piątek, 2 marca 2012

Pranie mózgu gorąco polecam


Wobec  kina Krzysztofa Kieślowskiego nigdy nie potrafiłam być obojętno-letnia. Niemal wszystkie jego fabularne obrazy (długo był dokumentalistą) mieszały mi w głowie, a niektóre nieźle poturbowały psychikę. O wielkości reżysera już kiedyś pisałam, o jego pechu (przeznaczeniu?) bycia obywatelem kraju , poza którym nie umiał żyć, a którym bywał straszliwie zmęczony, przygnębiony i przez który nie został nigdy (za życia ) właściwie doceniony. Zapraszano go na czerwony dywan do Cannes lub wręczano nagrodę dla najlepszego filmu w Europie, a w Polsce krytycy ze ściśniętymi  w dupkę ustami dukali, że to filmy przekombinowane, zbyt odległe od rzeczywistości, jakieś takie niejednoznaczne. Dopiero gdy nagle i zdecydowanie zbyt wcześnie  zmarł w 1996 roku ( odrzucił możliwość operacji bypassów w Paryżu i Nowym Jorku, mówiąc, że jest zwykłym Polakiem i ufa swoim lekarzom) , postawiono mu pomnik , nadano szkole jego imię i napisano nowe recenzje. Okazało się w nich, że filmy są głęboko egzystencjalne, metafizyczne, symboliczne, uniwersalne, odważne, takie e u r o p e j s k i e.  No jak nic kłania się Norwid ze swoją nieśmiertelną frazą, że „lać ci będą łzy  p o t ę g i    d r u g i é j/Ci, co człowiekiem nie mogli Cię widziéć.” Kieślowski był ironistą, więc przyjąłby to z uśmiechem i milczeniem, wypuszczając dym z nieodłącznego papierosa. Nigdy nie widział siebie w roli mentora, autorytetu, raczej burzyciela dobrego mniemania o sobie, o świecie, wzbudzał świadomie niepokój, bo wciąż pytał, mnożył pytania, nawet nie podpowiadając odpowiedzi. Pytał o moralność, skutki wyborów, granice odpowiedzialności, miejsce absolutu w życiu (cały Dekalog), pytał o rolę przypadku lub przeznaczenia (Przypadek, Czerwony), o cierpienie (Niebieski), śmierć (Bez końca), o ludzkie słabości (każdy), cenę za uczciwość i namiętność (Amator). Jednocześnie pokazał, że granice „ między dobrem i złem, między miłością i nienawiścią, wiernością i zdradą, rozumem i wiarą, premedytacją i przypadkowością, prawdą i oszustwem, są skomplikowane, nieostre i niejednoznaczne”*. Był pesymistą, z  lękami przed przyszłością, ale jednocześnie z niezachwianą wiarą w widza, w jego inteligencję, refleksyjność. Jestem kolejny raz  po seansie Krótkiego filmu o zabijaniu i mimo upływu lat (moich i filmu) czuję to samo – niepokój, dyskomfort, stawianie pod ścianą (7 minut trwa scena zabójstwa).  I odpowiadając na zadane w nim pytania, muszę zmierzyć  się z samą sobą, nie da się udawać, że mnie to nie dotyczy (tzn. zabójstwo nie podlega relatywizacji, ale już definicja tego  czynu tak). Decydując się na kino Kieślowskiego nie mamy szans na miłą rozrywkę, raczej na pranie mózgu, ale polecam.DB.

*Krzysztof Piesiewicz, prawnik, przyjaciel Kieślowskiego, współscenarzysta.





1 komentarz:

  1. Pranie mózgu... To mało powiedziane. Jego kino nie da mi teraz spokoju, z jednej strony będę myśleć nad sensem jednego z filmów, a z drugiej szukać i oglądać już kolejne. Tylko pytanie, czy napewno rzucać się w ten wir i zastanawiać się namiętnie nad moralnością człowieka, jego psychice, uczuciach? Myślę, że mimo wszystko warto...

    OdpowiedzUsuń