dlaczego tak żyją - i dlaczego nikt nic z tym nie robi."

Pytanie konkursowe brzmi: Kogo przypomina Tessia w tym fragmencie?


AJ

8 komentarzy:

  1. a jaka jest nagroda?

    OdpowiedzUsuń
  2. Uścisk dłoni prezesa i zaszczytne miejsce w gronie ZORIENTOWANYCH:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dla mnie to "durny" Judym.

    OdpowiedzUsuń
  4. Gratuluję! Jasne, że on. Judymów jak widać pełno na świecie, nie tyko naszym.

    OdpowiedzUsuń
  5. a ja myślałem, że Bóg. przegrałem :(

    OdpowiedzUsuń
  6. Uścisk wręczony - legitymacja zorientowanego też:)
    Trzeba obmyślać nowy konkurs...

    OdpowiedzUsuń
  7. Gra o Tron na pewno ciekawsza i lepsza, niż Uczennica maga :)

    OdpowiedzUsuń
  8. fantastyka jest chyba najlepsza dla głupiutkich mat-fizów :)

    (tak tak dla mnie właśnie :D)

    OdpowiedzUsuń