piątek, 18 maja 2012

Refleksji znad uczniowskich prac ciąg dalszy…

Pisałam już o nieuzasadnionym stosowaniu stanowczo za  wysokiego stylu, w jakim lubuje się przeciętny uczeń i przykrych dla społeczeństwa tego skutkach, dziś natomiast kolejne spostrzeżenie, które mnie zadziwia. W wypowiedziach dotyczących Kochanowskiego znajduję takie oto kwiatki: Ten wspaniały pisarz w swoich Pieśniach uczył nas, można nawet powiedzieć, że nakazywał nam jak korzystać z życia (podkreślenia moje). Pomijam nadęty ton i zwracam uwagę na dziwadło w postaci zaimka w 1 osobie koniecznie liczby mnogiej. Ten pleniący się zwrot sugerujący jakoby Kochanowski (i każdy inny twórca słowa) poprzez wieki słał bezpośrednio nam – dwudziestopierwszowiecznym potomnym - swą wiekopomną myśl jest nieodłącznym składnikiem szkolnych wypocin. Świadomie używam tego słowa, bo w przyzwoitych i   p r z e m y ś l a n y c h  wypracowaniach takich bzdur nie ma. Dla mnie jest to przejaw albo trwałego infantylizmu, albo czasowej utraty racjonalnego myślenia, albo całkowitego braku krytycyzmu wobec literatury (stan dla większości korzystających ze streszczeń i bryków permanentny). Czytam literaturę zamierzchłych wieków od lat i do głowy by mi nie przyszło, żeby stwierdzić, że ten i ów pisarz nauczał mnie, nakazywał, mówił do mnie. Poza oczywistym dla mnie faktem, że literatura aż takiej mocy dydaktycznej nie posiada, to byłabym niezwykle ostrożna w stwierdzeniach, że twórcom zależało na pouczaniu czytelników wieki później. Pomijając nieliczne przypadki, większość marzyła, aby  im współcześni choć zechcieli zainteresować się efektem ich pracy i z reguły bardzo dalecy byli od pouczania i nakazywania.
Moi podopieczni z jednej strony okazują na lekcjach ostentacyjnie brak zainteresowania tekstem literackim, podkreślając archaiczność jego przekazu, nudę, jaką wieje, a z drugiej strony w samodzielnych wypowiedziach zachłystują się moralnym i estetycznym przekazem, jaki rzekomo dla nich stamtąd płynie. Moja nieustanna prośba o krytycyzm i samodzielność sądów przegrywa z zakodowanymi w głowach schematami i gotowcami. Na lekcji słyszę: jakie o głupie, nudne, niezrozumiałe, po jakich prochach pisał itd., a w wypracowaniach:  Ten wspaniały pisarz w swoich Pieśniach uczył nas… Szczyt hipokryzji, w dodatku źle skierowany. Mam alergię na takie głupoty i raczej nie ma co się spodziewać aprobaty. DB


Zdecydowanie nie byłbym w stosunku do czytelnika zbyt łaskawy ani wyrozumiały. Teraz mówi się dziennikarzom: „Myślcie o czytelniku, o tym, że piszecie dla prostych ludzi.” Nie gardzę prostymi ludźmi. Ale ludzie prości to nie ludzie głupi. (...) człowiek nie rodzi się głupi, dopiero się takim staje. (...) Nie chcę mieć pod tym względem ani dla siebie ani dla nikogo litości: nie piszę dla głupców. Chcę być precyzyjny. Pisanie powinno być najlepszym, co jestem w stanie dać drugiej osobie. Jan Balaban - pisarz

                                            

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz