Zatrważające są skutki czytania bez
zrozumienia. Widziałam przypadki tegoż nie raz. Jeszcze bardziej
przykry jest zwyczaj czytania wybiórczego, z tezą postawioną z
góry. I opłakane są skutki tej praktyki. Doświadczyłam tego
niejednokrotnie tutaj, wielokrotnie w szkole (tam to raczej słuchanie
bez zrozumienia i z tezą). Doświadczają tego wszyscy piszący,
głoszący coś publicznie. Najgorzej jest oczywiście, gdy dotyka
się spraw drażliwych. Jeszcze gorzej, gdy ma się w zwyczaju pisać
z przymrużeniem oka, nieco ironicznie, licząc, że czytelnik
zrozumie, że to tak specjalnie zostało wyolbrzymione,
przejaskrawione, że to tak nie do końca serio... A z czytelnikami
bywa różnie. Czytelnicy to często ludzie bardzo serio.
Wszystko, co przeczytają (usłyszą) biorą natychmiast do siebie.
Czują się atakowani. Prześladowani. Gnębieni. Dyskryminowani.
Wyłączają rozum, a włączają i podkręcają maksymalnie emocje. Czują, że muszą zabrać głos, aby bronić... czegoś tam.
I awantura gotowa.
Wiele takich przypadków zna także
literatura. Ot, taki Ignacy Krasicki. „Książę poetów polskich”,
bywalec obiadów czwartkowych, przyjaciel i doradca króla Stasia,
moralista i dydaktyk oświeceniowy. Twórca strofy, która przez
wiele lat pełniła funkcję hymnu narodowego (Święta miłości
kochanej ojczyzny). Ba! biskup warmiński, arcybiskup gnieźnieński!
I tenże ksiądz – poeta popełnił poemat heroikomiczny
zatytułowany Monachomachia opowiadający w swym momencie szczytowym
o bijatyce braci zakonnych, podczas której w ruch poszły trepy,
kufle, lichtarze, antałki z miodem, rożen i inne znajdujące się
pod ręką przedmioty. Zakonników godzi vitrum gloriosum (sławny
puchar) i wspólna namiętność do mocnych trunków. Nazywa X.B.W.
księży wielebnym głupstwem, świętymi próżniakami, z lubością
opisuje ich umiłowanie jedzenia i picia (wstrzemięźliwość nie
jest teraz w modzie), obśmiewa ich nieuctwo (żaden
nie wie, gdzie są księgi,/Na ich szukanie wyznaczają posły)
i lenistwo.
Robert Listwan http://www.listwan.com/galeria-setnik1.html
Po ukazaniu się Monachomachii wybuchł
oczywiście skandal, bo dostrzeżono wyłącznie krytykę –
zainteresowani poczuli się dotknięci, atakowani i gnębieni
oczywiście, a do tego jeszcze ZDRADZENI przez jednego ze swoich.
Uznano, że Krasicki jest jak ptak kalający własne gniazdo i tak
dalej, i tym podobnie. Czytano niedokładnie i bez zrozumienia,
czytano oczywiście arcypoważnie i hipersłuszne było oburzenie,
a nawet święte oburzenie było, nie zauważono słów:
Po
cóż się gniewać? Wszak astronomowie
Znaleźli
plamy nawet wpośrzód słońca.
W
szyszaku, w czapce, w turbanie, w kapturze —
Wszyscyśmy
jednej podlegli naturze.
Albo:
Szanujmy mądrych, przykładnych, chwalebnych, śmiejmy się z głupich, choć i przewielebnych.
Szanujmy mądrych, przykładnych, chwalebnych, śmiejmy się z głupich, choć i przewielebnych.
Albo
jeszcze:
Czytaj i pozwól, niech czytają twoi,
Czytaj i pozwól, niech czytają twoi,
Niech
się z nich każdy niewinnie rozśmieje!
Żaden
nagany sobie nie przyswoi,
Nikt
się nie zgorszy, mam pewną nadzieję.
Prawdziwa
cnota krytyk się nie boi,
Niechaj
występek jęczy i boleje!
I
tyle. Na pocieszenie atakowanym:) autorom i autorkom pozostaje
jeszcze raz zacytować Krasickiego: Pisz, coś widział, poczciwość
prawdy się nie lęka!
AJ


A na utwierdzenie w swoich przekonaniach, atakowanym autorom, nasz wielki patron - Stefan Żeromski: "Prawdę swą należy mówić głośno, nie schlebiając ani rzeczom, ani wypadkom, ani stosunkom, ani ideom" ;)
OdpowiedzUsuńUznany przez czytających "Przedwiośnie" bez zrozumienia za zwolennika komunizmu i PORNOGRAFA z powodu smakowitej, acz całkiem niewinnej sceny w powozie.
OdpowiedzUsuńAJ