Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sens. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sens. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 13 maja 2012

Ale za to niedziela...


Aby nieco odpocząć od kontrowersyjnego tematu matur, kreatywności lub jej braku, trudnego tematu wyboru studiów i możliwości rynku pracy, proponuję niezobowiązujące kilka zdań na temat niedzielnego poranka. Niedzielny poranek należy do najprzyjemniejszych, mimo grożącego w ciągu 24 godzin poniedziałkowego poranka, gdyż zaczyna się cudownie późno. Dla sów, które długo w nocy czytają, oglądają, rozmawiają z drugą połową, tudzież uprawiają inne przyjemne czynności, niedzielny poranek jest tym cudowniejszy, że nie łączy się z wyjściem na zakupy, co z kolei jest minusem poranka sobotniego. Szczerze mówiąc, nie wiem jak ma się sprawa z ewentualnym niedzielnym wyjściem na mszę; jeśli ktoś uczęszcza, to i niedzielny poranek się wtedy skraca i doprawdy nie wiem, który z poranków całego tygodnia może być tak cudowny jak dla mnie niedzielny. Niedzielny poranek to śniadanie w łóżku albo w kuchni, ale za chwilę powrót do łóżka. Bo niedzielny poranek to czytanie w łóżku – gazet, książek, głupot lub poważnych artykułów w internecie, odpowiadanie na bachorzęce ważne pytania (dziś o fizykę i zakres tej nauki(!)). Leniwe czytanie, z popijaniem herbaty albo kawy, z zapadaniem w krótkie drzemki, z powrotem do czytania. Myślę, że około 13.00 można zacząć się krzątać, aby nie wydać się samemu sobie zbyt szczęśliwym i beztroskim. A jutro poniedziałek!

AJ

niedziela, 1 stycznia 2012

Cały nowy rok czytania


Przyszedł czas na życzenia noworoczne, postanowienia i inne takie. Czuję ulgę, że nie muszę (wewnętrznie) czynić postanowień. Nowy rok niczego w moim życiu nie zmienia, cieszę się tylko, że coraz bliżej wiosna i dzień będzie dłuższy. Myślę, że to prawdziwy komfort nie musieć do niczego dążyć (ale oczywiście móc), mieć blisko wszystko, co potrzebne do życia, skupiać się tylko na tym, by dobrze z tego skorzystać. Słuchając Trójkowego Topu Wszech Czasów, sprawdzając próbne matury, życzę sobie zatem, aby nadal zaspokajane były moje podstawowe potrzeby:


Wszystkim innym zaś, aby odnaleźli swoje:)

AJ

czwartek, 29 grudnia 2011

O sensie na nowy rok



Z kosmicznego punktu widzenia nasze życiowe zmagania są nieistotne (patrz post Jaka piękna katastrofa) – z tym się chyba już w większości zgadzamy. Co innego ziemski punkt widzenia. Z ziemskiego punktu widzenia najistotniejsze na świecie jest to, żeby pójść w piątek na imprezę albo, żeby kupić sobie tę boską sukienkę w H&M. Dla niektórych jeszcze ważna jest czwóra z historii albo z matmy. Równie ważne jest pisanie bloga albo opowiadanie na lekcjach o tym jak Mickiewicz mityzuje historię w Panu Tadeuszu. Dzisiejszy sens życia jest jednostkowy, indywidualny. Na zachodzie szaleje kryzys, świat pogrąża się w chaosie, wiek XXI miał być wiekiem religii, a nie jest, młodzi ludzie są cyniczni cynizmem czterdziestolatków... Jak żyć, panie premierze?! Wzywamy, nawołujemy, apelujemy: w nowym roku wysilmy się, by znaleźć sens w codziennej krzątaninie. Chodzi o to, by odróżnić poniedziałek od wtorku, ba! chodzi o to, by zauważyć wtorek i środę w gonitwie za piątkiem i weekendem. Można spróbować buddyjskiej uważności, chrześcijańskiego pochylenia się nad drugim – od tego pierwszego bardzo blisko do drugiego, zresztą. Można, a nawet należy, poświęcić się swojej pasji – obojętnie czy jest nią gotowanie czy szycie, czy fotografowanie, czy rysowanie, czy granie na czymkolwiek, czy śpiewanie albo wchodzenie na drzewa i fotografowanie się na nich, co z powodzeniem czyni pewna młoda artystka z Krakowa i mnóstwo jej naśladowców na całym świecie...  Przypomina mi się bohaterka komedii Jestem na tak, która z niebywałym zaangażowaniem śpiewała w zespole, mającym chyba z siedmiu słuchaczy i z równie wielkim przejęciem prowadziła zajęcia  grupy biegaczy fotografujących albo fotografów biegających - działalność absurdalna, ale najważniejsze chyba, aby wszystko, co się robi, robić z pełnym zaangażowaniem, nawet jeśli jest to tylko mopowanie podłogi... Chodzi mi ten buddyzm po głowie i nic nie mogę na to poradzić. Pewnie, gdybym była człowiekiem religijnym, byłabym buddystką. Jako człowiek duchowy, szukam sensu w porannym piciu kawy i słuchaniu radia. Potem staram się go znaleźć w przekonywaniu pewnej znudzonej klasy, że „poezja to tworzenie pięknych zdań, poezja to tworzenie pięknych zdań, poezja to tworzenie pięknych zdań” (za Tadeuszem Peiperem) albo, że opis parzenia kawy w Panu Tadeuszu to jeden z najpiękniejszych fragmentów w literaturze w ogóle, albo w rozważaniach na temat wariantów zakończenia Przedwiośnia przez Żeromskiego i Bajona w mojej klasie osobistej, z którą to nota bene UWIELBIAM rozmawiać o literaturze i wszystkich innych sprawach też. Jest to zresztą temat na oddzielny post. Wracając do czynności, których celem jest odnalezienie przyjemności z tu i teraz, to podobno wystarczy wykonywać je przez 30 dni, aby stały się nawykiem i pozwoliły sens odnaleźć i poczuć się spełnionym.  Czego wszystkim życzę na nowy rok. Obojętnie jak absurdalne wydaje się to z kosmicznego punktu widzenia.

AJ