Pod choinką najlepiej znaleźć książkę.
Proszę się przemóc i przeczytać dalej.
Ktoś czyta?
Jeśli nie, to trudno, w moim życiu i tak nic się nie zmieni. Bo
jedyną niezmienną sprawą w nim są książki. Zmieniały się
“okoliczności życiowe”, mieszkania, miasta, w których żyłam,
ludzie pojawiali się i znikali, zwierzęta przychodziły i
odchodziły, słowem wszystko się zmieniało, tylko nie książki.
Wędrowały po mieszkaniach, które zajmowałam,były pakowane w
kartony, przewożone, wnoszone po schodach, wycierane z kurzu i
stawiane na półkach, według klucza, oczywiście. Do tych, które
już były, dołączały nowe, otrzymane w prezencie, kupione za
odkładane kieszonkowe, a potem za zarobione samodzielnie pieniądze.
Było mnie stać na jedną książkę (jeśli nowa) i dwie, czasem
trzy (jeśli z antykwariatu) w miesiącu. Dylematu: nowa szmatka czy
książka nie znałam. Znałam antykwariaty warszawskie, łódzkie,
poznańskie, krakowskie. Żyję z książkami.
Błędem byłoby sądzić, że to nudne życie.
Powiedziałabym, że jest to życie pełne SZALEŃSTWA.
Po pierwsze: szaleństwo katalogowania.1
Ustawianie książek na półkach według klucza: literatura narodów
czy według rodzajów literackich? Porządek alfabetyczny czy
chronologiczny? A może porządek “ulubienia”? Według wielkości
czy jakkolwiek, na stojąco czy leżąco?
Po drugie: szaleństwo pozycji przyjmowanych podczas czytania.
Na łóżku, na plecach z książką w wyciągniętych nad głową
rękach, potem w jednej ręce (żeby tamta odpoczęła), na boku (jak
się obie zmęczą), na brzuchu, rozciągnięta w poprzek, z książką
na podłodze, podczas gdy leży się na łóżku... Pod kocem, pod
kołdrą, w wannie. Skulona w kręgu światła lampki, poza którym
ciemność nocy. Przy stole, z książką za talerzem podczas
jedzenia albo w uniesionej ręce (problem przewracania kartek),
leżąca na stole, z głową opartą na łokciu, z nogą podkurczoną
pod brodą - jedną albo obiema, z nogami poskręcanymi pod
krzesłem... Czytanie w pociągu, w autobusie, tramwaju, w
poczekalniach wszelkiego rodzaju, w kawiarni, w parku na ławce albo
na trawie, na plaży.
Szaleństwo dodatków do czytania: pogryzanie orzechów,
wyjadanie nutelli, popijanie herbaty, czekolady, kawy, kakao, palenie
papierosów (przypadek znany mi z rodziny).
Szaleństwo gestów i zachowań towarzyszących: kręcenie
włosów na palcu, gryzienie paznokci, machanie nogami, nagłe
zamyślanie się, pokrzykiwanie ze zdumienia (przypadek znany mi z
mojej klasy), śmianie się w głos, uśmiechanie się pod nosem,
komentowanie, nieprzeparty odruch czytania bliskim co lepszych
fragmentów.
Szaleństwo zwyczajów związanych z czytaniem: zakładki
kupowane specjalnie albo robione z papierka po gumie do żucia,
rozkładanie książki grzbietem do góry, zaginanie rogów,
zapamiętywanie stron, system czytania do końca rozdziału, do końca
strony, do akapitu. Podkreślanie ważnych zdań (ołówkiem albo
długopisem – czarnym albo czerwonym, albo każdym, jaki jest pod
ręką), notatki na marginesach, naklejanie samoprzylepnych karteczek
tamże albo na wewnętrznych stronach okładki. Czytanie jednej
książki od początku do końca albo czytanie wielu książek
jednocześnie, zostawianie ich w różnych miejscach, aby mieć
zawsze jakąś na podorędziu, noszenie książek z sobą w torbie,
kieszeni, plecaku. Trzymanie książek na stoliku nocnym albo
pozwalanie im na panoszenie się w łóżku...
Szaleństwo znakowania: wykrzykniki, pytajniki, kropki,
ramki (linia prosta albo falowana), buźki, serduszka...
Cały świat czytania.
To jaką książkę chcielibyście pod choinkę?

Bardzo niechętnie czytam książki, ale są dwie pozycję, za które bym się nie pogniewał, gdybym ujrzał je pod choinką, a mianowicie "Mein Kampf" wiadomego autorstwa oraz "Buszujący w zbożu" J.D Salingera. Pierwsza podobno zmienia ogląd na świat, co mnie intryguje, bo nie wiem jak książka może wpłynąć na moje życie. Druga zaś porusza problemy nastolatków, którym sam jestem.
OdpowiedzUsuńchcę Biblię ;>
OdpowiedzUsuńSzczerze mówiąc, nie wiem,jak apologia narodu niemieckiego i jawna pogarda dla każdego innego, a zwłaszcza dla Słowian, do których się zaliczają Polacy, mogłaby zmienić ogląd świata młodego Polaka właśnie. Życzę Salingera pod choinką - to książka, którą trzeba czytać, kiedy ma się naście lat - ja przeczytałam później, już byłam za stara:) AJ
OdpowiedzUsuńprzecież Pani ma właśnie naście lat :D
OdpowiedzUsuńKsiążkę? Brrrr... Jak już to coś typu "budowa silników odrzutowych" czy "programowanie c++/java itp." :D no ale, żeby nie było, że nic nie czytam to też poproszę o serię "Wiedźmina" A. Sapkowskiego bo na ten moment nie udało mi się wszystkich doczytać.
A ja bym chciał Kamasutrę, zawsze to miło popatrzeć na coś z pogranicza erotyki i sztuki, reportaże Tochmana,Kołakowskiego Liberalizm w kościele katolicjim, cos Jellinek.
OdpowiedzUsuń