sobota, 14 kwietnia 2012

Zapchajpost


A ja znowu o edukacji. Jestem częścią systemu, nie mogę zaprzeczyć. System jest zły, temu zaprzeczyć się nie da. Wiele różnych mądrych słów usłyszałam ostatnio i przeczytałam na ten temat, powtarzam sobie z uporem: „rób swoje”, ale nie daje mi spokoju wiele kwestii. Wypuszczam właśnie w świat kolejne dzieci, z którymi spędziłam większość swojego czasu przez ostatnie trzy lata. Stąd ta refleksja.

Są dwa modele edukacji jak przypomniał ostatnio Noam Chomsky. Pierwszy zakłada, że celem edukacji jest pomaganie ludziom w nauczeniu się, jak mają się uczyć. To od uczącego się zależy co osiągnie i czego się nauczy. Drugi model polega na indoktrynowaniu człowieka od dzieciństwa. Ma on nauczyć się posłuszeństwa i nie kwestionować istniejącego porządku. Nie szukać wyzwań, nie zadawać pytań. Ze zdumieniem obserwuję, że większość młodszych ludzi woli ten drugi model. Najlepiej jakby nauczyciel podał, podyktował notatkę przez całą lekcję, której to notatki uczniowie wyuczyliby się na pamięć i napisali potem na sprawdzianie słowo w słowo nie zużywając przy tym zbyt wielu obszarów mózgu.

Neurobiolodzy twierdzą, że ludzie najlepiej pracują wtedy, gdy robią to z własnej woli, przekonują też, że chęć uczenia się jest w mózgu człowieka zapisana naturalnie. To zewnętrzne wymuszanie powoduje, że nauka postrzegana jest jako przykry obowiązek i nie przynosi efektów. Zgadzam się z neurobiologami. Twierdzą oni także, że trudno jest nauczycielowi (rodzicowi, wychowawcy) oddziałać z zewnątrz na młodego człowieka, gdyż o tym, co on przyswaja decyduje jego subiektywny odbiór. Cóż, w mojej klasie widzę 7 osób, którym subiektywny odbiór ułatwia przyswajanie treści związanych z literaturą. Resztę trzeba motywować zewnętrznie, z różnym zresztą skutkiem, ale system rozlicza mnie z osiągnięć wszystkich uczniów przystępujących do matury, a nie tylko tych, których zainteresowały treści akurat mojego przedmiotu.

Neurobiolodzy przekonują ponadto, że dzieci, a następnie młodzież przychodzi do szkoły albo już zmotywowana, albo nie. Ci, którzy posiadają motywację wewnętrzną, a więc uważają, że warto słuchać, notować, poznawać będą to robić, nawet jeśli nauczyciel przekazujący wiedzę będzie mówił mało ciekawie, albo temat będzie akurat nudny. Tych, którzy owej motywacji nie posiadają nie przekona do zdobywania, czy poszerzania wiedzy nawet nauczyciel tańczący podczas wykładu na ławce. To akurat jest trochę pocieszające, bywały chwile, że dopadały mnie wyrzuty sumienia, że nie robię fikołków przy „Nad Niemnem”, aby nieco uatrakcyjnić przekaz.

Prawdy neurobiologów to jedno, a system edukacyjny to drugie. Moje osobiste dziecko poszło do szkoły z całą pewnością zmotywowane. Nie mogło się doczekać. Chciało wiedzieć. Dziś, po pewnym już czasie spędzonym w szkole wraca znudzone, z uwagą w dzienniczku, bo się wierci, kręci, gada itd. System edukacyjny sprawia, że wszystkie dzieci uczone są tak samo, zakłada, że uczą się w tym samym tempie i powinny tak samo odpowiadać na pytania w testach kompetencji serwowanych już maluchom w pierwszej klasie podstawówki. Czy to pierwsze 9 lat edukacji sprawia, że do liceum trafia młodzież z raczej niewielką motywacją wewnętrzną? 

AJ
  

2 komentarze:

  1. Ale o co chodzi ? Z jednej strony ,,motywacja wewnętrzna ", a z drugiej właśnie ,,system". Każdy system jest mniej lub bardziej represyjny i bardzo szybko obezwładni każdą motywację wewnętrzną. Spowoduje, że cała energia jednostki skupi się na rywalizacji, albo chociaż na przetrwaniu. I do tego jeszcze literatura, poezja, a więc coś dla dwurękich jednostek przynajmniej trochę wrażliwych, którym jest trudniej. I jeszcze ten kanon lektur, który ,,jak ma zachwycać jak nie zachwyca", a już bardzo dawno temu ktoś powiedział że np. ,,taki Słowacki to bardzo dobrym poetą BYŁ" itd...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ chodzi nam o to samo, drogi Anonimowy, spójrz na trzecie zdanie: "system jest zły(...)", a teraz spójrz na ostatni akapit:"moje dziecko poszło do szkoły zmotywowane", system je zdemotywował. Post nie atakował uczniów, stwierdzałam w nim pewne fakty. Niezgodność między ustaleniami naukowymi a skrzeczącą rzeczywistością. I swoją w tym wszystkim bezradność, bo mnie system też często demotywuje. Miłego dnia. AJ

      Usuń