Czytam i nie wierzę w groteskowość tego, co czytam.
Na pierwszej stronie gazety.pl informacja http://wyborcza.pl/1,75477,11233596,Syria__Swiat_patrzy_na_smierc.html,
która zbija z nóg. I to z kilku powodów. Sama informacja jest z oczywistych względów szokująca.
Dziennikarski komentarz do niej boleśnie banalny, ale chyba każdy inny
brzmiałby równie źle. Druga rzecz to relacja amerykańskiej pani dziennikarki,
która używa słów „serce mi pękło”, a
dalej jest tylko banalniej. Dla komercyjnych celów zadaje idiotyczne pytania,
czy powinno się pokazywać takie rozdzierające sceny i sama sobie odpowiada, że
oczywiście tak, bo to działa uświadamiająco, empatycznie itd. bzdurnie. Oczywiście
nie ma to n i c wspólnego z podniesieniem oglądalności
stacji, dla której się pracuje ani sprzyjaniu chorej ciekawości gawiedzi. I
byłoby to tylko wkurzające, gdyby nie tragiczna ironia, że owa dziennikarka
ginie dzień później od takiej samej
bomby. Trudno w tej sytuacji utrzymać poprzedni stan irytacji, więc uczucia
względem niej ulegają zmianie. Ale oto w
artykule pojawia się kolejny komentarz piszącego dziennikarza, który podważa
autentyczność współczucia ww. reporterki wojennej, która w ostatnich chwilach
życia wzywała pomoc ( i być może , gdyby nie umarła tak szybko to by ją
dostała, a pokazany wcześniej syryjski chłopiec nie) i nieco zepsuła tym faktem
swój bohaterski wizerunek. I na koniec błyskotliwy tekst: ”Marie Colvin miała pecha, że zginęła, i
szczęście, że nie zdradziła. Została z malutkim Adnanem do końca”. M i a ł
a p e c h a, że zginęła. Ale w sumie to
dobrze się stało, bo ginąc pod gruzami, pozostała wierna temu, o którym
wcześniej opowiadała. To dopiero szczęście! Ludzie, co z tym światem jest nie
tak? Przyzwyczailiśmy się, że dziennikarze wejdą wszędzie, im bliżej skandalu,
cierpienia, upokorzenia tym lepiej. Ale rozprawianie w tym samym miejscu o dwóch
tragicznych śmierciach i puentowanie ich słowem PECH, to żenada. Do
tego wszystkiego pod tekstem umieszczono info: „Zobacz nagranie przedstawiające
śmierć dziecka w syryjskim Homs”, żebyś czytelniku miał swoją dzienną porcję
wzruszeń, a obok artykułu „zajawki”: „Gwiazdy już w Hollywood. Wśród nich
Holland i Więckiewicz”, „7 dni znajomości i już tatuaż. Na nim twarz wybranka”.
Wysiadam. DB
Zginęła, bo miała pecha... Już gorzej nie można było tego ująć.
OdpowiedzUsuńPomoc wzywała jej francuska koleżanka z obozu, która przeżyła atak a była poważnie ranna. Nagranie śmierci dziecka było zbyt osobiste żeby publikować je w telewizji i nie zasługiwało na to, by je komentować "Biedny chłopiec".
Dzięki za sprostowanie, bo w swojej złości na cele i poziom dziennikarstwa nieco pomieszałam fakty, niemniej sens pozostaje ten sam i źródło złości też się nie zmienia.DB
OdpowiedzUsuń