Aby nieco
odpocząć od kontrowersyjnego tematu matur, kreatywności lub jej
braku, trudnego tematu wyboru studiów i możliwości rynku pracy,
proponuję niezobowiązujące kilka zdań na temat niedzielnego
poranka. Niedzielny poranek należy do najprzyjemniejszych, mimo
grożącego w ciągu 24 godzin poniedziałkowego poranka, gdyż
zaczyna się cudownie późno. Dla sów, które długo w nocy
czytają, oglądają, rozmawiają z drugą połową, tudzież
uprawiają inne przyjemne czynności, niedzielny poranek jest tym
cudowniejszy, że nie łączy się z wyjściem na zakupy, co z kolei
jest minusem poranka sobotniego. Szczerze mówiąc, nie wiem jak ma
się sprawa z ewentualnym niedzielnym wyjściem na mszę; jeśli ktoś
uczęszcza, to i niedzielny poranek się wtedy skraca i doprawdy nie
wiem, który z poranków całego tygodnia może być tak cudowny jak
dla mnie niedzielny. Niedzielny poranek to śniadanie w łóżku albo
w kuchni, ale za chwilę powrót do łóżka. Bo niedzielny poranek
to czytanie w łóżku – gazet, książek, głupot lub poważnych
artykułów w internecie, odpowiadanie na bachorzęce ważne pytania
(dziś o fizykę i zakres tej nauki(!)). Leniwe czytanie, z
popijaniem herbaty albo kawy, z zapadaniem w krótkie drzemki, z
powrotem do czytania. Myślę, że około 13.00 można zacząć się
krzątać, aby nie wydać się samemu sobie zbyt szczęśliwym i
beztroskim. A jutro poniedziałek!
AJ

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz