czwartek, 2 lutego 2012

Głos w sprawie tak zwanego świętego oburzenia

Zatrważające są skutki czytania bez zrozumienia. Widziałam przypadki tegoż nie raz. Jeszcze bardziej przykry jest zwyczaj czytania wybiórczego, z tezą postawioną z góry. I opłakane są skutki tej praktyki. Doświadczyłam tego niejednokrotnie tutaj, wielokrotnie w szkole (tam to raczej słuchanie bez zrozumienia i z tezą). Doświadczają tego wszyscy piszący, głoszący coś publicznie. Najgorzej jest oczywiście, gdy dotyka się spraw drażliwych. Jeszcze gorzej, gdy ma się w zwyczaju pisać z przymrużeniem oka, nieco ironicznie, licząc, że czytelnik zrozumie, że to tak specjalnie zostało wyolbrzymione, przejaskrawione, że to tak nie do końca serio... A z czytelnikami bywa różnie. Czytelnicy to często ludzie bardzo serio. Wszystko, co przeczytają (usłyszą) biorą natychmiast do siebie. Czują się atakowani. Prześladowani. Gnębieni. Dyskryminowani. Wyłączają rozum, a włączają i podkręcają maksymalnie emocje. Czują, że muszą zabrać głos, aby bronić... czegoś tam. I awantura gotowa.

Wiele takich przypadków zna także literatura. Ot, taki Ignacy Krasicki. „Książę poetów polskich”, bywalec obiadów czwartkowych, przyjaciel i doradca króla Stasia, moralista i dydaktyk oświeceniowy. Twórca strofy, która przez wiele lat pełniła funkcję hymnu narodowego (Święta miłości kochanej ojczyzny). Ba! biskup warmiński, arcybiskup gnieźnieński! I tenże ksiądz – poeta popełnił poemat heroikomiczny zatytułowany Monachomachia opowiadający w swym momencie szczytowym o bijatyce braci zakonnych, podczas której w ruch poszły trepy, kufle, lichtarze, antałki z miodem, rożen i inne znajdujące się pod ręką przedmioty. Zakonników godzi vitrum gloriosum (sławny puchar) i wspólna namiętność do mocnych trunków. Nazywa X.B.W. księży wielebnym głupstwem, świętymi próżniakami, z lubością opisuje ich umiłowanie jedzenia i picia (wstrzemięźliwość nie jest teraz w modzie), obśmiewa ich nieuctwo (żaden nie wie, gdzie są księgi,/Na ich szukanie wyznaczają posły) i lenistwo.

 Robert Listwan http://www.listwan.com/galeria-setnik1.html

Po ukazaniu się Monachomachii wybuchł oczywiście skandal, bo dostrzeżono wyłącznie krytykę – zainteresowani poczuli się dotknięci, atakowani i gnębieni oczywiście, a do tego jeszcze ZDRADZENI przez jednego ze swoich. Uznano, że Krasicki jest jak ptak kalający własne gniazdo i tak dalej, i tym podobnie. Czytano niedokładnie i bez zrozumienia, czytano oczywiście arcypoważnie i hipersłuszne było oburzenie, a nawet święte oburzenie było, nie zauważono słów:
Po cóż się gniewać? Wszak astronomowie
Znaleźli plamy nawet wpośrzód słońca.
W szyszaku, w czapce, w turbanie, w kapturze —
Wszyscyśmy jednej podlegli naturze.

Albo:
Szanujmy mądrych, przykładnych, chwalebnych, śmiejmy się z głupich, choć i przewielebnych.

Albo jeszcze:
Czytaj i pozwól, niech czytają twoi,
Niech się z nich każdy niewinnie rozśmieje!
Żaden nagany sobie nie przyswoi,
Nikt się nie zgorszy, mam pewną nadzieję.
Prawdziwa cnota krytyk się nie boi,
Niechaj występek jęczy i boleje!

I tyle. Na pocieszenie atakowanym:) autorom i autorkom pozostaje jeszcze raz zacytować Krasickiego: Pisz, coś widział, poczciwość prawdy się nie lęka!


AJ

2 komentarze:

  1. A na utwierdzenie w swoich przekonaniach, atakowanym autorom, nasz wielki patron - Stefan Żeromski: "Prawdę swą należy mówić głośno, nie schlebiając ani rzeczom, ani wypadkom, ani stosunkom, ani ideom" ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Uznany przez czytających "Przedwiośnie" bez zrozumienia za zwolennika komunizmu i PORNOGRAFA z powodu smakowitej, acz całkiem niewinnej sceny w powozie.
    AJ

    OdpowiedzUsuń