wtorek, 1 maja 2012

Żegnając się z 3f


Kolejne dzieci poszły w świat. Właściwie rozpoczynają proces opuszczania gniazda. Stopniowo będą frunąć trochę dalej, zdając kolejne egzaminy i mam nadzieję, że żadne pisklę nie wróci w sierpniu. Trzy lata (niepełne) liceum to z jednej strony mało, a z drugiej jak się okazuje wystarczająco, by się zżyć, polubić, zaprzyjaźnić. Żegnając w piątek swoją klasę myślałam oczywiście z rozrzewnieniem ile razem przeszliśmy, ale przede wszystkim myślałam o tym, że współczuję tym młodym ludziom. Gdybym była w ich wieku, chyba bym oszalała słysząc codziennie, że nie ma pracy, że ta, która jest, nie będzie pewna, będzie za to upokarzająco płatna, że bez znajomości nie ma co myśleć o składaniu gdziekolwiek aplikacji. Z drugiej strony świat stoi przed nimi otworem, nie muszą tu zostawać, mogą wyjechać, popracować (jeśli gdzieś tam jest jakaś praca w dobie szalejącego kryzysu), poznawać, studiować gdzie tylko chcą, potem wrócić albo nie. Ciekawi mnie, co postanowią, jak poprowadzą swoje życie, co wybiorą i jak im z tym wyborem będzie. Chciałabym, aby się rozwijali, każde w wybranej dziedzinie i tak ogólnie. Mam nadzieję, że nie spotka ich zbyt wiele złego, że nie skończą w korporacji, która wyciśnie z nich siły, przeżuje, a potem wypluje bez sentymentów, że będą robić coś, co będzie sprawiało im przyjemność i dawało satysfakcję. Liczę, że moi, pogardzani na rynku pracy i w ogólnopolskiej ciasnej mentalności, humaniści znajdą jakieś nisze, w których będą mogli się realizować. A ja przygarnę na trzy (niepełne) lata kolejne dzieci.

AJ

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz