Byłam dziś na spotkaniu z reporterem,
dziennikarzem Gazety Wyborczej, Jackiem Hugo – Baderem. Kończę
właśnie czytać jego Dzienniki kołymskie, więc fajnie się
złożyło. To człowiek mądry. Widać to od razu i słychać od
pierwszych słów. Człowiek mądry to człowiek w naturalny sposób
skromny, nienapuszony, bezpośredni i szczery. Taki jest Hugo –
Bader.
Karierę zaczął od wywiadu
przeprowadzonego z generałem Kałasznikowem. Twórcą, konstruktorem
karabinu. Czyli mocno. Reportaż z tego spotkania okazał się
sukcesem, choć sam autor uważa, że popełnił ogromny błąd
wylewając na swego rozmówcę wszystkie swoje żale za komunizm,
ZSRR i tak dalej, wreszcie zadał mu pytanie, czy ma on świadomość,
że jego karabin nazywany jest bronią terrorystów, spowodowało to,
że generał wstał z miejsca, zatopił wzrok w telewizorze i więcej
się nie odezwał, co było równoznaczne z wyproszeniem dziennikarza
za drzwi.
Od tej pory funkcjonował Hugo –
Bader jako „specjalista od Rosji” i tak zostało.
Czytałam dwie z jego książek: Białą
gorączkę i Dzienniki kołymskie właśnie. Jest jeszcze
W rajskiej dolinie wśród zielska, ale to dopiero
przede mną.
Biała gorączka opowiada o podróży
przez Syberię. Z Moskwy do Władywostoku. Trzynaście tysięcy
kilometrów zimą (!). Istotą jego reportaży są rozmowy z
napotkanymi po drodze ludźmi. Spotyka narkomanów, prostytutki,
bezdomnych, miss HIV, pierwszych w Związku Radzieckim hipisów i …
Jezusa Chrystusa:
Jestem
z wizytą u Chrystusa. Z sześciu żyjących obecnie na ziemi trzech
mieszka w Rosji. Jeden jeszcze się nie objawił, ale już ma
wyznawców. Drugi nazywa się Grigorij Grabowoj i siedzi w więzieniu,
bo od rodziców dzieci zamordowanych przez terrorystów w Biesłanie
brał pieniądze za ich wskrzeszenie. Trzeci to Siergiej
Anatolijewicz Torop, były milicjant, malarz samouk, przez wyznawców
nazywany Wissarionem, co znaczy - Dający Życie. Częściej jednak
nazywają go Nauczycielem.
Mnie
najdłużej w głowie utkwiły porażająco smutne historie o tym jak
zapijają się na śmierć rdzenne ludy Syberii. Tytułowa biała
gorączka to nic innego jak obłęd dopadający człowieka po
długotrwałym spożywaniu alkoholu. Ewenkowie, bo o nich tu głównie
mowa, ale także Tuwińcy, Buriaci, Mongołowie, Nanajowie,
Udehejczycy mają bardzo słabą tolerancję na alkohol. To kwestia
genetyczna. Od tysięcy lat odżywiają się mięsem, nabiałem i
rybami, żyją na terenach, na których nic nie rośnie, więc siłą
rzeczy wykształciła się u nich białkowo – tłuszczowa przemiana
materii. Ich organizm nie wytwarza enzymu trawiącego węglowodany,
a wódka jest ze zboża, kartofli, owoców. Ich organizm nie
metabolizuje alkoholu, ale się nim zatruwa. Ewenka zwala z nóg
dawka, po której Polak, czy Rosjanin, a nawet Niemiec, jak pisze
Hugo – Bader, wsiadają w samochód i spokojnie jadą.
Najgorsze
jednak jest to, że wódka rozgaszcza się w układzie nerwowym, w
mózgu człowieka. Staje się on agresywny, emocjonalny. W białej
gorączce pojawiają się w głowie głosy mówiące, by się
zastrzelił, by wyszedł i biegł przed siebie, by zabił...
A
teraz uważaj. W tym tekście czterdzieści cztery razy pada słowo
„umrzeć" „zabić" „śmierć" Jedenaście razy
słowo „karabin" piętnaście razy słowo „wódka" i
tylko jeden raz słowo „miłość" do tego nieszczęśliwa.
Jak ci nie pasuje, nie czytaj.
Fascynujące
są opowieści o syberyjskich szamanach. Syberia jest ojczyzną
szamanizmu. Szaman to „ten, który wie”. Od jednej z szamanek
autor dostał talizman, mający chronić go przed wielkim żelazem.
Jakiś czas później spotkał inną szamankę, a przy okazji lekarkę
narkologa i psychiatrę, terapeutkę zajmującą się uzależnionymi
od alkoholu. Oto fragment ich rozmowy:
- A
to co takiego? Wygląda na talizman. Jak tylko wszedłeś,
zobaczyłam, to znaczy poczułam, że masz na szyi zawieszony
potężny... Jakbyś ukruszył kawałek słońca.
- Mogłaś zapytać.
- Och nie! Nie wypada. My nie pytamy o te rzeczy. Mogę dotknąć? Parzy!
- Bez przesady. To kamyki w szmatce. I wcale nie parzą.
- Głupi chrześcijanin! Bo są twoje! Ty je dostałeś, to ciebie chronią. Skąd je masz?
- Dostałem od bardzo potężnej szamanki w górach w Tuwie, na południu Syberii. Miał mnie chronić od „dużego żelaza". Tak mówiła. A dwa dni później miałem straszny wypadek na drodze. Też mi ochrona. Ledwie uszedłem z życiem.
- Jaki głupi chrześcijanin! Gdybyś go nie miał na szyi, już byśmy nie rozmawiali.
- Mogłaś zapytać.
- Och nie! Nie wypada. My nie pytamy o te rzeczy. Mogę dotknąć? Parzy!
- Bez przesady. To kamyki w szmatce. I wcale nie parzą.
- Głupi chrześcijanin! Bo są twoje! Ty je dostałeś, to ciebie chronią. Skąd je masz?
- Dostałem od bardzo potężnej szamanki w górach w Tuwie, na południu Syberii. Miał mnie chronić od „dużego żelaza". Tak mówiła. A dwa dni później miałem straszny wypadek na drodze. Też mi ochrona. Ledwie uszedłem z życiem.
- Jaki głupi chrześcijanin! Gdybyś go nie miał na szyi, już byśmy nie rozmawiali.
To,
jak Dzienniki kołymskie będą wyglądać, że będą miały zieloną
okładkę ze złotymi literami, że zostaną podzielone na trzy
części, a także to, że ukażą się w grudniu 2011 roku, też
przepowiedziała autorowi szamanka.
Dzienniki
to zapis wędrówki Traktem Kołymskim, jedyną drogą na
Kołymie liczącą 2032 km. Cel? Zobaczyć jak dzisiaj żyją tu
ludzie, tu, na „biegunie okrucieństwa”, na terenie „białego
krematorium”. Ci, których autor spotyka to głównie kierowcy, ale
nie brakuje dziwaków, „zbieraczy badziewia”, jest kołymski
oligarcha – właściciel kilku kopalni złota, są bandyci, są
byli zekowie i ich potomkowie, jest córka Jeżowa – „krwawego
karła”, „prawej ręki Stalina”. Każdy z tych ludzi ma
historię do opowiedzenia, a Hugo – Bader uważnie słucha.
Polecam AJ


Dziennikarz Gazety Wyborczej.. nie musiała Pani o tym wspominać. Gdzie odbyło się takie spotkanie?
OdpowiedzUsuńNie bardzo rozumiem... dlaczego nie musiałam o tym wspominać? Zwykła informacja, gdyby był dziennikarzem Faktu albo Naszego Dziennika też bym to napisała. Spotkanie odbyło się w Bibliotece Powiatowej. Takie wieczory z pisarzami odbywają się tam dość często, był już A. Sapkowski, G. Miecugow, M. Gretkowska, J. Siedlecka i wielu innych. Do zobaczenia na następnym:) AJ
OdpowiedzUsuńIronia..
UsuńPan Pilipiuk też był - bardzo miło wspominam tamten wieczór ;)
OdpowiedzUsuńHmmm dlaczego poleca Pani ciekawe lektury przed maturą? :< Chyba chce Pani nas zatrzymać na jeszcze rok w szkole :D
OdpowiedzUsuńSłuszne spostrzeżenie :) Miałem napisać, że mam tę książkę w domu i zacznę czytać, ale przypomniałem sobie, że zacząłem "Dżumę"...
OdpowiedzUsuńMamy ten sam problem, ja też kartkuję "Dżumę" i "Pamiętnik z powstania warszawskiego", sprawdzam Wasze prace, wieszam pranie i takie tam... Życie. AJ
OdpowiedzUsuń