Pokazywanie postów oznaczonych etykietą postanowienia noworoczne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą postanowienia noworoczne. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 1 stycznia 2012

Cały nowy rok czytania


Przyszedł czas na życzenia noworoczne, postanowienia i inne takie. Czuję ulgę, że nie muszę (wewnętrznie) czynić postanowień. Nowy rok niczego w moim życiu nie zmienia, cieszę się tylko, że coraz bliżej wiosna i dzień będzie dłuższy. Myślę, że to prawdziwy komfort nie musieć do niczego dążyć (ale oczywiście móc), mieć blisko wszystko, co potrzebne do życia, skupiać się tylko na tym, by dobrze z tego skorzystać. Słuchając Trójkowego Topu Wszech Czasów, sprawdzając próbne matury, życzę sobie zatem, aby nadal zaspokajane były moje podstawowe potrzeby:


Wszystkim innym zaś, aby odnaleźli swoje:)

AJ

Sylwestrowo-noworocznie

Sylwester to zwyczajowo, obok przygotowań do imprezy, czas podsumowań - w kulturze, polityce, sporcie, życiu towarzyskim i każdej innej dziedzinie. Prywatnej też. Nowy Rok natomiast to dzień postanowień. Nie lubię ani  jednego, ani drugiego. 
Podsumowań, bo nie ma sensu odwracać się za siebie. Jeszcze nie teraz :) Co daje przypominanie wszystkich najlepszych, najgorszych, najśredniejszych chwil i wydarzeń, czemu służy taki ranking? Należy zakładać, że wszystko naj-  dopiero przed nami.
Postanowień noworocznych nie lubię jeszcze bardziej, ale z przyczyn dość egoistycznych. Wiem, że i tak bym ich nie wypełniła, dręczyłoby mnie sumienie, przekładałabym terminy ich wypełnienia, aż zastałby mnie kolejny nowy rok. Sama miałabym fundować sobie taki stres i przekonanie, że mam b. słaby charakter? W życiu! Dostatecznie dużo frustracji dostarczy mi nadchodzące 365 dni, żebym miała nakładać na siebie oszukańcze jarzmo samodoskonalenia, poprzez stawianie sobie nierealnych celów w imię.... no właśnie czego? Lepszego samopoczucia dzisiaj? Filozofii - żyj lepiej, jeszcze lepiej, bądź szczęśliwsza, proaktywna itd? Ja nie chcę niczego zmieniać, albo raczej wiem, że to co chciałabym zmienić nie nadaje się do zmiany. I żadna filozofia, religia, porada nie pomogą, np. spowolnić nieco czasu. Reszta niech się toczy po swojemu. Swój charakter kształtujemy w konkretnych codziennych sytuacjach i  nie ma potrzeby planować z wyprzedzeniem swoich zachowań, z reguły w 9 przypadkach na 10 i tak nie dotrzymamy słowa. Potem następuje tylko weryfikacja tychże postanowień i nieustanny kac moralny. A ja źle znoszę kaca.

DB