środa, 4 kwietnia 2012

Matura to bzdura





Dzisiaj minął termin oddawania bibliografii do prezentacji z języka polskiego. Oznacza to, że od przynajmniej czterech lekcji nie było normalnych zajęć, tylko konsultacje indywidualne, podczas których nauczyciel polonista tłumaczył każdemu z osobna to, co mówił już wcześniej wszystkim przynajmniej siedem razy, cztery razy zapisał na tablicy, a dwa nawet drukowanymi literami. I niech no tylko spróbuje nie zauważyć, że maturzysta in spe zapomniał dać nagłówek swojemu dokumentowi, niech tylko przeoczy gdzieś małą literę tam, gdzie powinna być wielka albo na odwrót, niech zapomni powiedzieć, że na dokumencie musi widnieć osobisty, odręczny, czytelny podpis maturzysty... już on się dowie, co maturzysta myśli o poprawianiu pisma, o drukowaniu go na nowo. Maturzysta zadba o to, by nauczyciel dowiedział się, co maturzysta myśli o takim CZEPIANIU SIĘ, co sądzi o takim PRZEOCZANIU i dostrzeganiu usterki przy trzecim dopiero czytaniu bibliografii. Przecież maturzysta spędził przy pisaniu tejże cały dzisiejszy ranek, ewentualnie wczorajszy wieczór, ewentualnie rano dopiero przysłała ten dokument dziewczyna maturzysty/ chłopak maturzystki, a nauczyciel każe to poprawiać? Wymaga umiejętności justowania tekstu, numerowania, rozciągania marginesów, ustawiania nazwisk alfabetycznie?


Mało tego, maturzysta napocił się, żeby znaleźć tekst na bryku.pl, a nauczyciel mówi, że to nie jest rzetelne, poważne źródło? Że nie wolno? A dlaczego, skoro tam tak prosto jest wszystko napisane, a w tych książkach, które nauczyciel kazał przejrzeć, to NIC NIE MA? 

Maturzystom in spe niezmiennie życzę wszystkiego dobrego.
AJ

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz