Ubelfrzyłam się dziś. Mówiłam belfrem, narzuciłam belfra
swoim uczniom. Rzadko mi się to zdarza ( zapewne tylko w mojej ocenie), ale się
zdarza. Zmęczenie materiału, przesilenie przedwiosenne czy jak to tam nazwał,
grunt że spiętrzyło się z obu stron. Opór przed przyswajaniem wiedzy przekroczył
jakąś granicę, której uczniowie zaciekle bronią, a ja równie zaciekle próbuję
sforsować. Nie ma co ukrywać, ostatecznie zawsze w takiej sytuacji będę górą,
ale to nie powód, niestety, do dumy. Uległość wywalczona siłą zawsze trąci totalitaryzmem. Wprawdzie jak pokazują
statystyki nauczyciel – rzeźnik zazwyczaj osiąga b. dobre wyniki swych rzeźnickich
działań, bo uczeń pomimo trwałego urazu psychicznego, będzie zawsze
przygotowany i nawet kosztem innych przedmiotów (o mniej rzeźnickich sposobach
nauczania) przyswoi sobie wymagany materiał.
Wobec tych metod nauczyciel – zwykły rzemieślnik, znajduje się na
straconej pozycji. Na jego lekcjach uczeń będzie przygotowywał się do zajęć u
rzeźnika lub odsypiał zarwaną noc, w czasie której przygotowywał się do ww.
Rzeźnictwo jednak b. męczy, nauczyciel niekoniecznie jest do tego stworzony
(choć jego podopieczni są święcie przekonani, że jest inaczej) i tylko wrodzone
poczucie obowiązku (a nie psychopatyczne zapędy) nakazuje mu nie odpuszczać i
konsekwentnie robić swoje. Podziwiam, ale nie naśladuję, bo mój przedmiot się
do tego nie nadaje. Moim zadaniem jest nauczyć: myśleć, lubić literaturę, rozumieć
ją i umieć czytać ze zrozumieniem. Niestety, nie da się tego zrobić na siłę. Żadną
klasówką, niespodziewaną kartkówką, trzydziestoma jedynkami na lekcji nie
zmuszę do przeczytania lektury, a tym bardziej próby jej polubienia. Łudzą się
ci poloniści, którzy uważają, że drobiazgowe sprawdziany z treści lektur
skutkują ich czytaniem, równie dobre osiągi mają uczniowie, którzy czytają
książki, jak i ci ograniczający się ich streszczenia. Czasem nawet ci drudzy
lepsze. Chcę, żeby na lekcje przychodził uczeń, który wie p o c o czyta się książki, p o c o
należy zapoznać się z fraszkami Kochanowskiego czy filozofią Epikura, nie
będzie zadawał mi upiornych pytań o sens takiej edukacji. Chcę tego, ale nie
jestem naiwna i wiem, że to chcenie pozostanie w sferze marzeń. Nie zmienia to
jednak mojego nastawienia do nauczania w komfortowych warunkach możliwie jak
najmniejszego stresu. Efekt? Znudzenie, zainteresowania skierowane gdzieś
indziej, niezadowolenie i wieczna pretensja np. o zadaną pracę (raz na 2
miesiące), bo przecież rzeźnik zadał tyle, że nie ma czasu na jakieś tam
literackie wymysły. Moje wspomniane na początku belfrzenie, sprowokowane nadmiernym
marudzeniem uczniów (w klasie 1!) nad swoim przechlapanym losem, skończyło się pytaniem, czy
nie lepiej byłoby im kształcić się na fryzjerów, piekarzy, krawcowe, szewców itp.
i nie marnować w liceum czasu ze swego
cennego ( bo j e d y n e g o ) życia i mojego również? Nie uzyskałam odpowiedzi, a
może należałoby się w zaciszu własnego pokoju szczerze się nad tym zastanowić.
Jeszcze nie wszystko stracone.Ubiegając tych, którzy będą chcieli mi powiedzieć, że gdyby nie oni, to nie
miałabym pracy, odpowiadam, że zawsze mogłabym uczyć w zawodówce fryzjerów,
piekarzy, krawcowe, szewców, ale wiedziałabym wtedy, że zasadność nauczania o Horacym
jest znacznie mniejsza. Póki co jednak, od jutra postaram się przekonać znudzonych oraz tych, którzy przychodzą tylko w celach wizualno- dekoracyjnych, że świadomość romantycznych stereotypów czy refleksje o życiu w wydaniu staropolskich poetów mogą się na coś przydać w ich tylko pozornie innym od tamtego świecie. A może by spróbować przekonywać po rzeźnicku? DB
PS. Tego też uczy szkoła:
domyślam się, że chodzi o 1e : )
OdpowiedzUsuńKażdy nauczyciel myśli, że jego przedmiot jest najważniejszy, a my uczniowie, jak mamy się nauczyć na 8 przedmiotów w ciągu dnia, jak mamy się nie sprzeciwiać ? Prędzej sfiksujemy, niż to wszystko ogarniemy. Pozdrawiam
Spośród tych 8 przedmiotów, część to w-f. religia, kultura, albo zwyczajnie takie, z których w danym dniu nic nie grozi. Bez histerii, szkoła nie istnieje od wczoraj. Ale oczywiście współczuję. I nie chodzi tylko o konkretną klasę. Pozdrawiam ciepło:) DB
OdpowiedzUsuń