Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wolne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wolne. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 13 maja 2012

Ale za to niedziela...


Aby nieco odpocząć od kontrowersyjnego tematu matur, kreatywności lub jej braku, trudnego tematu wyboru studiów i możliwości rynku pracy, proponuję niezobowiązujące kilka zdań na temat niedzielnego poranka. Niedzielny poranek należy do najprzyjemniejszych, mimo grożącego w ciągu 24 godzin poniedziałkowego poranka, gdyż zaczyna się cudownie późno. Dla sów, które długo w nocy czytają, oglądają, rozmawiają z drugą połową, tudzież uprawiają inne przyjemne czynności, niedzielny poranek jest tym cudowniejszy, że nie łączy się z wyjściem na zakupy, co z kolei jest minusem poranka sobotniego. Szczerze mówiąc, nie wiem jak ma się sprawa z ewentualnym niedzielnym wyjściem na mszę; jeśli ktoś uczęszcza, to i niedzielny poranek się wtedy skraca i doprawdy nie wiem, który z poranków całego tygodnia może być tak cudowny jak dla mnie niedzielny. Niedzielny poranek to śniadanie w łóżku albo w kuchni, ale za chwilę powrót do łóżka. Bo niedzielny poranek to czytanie w łóżku – gazet, książek, głupot lub poważnych artykułów w internecie, odpowiadanie na bachorzęce ważne pytania (dziś o fizykę i zakres tej nauki(!)). Leniwe czytanie, z popijaniem herbaty albo kawy, z zapadaniem w krótkie drzemki, z powrotem do czytania. Myślę, że około 13.00 można zacząć się krzątać, aby nie wydać się samemu sobie zbyt szczęśliwym i beztroskim. A jutro poniedziałek!

AJ

środa, 4 kwietnia 2012

Kierunek - Pacanów!

Nareszcie wolne! Westchnęli dziś jednakowo nauczający i nauczani. Wśród tych ostatnich są i tacy, którzy wyrazili swoją ulgę wyjątkowo głośno. To nieszczęśnicy – tegoroczni maturzyści. Wszyscy jesteśmy nieźle zmęczeni, zwłaszcza  że przez ostatnie dni w szkole było tłoczno i potrójnie pracowicie. Zafundowaliśmy sobie bowiem dni otwartej szkoły, trochę sztuczny proceder, ale jeden z wielu, do których zmusza nas sytuacja na rynku edukacji. Trzeba się pokazać, reklamować, nauśmiechać, nachwalić, nazapraszać, a potem oprowadzać, pokazywać, znów uśmiechać jak panna na wydaniu i to w większości przypadków do bardzo zagubionego człowieka, który w swoich wyborach kieruje się kryteriami rzadko samodzielnymi.Raczej są to podpowiedzi rodziców, ciotek (może to ich należałoby oprowadzić?), rówieśników. Zasłyszane dziś głupawe komentarze obecnych gimnazjalistów, a ewentualnie potencjalnych naszych uczniów rokują marnie na przyszłą współpracę. Bo co robić potem przez 3 lata z podopiecznym, któremu już na wstępie nie podoba się szkoła, w której się znalazł. Chciałoby się rzec "idź ty raczej koziołeczku szukać swego Pacanowa".  Bo inaczej to efekt będzie jak dzisiaj w wykonaniu dużej części maturzystów- najdelikatniej ujmując-żenujący. Dziś, oprócz zamieszania z otwartymi wrotami, mijał ostateczny termin składania bibliografii  przez osoby deklarujące chęć zdawania egzaminu dojrzałości. To słowo powinno się wykreślić, bo o żadnej dojrzałości nie ma tu mowy. Osoby pełnoletnie ( nie-dojrzałe) nie poradziły sobie z tak banalnym zadaniem, będącym zaledwie wstępem do matury. Wymówki, usprawiedliwienia, zdziwienie, tłumaczenia – a wszystko to na takim poziomie abstrakcji, że trudno uwierzyć, że ktoś tu nie robi  nas w konia. Albo prościej - prezentuje postawę szczeniacką, czyli kogoś kto nie dorósł do takich dorosłych sytuacji. Nie wiem, którą opcję wybrać, jedna i druga jak wspomniałam jest żenująca. To samo słowo wypowiadają pracodawcy, którzy czytają cv starających się o pracę absolwentów uczelni, nie wierząc,  że mają do czynienia z taką nieporadnością (czyt. infantylizmem). Chwała na wysokości, że od jutra będzie można o tym na moment zapomnieć i może w świątecznej euforii  odzyskać odrobinę wiary, że niektórzy jeszcze się nawrócą. Na myślenie. DB


                                           

Ps. Agato wybacz, mój tekst miał być o czymś innym, ale emocje mijającego dnia górą:(