Dwa teksty zwróciły dziś moją uwagę w gazecie.pl i tyleż rozbawiły, co wywołały lekkie zażenowanie, jak zwykle, ludzką kondycją. Jakoś nie mam daru do wyszukiwania przykładów podnoszących na duchu! Zawsze wpadnie mi w oko argument przeciwko bliźniemu i jak tylko chcę sobie o nim dobrze pomyśleć to objawia mi się w swojej maleńkości. A przecież ja LUBIĘ ludzi. Tyle, że nie wszystkich. Np. nie takich, którzy są zazdrośni lub nietolerancyjni, lub zwyczajnie głupi (choć to jednostka chorobowa trudno sprawdzalna). No więc rozbawił mnie pan Jacek Samojłowicz, producent „Kac Wawa”, który oburzył się na Tomasza Raczka, że ten skrytykował na swoim Facebooku ww „dzieło” filmowe. Fakt, że Raczek nie zostawił na nim suchej nitki, krytyka była miażdżąca, jednak żenującym argumentem Samojłowicza jest przekonanie, że stracił na filmie, gdyż niska oglądalność spowodowana była właśnie tą recenzją. Nie tym, że wyprodukował gniota, ale że komuś się nie podobało. Ten ktoś to oczywiście nie byle kto – w końcu od kilkudziesięciu lat jego praca polega na oglądaniu, recenzowaniu, podpowiadaniu i odradzaniu na co należy i na co nie warto wybierać się do kina. Niezapomniany pozostał cykl programów telewizornianych „Perły z lamusa” , w którym Raczek prowadził spektakularne dyskusje z Zygmuntem Kałużyńskim, prezentując kino na światowym poziomie. Uroczo się spierając, uczyli widzów elementarnej sztuki odbioru filmu. Trudno więc komuś takiemu jak dziennikarz filmowy z ogromnym stażem odmówić prawa do wyrażenia zniesmaczenia: "To nie jest po prostu zły film. Ten film jest jak choroba, jak nowotwór złośliwy: zabija wiarę w kino i szacunek do aktorów". Oglądają polskie komedie ostatnich lat trudno jest też mieć złudzenia, że Raczek się myli w swych odczuciach. Śp. Kałużyński mawiał, że nawet kiepski film warto obejrzeć dla jednej sceny. Mission impossible w przypadku współczesnej polskiej komedii! Pomijając śmieszność zarzutów Samojłowicza (mówi o złamaniu etyki dziennikarskiej, a sam popełnia zbrodnię gwałtu na widzach), to przypomina on chłopczyka, który obraził się na dzieci na podwórku, bo nie podobała im się zabawa, którą zaproponował.
To jest taki gatunek ludzi (często występujących w naturze), którzy dla własnych niezrealizowanych ambicji szukają usprawiedliwienia.
A propos pana producenta można by podpisać ten obrazek: GDYBY NIE RACZEK BYŁBYM BOGACZEM!
O drugim żenującym tekście może jednak jutro. DB
O drugim żenującym tekście może jednak jutro. DB
To co, może "Kac Wawa" w piątek na sDKF? :)
OdpowiedzUsuńTaką propozycję wyniośle ignoruję:)DB
OdpowiedzUsuń