środa, 11 kwietnia 2012

Po prostu zrób coś


Właśnie skończyłam oglądać kolejny odcinek „You can dance”. To jedyna ulubiona rozrywka, którą oglądam od początku do końca.  Kwestie estetyczne mają tu oczywiście znaczenie, lubię przyglądać się idealnej harmonii ciała i muzyki, ale co tu kryć , moja znajomość tematu jest żadna. Gdy mi się coś b. podoba to Piróg twierdzi, że to beznadzieja, gdy ja się krzywię na jakieś smęty, Agustin Egurrola zachwycony podkreśla walory występu. Prawie nigdy nie jesteśmy zgodni, ale ja, a jury zwłaszcza, mamy to w nosie. Głównie  tkwię przed telewizornią ze względów socjologicznych.  Fascynują mnie ludzie, którzy przychodzą do tego programu. Ich determinacja, wiara, że t o  właśnie powinni zrobić, pokonywanie straszliwych kompleksów, wyrywanie się z patologicznych środowisk, zapyziałych miastek, ich intymne opowieści do kamery (żenada, ale rozumiem realia siołbiznesu –nic za darmo). Imponują mi młodzi tancerze zmieniający się z odcinka na odcinek, nie pod wpływem rzeszy stylistów, fryzjerów i choreografów (to oczywiste), ale przez dramatycznie ciężką pracę, przez siłę charakteru. Rzeźbią swoje ciała i osobowości. Wiedzą, o co walczą (roczne stypendium na naukę tańca w jakiejś najlepszej szkole na świecie), ale najczęściej już po drodze wygrywają siebie. Nas, widzów śmieszą lub wzruszają te zmagania, łatwo wydajemy o nich brutalne opinie, ale ci ludzie osiągają tak wiele  t y l k o  własną harówą i ogromnym zaangażowaniem. Badania wykazały, że motywacja i poziom entuzjazmu, z jakim wykonuje się daną pracę bezpośrednio przekłada się na sukces. Czyli im bardziej lubisz to co robisz, tym łatwiej o pozytywne efekty. Rozumiem zatem: moi uczniowie nienawidzą szkoły i nauki, więc nie mam co oczekiwać sukcesów. Tylko czy do nich dociera ta zależność? Wiara w to, że się uda daje motywację i poczucie nakręcenia. Jej brak natomiast frustruje i buduje mur pretensji do całego świata. Tyle badania i nauka. Życie  jednak co dzień potwierdza te fakty i to nie jest żadna księżycowa filozofia, ale prawda, którą należałoby uznać za swoją. Trochę kreatywności, mniej pustego malkontenctwa, żalów, więcej zaangażowania.I nie chodzi mi o lepsze oceny w szkole, ale zrobienie czegoś ponad, czegoś z sobą i dla siebie. Zrezygnowanie z pozycji "jakim mnie panie boże stworzyłeś, takim mnie masz". Bo zawsze można być czymś więcej, a jeśli o jakimkolwiek stwórcy mowa, to chyba tym bardziej  oczekuje rozwoju swojego dzieła.
No to do dzieła! Może na początek jakiś orientalny taniec brzucha? DB




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz