Wydawało mi się, że nie należę do osób pruderyjnych, ale człowiek zdobywa wiedzę o sobie co godzinę i to nie musi być godzina próby. Wystarczy codzienny przegląd prasy netowej, czyli polityczno-społeczno-plotkarsko-kulinarny miszmasz. Onet w tej materii górą! I mało co tu może dziwić, poza płycizną i stylem rodem z „Faktu”, ale dziś jednak się zdziwiłam. Otóż na głównej stronie! (bez wchodzenia na 18+) pojawiają się takie oto ciekawostki: „igraszki małolatów” (+stosowne zdjęcia), „seksowne mamuśki, seksowne aniołki, rozpustne żony, samotne mężatki” (+nie-stosowne zdjęcia), „szokujące fantazje erotyczne Berlusconiego”, „on chce, żebyśmy razem doszli” (+fotka),”odważny film sekretarka” (+głupawy rysunek). To nie wszystkie, ale najbardziej krzyczące w tym temacie tytuły. Rozumiem, że konkurencja redaktorom spać nie daje, ale żeby tak bezceremonialnie tym seksem po oczach?! Zważywszy jeszcze na sąsiedztwo takich oto patologicznych zjawisk jak np. dziecięca prostytucja (tu na przykładzie Bangladeszu) czy pornografia z udziałem dzieci. To się nazywa wyczucie tematu! W jednaj szpalcie "coś co nas podnieca", a drugiej coś co nas obrzydza czy bulwersuje. Tylko, że sposób prezentacji tych treści dzieli cienka czerwona linia i nie jestem pewna, czy dla wszystkich czytelna. Zważywszy na chore komentarze internautów można mieć wątpliwości. Nie o cenzurę mi chodzi - bez naiwności- net to czarna dziura, w której zmieścisz wszystko, znajdziesz jeszcze więcej. Ale niech się ludzie potrudzą. Jeśli muszę zadać sobie kilkunastominutowy trud znalezienia intelektualnej rozpusty w postaci artykułu tego czy innego pana filozofa, literata czy innego myślącego (a "nie ma rozpusty większej niż myślenie") , to inni też niech poniosą trudy znajdowania swoich rozrywek. Nie trzeba podawać tego dania na stronie głównej. To nie pruderia, "to kwestia smaku", jak pisał klasyk i estetyki. DB
czwartek, 19 kwietnia 2012
Rozseksualizowane media kontra rozpusta myślenia
Wydawało mi się, że nie należę do osób pruderyjnych, ale człowiek zdobywa wiedzę o sobie co godzinę i to nie musi być godzina próby. Wystarczy codzienny przegląd prasy netowej, czyli polityczno-społeczno-plotkarsko-kulinarny miszmasz. Onet w tej materii górą! I mało co tu może dziwić, poza płycizną i stylem rodem z „Faktu”, ale dziś jednak się zdziwiłam. Otóż na głównej stronie! (bez wchodzenia na 18+) pojawiają się takie oto ciekawostki: „igraszki małolatów” (+stosowne zdjęcia), „seksowne mamuśki, seksowne aniołki, rozpustne żony, samotne mężatki” (+nie-stosowne zdjęcia), „szokujące fantazje erotyczne Berlusconiego”, „on chce, żebyśmy razem doszli” (+fotka),”odważny film sekretarka” (+głupawy rysunek). To nie wszystkie, ale najbardziej krzyczące w tym temacie tytuły. Rozumiem, że konkurencja redaktorom spać nie daje, ale żeby tak bezceremonialnie tym seksem po oczach?! Zważywszy jeszcze na sąsiedztwo takich oto patologicznych zjawisk jak np. dziecięca prostytucja (tu na przykładzie Bangladeszu) czy pornografia z udziałem dzieci. To się nazywa wyczucie tematu! W jednaj szpalcie "coś co nas podnieca", a drugiej coś co nas obrzydza czy bulwersuje. Tylko, że sposób prezentacji tych treści dzieli cienka czerwona linia i nie jestem pewna, czy dla wszystkich czytelna. Zważywszy na chore komentarze internautów można mieć wątpliwości. Nie o cenzurę mi chodzi - bez naiwności- net to czarna dziura, w której zmieścisz wszystko, znajdziesz jeszcze więcej. Ale niech się ludzie potrudzą. Jeśli muszę zadać sobie kilkunastominutowy trud znalezienia intelektualnej rozpusty w postaci artykułu tego czy innego pana filozofa, literata czy innego myślącego (a "nie ma rozpusty większej niż myślenie") , to inni też niech poniosą trudy znajdowania swoich rozrywek. Nie trzeba podawać tego dania na stronie głównej. To nie pruderia, "to kwestia smaku", jak pisał klasyk i estetyki. DB
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz