Pisałam już o nieuzasadnionym stosowaniu stanowczo za wysokiego stylu, w jakim lubuje się przeciętny
uczeń i przykrych dla społeczeństwa tego skutkach, dziś natomiast kolejne
spostrzeżenie, które mnie zadziwia. W wypowiedziach dotyczących Kochanowskiego
znajduję takie oto kwiatki: Ten wspaniały
pisarz w swoich Pieśniach uczył nas, można nawet powiedzieć, że
nakazywał nam jak korzystać z życia (podkreślenia moje). Pomijam
nadęty ton i zwracam uwagę na dziwadło w postaci zaimka w 1 osobie koniecznie
liczby mnogiej. Ten pleniący się zwrot sugerujący jakoby Kochanowski (i każdy
inny twórca słowa) poprzez wieki słał bezpośrednio nam –
dwudziestopierwszowiecznym potomnym - swą wiekopomną myśl jest nieodłącznym
składnikiem szkolnych wypocin. Świadomie używam tego słowa, bo w przyzwoitych i
p r z e m y ś l a n y c h wypracowaniach
takich bzdur nie ma. Dla mnie jest to przejaw albo trwałego infantylizmu, albo czasowej utraty racjonalnego myślenia, albo
całkowitego braku krytycyzmu wobec literatury (stan dla większości
korzystających ze streszczeń i bryków permanentny). Czytam literaturę
zamierzchłych wieków od lat i do głowy by mi nie przyszło, żeby stwierdzić, że
ten i ów pisarz nauczał mnie, nakazywał,
mówił do mnie. Poza oczywistym dla mnie faktem, że literatura aż takiej
mocy dydaktycznej nie posiada, to byłabym niezwykle ostrożna w stwierdzeniach,
że twórcom zależało na pouczaniu czytelników wieki później. Pomijając nieliczne
przypadki, większość marzyła, aby im współcześni choć zechcieli zainteresować
się efektem ich pracy i z reguły bardzo dalecy byli od pouczania i nakazywania.
Moi podopieczni z jednej strony okazują na lekcjach ostentacyjnie
brak zainteresowania tekstem literackim, podkreślając archaiczność jego
przekazu, nudę, jaką wieje, a z drugiej strony w samodzielnych wypowiedziach
zachłystują się moralnym i estetycznym przekazem, jaki rzekomo dla nich stamtąd
płynie. Moja nieustanna prośba o krytycyzm i samodzielność sądów przegrywa z
zakodowanymi w głowach schematami i gotowcami. Na lekcji słyszę: jakie o
głupie, nudne, niezrozumiałe, po jakich prochach pisał itd., a w
wypracowaniach: Ten wspaniały pisarz w swoich Pieśniach uczył nas… Szczyt
hipokryzji, w dodatku źle skierowany. Mam alergię na takie głupoty i raczej nie
ma co się spodziewać aprobaty. DB
Zdecydowanie
nie byłbym w stosunku do czytelnika zbyt łaskawy ani wyrozumiały. Teraz
mówi się dziennikarzom: „Myślcie o czytelniku, o tym, że piszecie dla
prostych ludzi.” Nie gardzę prostymi ludźmi. Ale ludzie prości to nie
ludzie głupi. (...) człowiek nie
rodzi się głupi, dopiero się takim staje. (...) Nie chcę mieć pod tym względem ani dla siebie ani dla nikogo
litości: nie piszę dla głupców. Chcę być precyzyjny. Pisanie powinno być
najlepszym, co jestem w stanie dać drugiej osobie. Jan Balaban - pisarz

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz