Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nauczanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nauczanie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 3 września 2012

Na dobry początek

No to ja też, nieco spóźniona, wracam. Nie da się dłużej uciekać od tematu, przymykać oczu na datę, udawać, że to się nie stało. Stało się. Wakacje dobiegły końca, rozpoczął się nowy rok szkolny. Od rana po mieście maszerowały dzieci i młodzież w odświętnych ubraniach. Od jutra lekcje, nauka, plan dnia, pobudka za wcześnie, za dużo zadane, za mało czasu wolnego. Jak by tu wystartować, jak się nie dać jesieni, która nadchodzi i nie ma na to rady? Szperanie internetowe zawiodło mnie na różne ciekawe strony i znalazłam, dawno niewidziane 10 przykazań liberalizmu Bertranda Russella. Może one, noszone w głowie, przemyśliwane, odrzucane lub przyswajane zainspirują ludzi po obu stronach biurka do... czegoś dobrego.

  1. Nie czuj się całkowicie pewny czegokolwiek.
  2. Nie sądź, że warto iść do przodu ukrywając dowody, bo dowody z pewnością zostaną ujawnione.
  3. Nigdy nikogo nie zniechęcaj do myślenia, nawet jeśli jesteś pewien, że ci się to uda.
  4. Kiedy spotykasz się ze sprzeciwem, nawet ze strony żony/męża lub dzieci, staraj się pokonać go argumentacją, a nie autorytetem, ponieważ zwycięstwo oparte na autorytecie nie ma wartości i jest iluzoryczne.
  5. Nie miej szacunku dla autorytetu innych, bo zawsze można znaleźć autorytety przeciwne.
  6. Nie używaj siły do likwidowania poglądów, które uważasz za szkodliwe, bo jeśli tak zrobisz, to te poglądy zlikwidują ciebie.
  7. Nie bój się mieć ekscentrycznych przekonań, bo każda opinia, teraz akceptowana, kiedyś była ekscentryczna.
  8. Znajduj więcej przyjemności w inteligentnej różnicy zdań niż w pasywnej zgodzie, bo jeśli cenisz inteligencję tak jak powinieneś, to to pierwsze oznacza większą zgodę, niż to drugie.
  9. Bądź bezwzględnie prawdomówny, nawet gdy prawda jest niewygodna, ponieważ bardziej niewygodne są próby jej ukrycia.
  10. Nie zazdrość szczęścia tym, którzy żyją w raju głupców, bo tylko głupiec sądzi, że jest to szczęście.
Powodzenia w nowym roku wszystkim życzę.
AJ

środa, 29 lutego 2012

Belfrem myślę


 

Ubelfrzyłam się dziś. Mówiłam belfrem, narzuciłam belfra swoim uczniom. Rzadko mi się to zdarza ( zapewne tylko w mojej ocenie), ale się zdarza. Zmęczenie materiału, przesilenie przedwiosenne czy jak to tam nazwał, grunt że spiętrzyło się z obu stron. Opór przed przyswajaniem wiedzy przekroczył jakąś granicę, której uczniowie zaciekle bronią, a ja równie zaciekle próbuję sforsować. Nie ma co ukrywać, ostatecznie zawsze w takiej sytuacji będę górą, ale to nie powód, niestety, do dumy. Uległość wywalczona siłą zawsze trąci totalitaryzmem. Wprawdzie jak pokazują statystyki nauczyciel – rzeźnik zazwyczaj osiąga b. dobre wyniki swych rzeźnickich działań, bo uczeń pomimo trwałego urazu psychicznego, będzie zawsze przygotowany i nawet kosztem innych przedmiotów (o mniej rzeźnickich sposobach nauczania) przyswoi sobie wymagany materiał.  Wobec tych metod nauczyciel – zwykły rzemieślnik, znajduje się na straconej pozycji. Na jego lekcjach uczeń będzie przygotowywał się do zajęć u rzeźnika lub odsypiał zarwaną noc, w czasie której przygotowywał się do ww. Rzeźnictwo jednak b. męczy, nauczyciel niekoniecznie jest do tego stworzony (choć jego podopieczni są święcie przekonani, że jest inaczej) i tylko wrodzone poczucie obowiązku (a nie psychopatyczne zapędy) nakazuje mu nie odpuszczać i konsekwentnie robić swoje. Podziwiam, ale nie naśladuję, bo mój przedmiot się do tego nie nadaje. Moim zadaniem jest nauczyć: myśleć, lubić literaturę, rozumieć ją i umieć czytać ze zrozumieniem. Niestety, nie da się tego zrobić na siłę. Żadną klasówką, niespodziewaną kartkówką, trzydziestoma jedynkami na lekcji nie zmuszę do przeczytania lektury, a tym bardziej próby jej polubienia. Łudzą się ci poloniści, którzy uważają, że drobiazgowe sprawdziany z treści lektur skutkują ich czytaniem, równie dobre osiągi mają uczniowie, którzy czytają książki, jak i ci ograniczający się ich streszczenia. Czasem nawet ci drudzy lepsze. Chcę, żeby na lekcje przychodził uczeń, który wie p o  c o czyta się książki, p o   c o należy zapoznać się z fraszkami Kochanowskiego czy filozofią Epikura, nie będzie zadawał mi upiornych pytań o sens takiej edukacji. Chcę tego, ale nie jestem naiwna i wiem, że to chcenie pozostanie w sferze marzeń. Nie zmienia to jednak mojego nastawienia do nauczania w komfortowych warunkach możliwie jak najmniejszego stresu. Efekt? Znudzenie, zainteresowania skierowane gdzieś indziej, niezadowolenie i wieczna pretensja np. o zadaną pracę (raz na 2 miesiące), bo przecież rzeźnik zadał tyle, że nie ma czasu na jakieś tam literackie wymysły. Moje wspomniane na początku belfrzenie, sprowokowane nadmiernym marudzeniem uczniów  (w klasie 1!) nad swoim przechlapanym losem, skończyło się pytaniem, czy nie lepiej byłoby im kształcić się na fryzjerów, piekarzy, krawcowe, szewców itp.  i nie marnować w liceum czasu ze swego cennego (  bo   j e d y n e g o ) życia  i mojego również? Nie uzyskałam odpowiedzi, a może należałoby się w zaciszu własnego pokoju  szczerze się nad tym zastanowić. Jeszcze nie wszystko stracone.Ubiegając tych, którzy będą chcieli mi powiedzieć, że gdyby nie oni, to nie miałabym pracy, odpowiadam, że zawsze mogłabym uczyć w zawodówce fryzjerów, piekarzy, krawcowe, szewców, ale wiedziałabym wtedy, że zasadność nauczania o Horacym jest znacznie mniejsza. Póki co jednak, od jutra postaram się przekonać znudzonych oraz tych, którzy przychodzą tylko w celach wizualno- dekoracyjnych,  że świadomość romantycznych stereotypów czy refleksje o życiu w wydaniu staropolskich poetów mogą się na coś przydać w ich tylko pozornie innym od tamtego świecie. A może by spróbować przekonywać po rzeźnicku? DB

PS. Tego też uczy szkoła: