czwartek, 29 grudnia 2011

Po co święta raz jeszcze

W odpowiedzi na pełen agresji komentarz zamieszczony pod postem DB o tradycji, niewierzących i świętach pozwalam sobie zabrać głos raz jeszcze.
Święto, zwane dzisiaj Bożym Narodzeniem, znane było ludziom, zanim Chrystus narodził się w stajence (daty tego wydarzenia nie podaje żadna z Ewangelii). Według starych (pogańskich jeszcze) wierzeń 25 grudnia rozpoczyna cykl 12 strasznych dni – kiedy to rosnące w siłę światło walczy z wciąż potężnymi siłami ciemności – niedowiarkom (sic!) proponuję, aby prześledzili czas wschodu i zachodu słońca od 25 grudnia do 6 stycznia. Widać walkę i widać zwycięstwo. Widać święta? Jest to czas wielkiej grozy (w dobie elektryczności słabo odczuwanej, ale dawno, dawno temu niezwykle mocno przeżywanej – od światła słonecznego zależało życie, ciemność to śmierć). W czas wielkiej grozy ludzie chronią się w domowym zaciszu, skupiają przy świetle i czekają na rozstrzygnięcie walki. Dlatego tak ważna jest gwiazda, która ma prowadzić przez ciemność (a w historii biblijnej wskazała drogę Trzem Królom do Betlejem), symbolem życia i odrodzenia jest wiecznie zielone drzewko ozdobione owocami i łakociami  jako zapowiedzią przyszłego dostatku. Odległym echem suszonego jabłka wieszanego na choince są kuliste bombki. Stół wigilijny ugina się od potraw, których symbolika ma wiele wspólnego z zaświatami i śmiercią. Ot, choćby grzyby – ciemne owoce lasu – niektóre mogą powodować stany narkotyczne – bliskie snom – sen kojarzony jest ze śmiercią (czy nie mówi się „zasnąć w Panu”?). Tym bardziej mak. Też wywołuje sen, stan bliski śmierci (wystarczy przypomnieć sobie mit o Demeter chociażby). Nie bez powodu większość potraw robi się z suszonych grzybów, suszonych owoców (kompot), mak też jest suchy – suchy, czyli pozbawiony życia. Suchymi potrawami karmi się umarłych – temu samemu służy też dodatkowe, puste nakrycie zostawione na stole. Dla „zbłąkanego wędrowca”, mówimy, nie podejrzewając nawet, że chodzi o tych, którzy wybrali się w ostateczną podróż. Boże Narodzenie, jak każde święto, znosi granicę między światem żywych a światem umarłych, przypomina o nierozerwalności naszych losów. Ostateczne zwycięstwo światła 6 stycznia witane było hałaśliwie, aby ostatecznie odegnać duchy ciemności i zimy. Huk petard – przeniesiony na ostatni dzień roku jest dzisiaj wyłącznie zabawą. Nikt już nie pamięta o głębszym znaczeniu tego hałasu. Mogłabym tak długo – o opłatku jeszcze, o gadających zwierzętach, o obfitości potraw na wigilijnym stole... Ale chyba wystarczy, żeby zobaczyć, że tak zwane Boże Narodzenie to TRADYCJA dużo dłuższa niż chrześcijaństwo i zapisana w tak zwanej podświadomości zbiorowej, a tę posiadają nawet niewierzący i wahający się. Dlaczego więc odmawia im się hołdowania tej tradycji? Bo została wyparta, zmieniona przez nowszą? Życie wszystkich ludzi, wszystkiego, co żyje zależy od słońca w większym stopniu niż od Jezusa Chrystusa. Trzymajmy więc kciuki za walkę światła z ciemnością. 

W powyższych rozważaniach wsparłam się ustaleniami kulturoznawców, historyków i filozofów religii.
AJ

9 komentarzy:

  1. Ja też pozwolę sobie odnieść się do ww komentarza:) A co... Będzie trochę ad personam, ale proszę mi to wybaczyć.
    Bardzo mnie bawi, a zarazem żenuje, gdy osoba w obronie "chrześcijańskich wartości"© odmawia innym prawa do życia po swojemu, czasami nawet do radości i samospełnienia. Jezus nauczał miłości do każdego. Do uczty siadał z niewierzącymi i celnikami (którzy byli uosobieniem zła), co mieli mu za złe faryzeusze. Nie dzielił ludzi na dobrych i niedobrych, godnych świętowania czegokolwiek i niegodnych. Polecił szerzyć wiarę przez czytanie pisma i NAŚLADOWANIE GO! Jak widać, są ludzie, którym to ewidentnie nie wychodzi. Jeżeli już się powołujemy na wartości wyznawane przez jakąś religię to nie wybiórczo, ale w całości. Rozumiem, że są elementy, z którymi można się nie zgadzać, ale szacunek (miłość) dla drugiej osoby to jest podstawa chrześcijaństwa. Tak więc trochę to był absurdalny zarzut:) A w "Boże Narodzenie" Rzymianie czcili kiedyś (hinduskiego bodajże) boga słońca, który zwał się Mitra. 25.12 stał się dniem narodzin Chrystusa dopiero około wieku IV czyli paradoksalnie jakieś czterysta lat po Jego śmierci:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jako chrześcijanin czuje się atakowany.. Ten blog to krucjata w obronie niewierzących?

    OdpowiedzUsuń
  3. z pewnością to nie jest załozenie tego bloga. Michał odniosłeś takie wrażenie?

    OdpowiedzUsuń
  4. Michał, a sądzisz, że jest przed czym ich bronić? Czyżby ktoś ich atakował?

    OdpowiedzUsuń
  5. Do tolerancji trzeba dorosnąć. Proszę, by nie odbierać tego komentarza jako ataku na niedojrzałych... AJ

    OdpowiedzUsuń
  6. A krucjaty Michał, to czasem nie jest specjalność chrześcijańska?

    OdpowiedzUsuń
  7. jestem autorem wcześniejszego komentarza, który tak bardzo Was wszystkich wzburzył.. nie było w nim agresji, ani złości, tylko proste i dosadne podzielenie się własnym zdaniem... nie miałem na myśli że wigilia nie jest czasem, w którym się dzieli miłością z drugim człowiekiem. chodziło mi że ateiści taki dzień "świąteczny" mogą sobie ustalić w każdy inny dzień roku... po co w wigilię, która świadczy o narodzinach Jezusa? i dla mnie ściemnianie o jakichś pogańskich tradycjach wywodzących się nie wiadomo z jak odległych czasów jest po prostu głupie. żyjemy w czasach dzisiejszych gdzie wigilia jest tradycyjną kolację i czuwaniem na narodziny Jezusa. tolerancja nie ma tutaj nic do tego.. nie mam nic do ateistów, ale obchodzenie ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIA czy jak to inaczej nazywają jest dla mnie po prostu głupotą. po co są teraz wywody o tym co mówił Jezus itd. ? ja to wiem, ale jak niewierzący mogą używać takich argumentów skoro w tego Jezusa nie wierzą? koniec dyskusji na temat religii.. do niczego to nie prowadzi. widzę, że każda próba podzielenia się własnym zdaniem na tym blogu jest traktowana jako atak. szkoda czasu mi na czytanie tego... Z poważaniem Jakub.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie rozumiem:
    "ateiści taki dzień świąteczny mogą sobie ustalić w każdy inny dzień roku..."
    to co tu się w końcu świętuję, datę??
    Religia jest czymś tak osobistym, że nie powinno się krytykować nikogo za wiarę czy niewiarę, bo nie o to tu chodzi.
    Człowiek ma wolną wolę i sam decyduję jaką drogę obiera i nikt nie ma prawa wpierać mu swoich poglądów.
    Jakubie nikt nie każe Ci zgadzać się z kwestiami, które są poruszane na tym blogu, ale chociaż by dobre wychowanie wymaga by pozwolić innym na wyrażenie swojego zdania, słyszałeś kiedyś o czymś takim jak tolerancja?
    Piszesz, że "każda próba podzielenia się własnym zdaniem na tym blogu jest traktowana jako atak", a może trochę zbyt duży ładunek emocjonalny umieściłeś w swoim komentarzu i stąd to całe zamieszanie zastanawiałeś się nad tym?
    Dopisek to nie ma być miejsce wojny, tylko miejsce gdzie każdy może wyrazić swoją opinie na dany temat.

    OdpowiedzUsuń
  9. No to sobie wyobraź jak się czują ateiści, gdy cała "katolicka Polska" świętuje razem przy stole, a oni co mają robić? Szczerze mówiąc zastanawiałem się w Wigilię, jak to wygląda. Jak tacy ludzie muszą się czuć w ten dzień. To chyba bardzo dobrze, że siądą przy stole z rodziną i porozmawiają. Choć nie wierzą w naukę Jezusa, postępują zgodnie z nią (przynajmniej po części) - powinieneś się z tego cieszyć chyba. Mnie by to utwierdzało trochę w słuszności mojej wiary.
    A Jezus Chrystus jest postacią historyczną i nie ma tu nic do wiary. Wierzymy w Jego słowa, nauki, cuda... Nie jest głupotą "ściemnianie (Twoim zdaniem) o jakichś pogańskich tradycjach" (tradycja - znamienne sowo w kontekście tej dyskusji), gdyż to są historyczne fakty. Spojrzysz do odpowiednich książek czy nawet w internecie i się dowiesz. Wiara jest ważna, ale bardziej niż nauka? Wierzenia cały czas się zmieniają. Osobiście nie wiedzę nic złego w tym, że ludzie wierzą w przyjście Jezusa na świat akurat 25.12. Jeżeli chcą w to wierzyć to proszę bardzo. Ale nawet najgorliwsza wiara nie wymaże, że to kiedyś w ten właśnie dzień obchodzono obrzędy (tak zwane) pogańskie. I o to też nie ma się co czepiać, a tym bardziej nazywać głupim.
    A moim skromnym zdaniem Wigilia to nie tylko kolacja i czuwanie, ale co ja tam mogę wiedzieć…
    Na sam koniec - jeżeli zamieściłeś taki komentarz, w którym „dosadnie wyraziłeś swoje zdanie” to licz się z odpowiedziami. To naturalne, że nie wszyscy się z Tobą zgodzą. I nie ma się też co oburzać, bo obrona swojej opinii/zdania dobrze świadczy o człowieku… A komentarz może uchodzić za agresywny, czy jak kto woli emocjonalny, z racji stylu w jakim został napisany. Wykrzyknienia, pytania, bezpośrednie zwroty do odbiorców, urywane zdania… Trzeba uważać nie tylko co, ale i jak się pisze.

    OdpowiedzUsuń