sobota, 24 grudnia 2011

Po co niewierzącym święta?

Wystrojona choinka traci igiełki na potęgę, obsypując leżące pod nią prezenty, pachnie ciasto i poranna kawa, zawodzi George Michael i nieśmiertelne "Last Christmas", jeszcze tylko wyprasować bieluteńki obrus i odświętne ubrania, przetrzeć do połysku sztućce i można rozpocząć wraz z pierwszą gwiazdką (dziś chyba zjawisko nieuchwytne - pada!) najstarszy w życiu każdego z nas rytuał. Daruję sobie tylko karpia, świadomość jego cierpienia zanim trafi na stół, udławiłaby mnie. Z tym na szczęście zgadza się cała moja rodzina. Dziś staram się ze wszystkich sił poddać atmosferze odświętności, smakuję moment, gdy mam wreszcie całą rodzinę przy sobie, odsuwam niepokojące myśli, czy przypadkiem o czymś nie zapomniałam. Krótka inwentaryzacja elementów świątecznych wg uświęconej tradycją kolejności. Bo przecież tradycja rzecz najważniejsza. Właściwie po co nam ona? Pytam w bardzo szerokim kontekście, gdyż jak rozumiem katolicy bez wahania udzielą odpowiedzi, zapytani: po co im te święta ( właściwie ciekawe jakiej?), ale po co w ogóle ludziom takie dni? Przydałoby się w tym miejscu przypomnienie genezy Bożego Narodzenia,ale zainteresowanym proponuję wyguglać hasło "narodziny słońca a boże narodzenie". Mnie interesuje potrzeba świąt w aspekcie niereligijnym, ale nadal duchowym (co jak wiem dla dużej części ludzi jest wykluczające się). Odpowiedzi upatruję w naszej ludzkiej naturze, w którą wdrukowany został pierwiastek duchowy. Stąd nasze  bardziej lub mniej uświadomione potrzeby przeżyć metafizycznych.Odświętność, pośród codziennej rutyny, jest  niezbędna dla wewnętrznej równowagi. Bez względu na poglądy, człowiek musi być czemuś wierny (zamiast wiary - wierność). I właśnie tradycja jest czymś takim, wierność jej daje nam poczucie równowagi, sensu, uświadamia co jest istotne - miłość, współczucie, szacunek dla innych, czyli kształtuje naszą moralność.  Rytuał chroni przed chaosem dnia codziennego, choinka, biały obrus, pusty talerz na stole zaspokajają głód duchowości i to bez zakładania wiary w istnienie Absolutu. Pod istotnym warunkiem jednak. Rytuał ten  musi w centrum stawiać człowieka, szczere zainteresowanie nim,poświęcenie mu czasu. Wyklucza to konsumpcyjny charakter tego przeżycia, prezent pod choinką, milion dań na stole nie mogą zastąpić rozmowy z drugą osobą, bycia w takiej chwili tylko dla niej. Udręczona przygotowaniami do rytuału pani domu wpada właśnie w pułapkę konsumpcyjnego charakteru świąt. Uwaga dla wierzących - Boga nie szuka się w kościele na pasterce , ale właśnie przy stole, w denerwującej nieco cioci, obojętnym na co dzień stryjku, ich nieznośnych bachorzętach, napominającej wciąż babci. W zmęczonej mamie i tacie, z którym być może wczoraj znów się pokłóciliście. Dajmy sobie czas prawdziwego zainteresowania sobą. To chyba jest poszukiwanie Boga w człowieku, a nie abstraktu gdzieś w przestworzach. Dla mnie humanistyka stawia człowieka w centrum, zwłaszcza w takim dniu, to on zaspokaja moje potrzeby duchowe i emocjonalne.Potrzeby bycia pełnym człowiekiem lub jak mówią niektórzy , tworem Boga. Bez względu na światopogląd życzę Wam wszystkim i Waszym rodzinom  - poczucia bycia naprawdę razem, przyjaznego spojrzenia na siebie, komfortu spokoju wewnętrznego  i ogromu miłości. Nawet św. Paweł pisał, że jest ważniejsza od wiary :)
DB

8 komentarzy:

  1. Panie są niewierzące? Dziwny zbieg okoliczności,że autorki bloga są podobne aż tak

    OdpowiedzUsuń
  2. Wniosek wyciągnięty zbyt powierzchownie i zbyt intymne pytanie. DB

    OdpowiedzUsuń
  3. Heh, gdyby odpowiedź na to pytanie była tak prosta jak samo jego postawienie...
    To tak samo dziwny zbieg okoliczności, jak to, że daty zamieszczenia powyższych postów różnią się tylko jedną cyferką, czyżby spisek? Rosjanie? Szwedzi?

    OdpowiedzUsuń
  4. N i e m c y ...

    OdpowiedzUsuń
  5. wigilia jest tradycją, ale wynikającą ze Świąt Bożego Narodzenia... o zgrozo! ok, tradycja tradycją, ale nie tradycję się świętuję. ona wynika z tego że narodził się Pan Bóg! chodzenie na pasterkę o północy też jest tradycją i jakoś niewierzący tego nie robią... to jakiś absurd według mnie. Niewierzący odrzucają wszystko to, co by mogło ich w jakiś sposób ograniczać w związku z wiarą, ale to co miłe i przyjemne to ok, świętujmy, bo to przecież tradycja... ale co świętujecie, jak nie wierzycie? pozwolę sobie przytoczyć cytat ze strony internetowej: ,,Słowo "wigilia" pochodzi z języka łacińskiego i oznacza czuwanie. Taki był dawniej zwyczaj w Kościele, że poprzedniego dnia przed większymi uroczystościami obowiązywał post i wierni przez całą noc czekając na tę uroczystość modlili się wspólnie." Wigilia to czuwanie na narodziny Jezusa.. a nie okazja by pobyć z rodziną bez okazji. dla mnie to trochę naciągane, ale wolność Tomku w swoim domku. Dziękuję za uwagę.

    OdpowiedzUsuń
  6. nonono jestem pod wrażeniem! chodzenie na pasterkę? połowa młodych ludzi traktuje pasterkę jako kolejną okazję do napicia się alkoholu wspólnie ze znajomymi. tradycja? no nie wydaje mi się. niewierzący wybierają sobie tylko 'to co miłe i przyjemne'? a czy właśnie nie łatwiejsze jest np pójście do spowiedzi kiedy tylko osoba ma na to ochotę i 'oczyszczenie' się ze wszystkiego? tak, brzmi nieźle. poza tym używanie 'co świętujecie, jak nie wierzycie' - widzę budujący się tutaj podział. WY niewierzący, MY katolicy! Wigilia jako czuwanie na narodziny Jezusa, a nie spędzanie czasu z rodziną. kolejna dziwna rzecz - właśnie chodzi o dzielenie się radością, miłością, nadzieją z najbliższymi, czyż nie? ciekawe ile czy siedząc przy wigilijnym stole pomyślałaś\pomyślałeś kilka razy o czymś innym (narodzenie Jezusa...) niż prezenty, jedzenie i wesołe rozmowy z rodziną. naciągane jest robienie z siebie chrześcijanina na pokaz, kiedy to kilka razy do roku odwiedzi się kościół,bo np są święta oraz mając w głębokim poważaniu znajomość historii swojej religii. DZIĘKUJĘ ZA UWAGĘ!

    OdpowiedzUsuń
  7. Każdy ma prawo do swojego zdania, ale w tym powyższym zaskakuje mnie ogromny ładunek agresji i złości. Mój post miał na celu znalezienie wspólnej płaszczyzny tych świąt dla wszystkich, JP II tyle mówił o dialogu...Twój komentarz drogi Anonimowy odmawia mi prawa do tych świąt. "Wigilia to czuwanie na narodziny Jezusa.. a nie okazja by pobyć z rodziną bez okazji." -piszesz, to zdanie jest przerażające, bo wg filozofii ww Jezusa właśnie pobycie z drugim człowiekiem i miłośc do niego jest najwyższą zasadą. Tak uczy Biblia. Przypomina mi to anegdotę opowiedziana przez księdza Tischnera o młodej parze wychodzącej po ślubie z kościoła i ich gościach, którzy nieco hałaśliwie się cieszyli. Wyszedł ksiądz i zwrócił im uwagę, że radość zbyt głośna. Młodzi przypomnieli, że Jezus też był na weselu w Kanie i pewnie cieszyłby się tak samo. Na to ksiądz: ale w Kanie Galilejskiej nie było najświętszego sakramentu.

    OdpowiedzUsuń
  8. Cóż, "pobożność jest niezwykle ważna, ale rozumu nie zastąpi". Ksiądz Tischner raz jeszcze.

    AJ

    OdpowiedzUsuń