Matury w toku. Pierwszy
dzień egzaminów ustnych z języka polskiego za mną. Dziś był to
egzamin w zaprzyjaźnionej placówce. Oto garść refleksji.
Już ochłonęłam, ale
był moment, że tylko humanistyczny światopogląd powstrzymywał
mnie przed wbiciem długopisu w aortę szyjną zdającego/zdającej.
Nie należę do fanatyczek, które uważają, że wiedza o Kordianie,
czy Stanisławie Wokulskim jest niezbędna do życia, ale na litość
boską, czy tego człowieka końmi ciągnięto do LICEUM? O ile się
nie mylę do wyboru były inne szkoły.
Profesor Ewa Nawrocka
rozpętała burzę wygłaszając na konferencji zorganizowanej przez
Uniwersytet Gdański te słowa:
Bezmyślna i nieodpowiedzialna reforma szkolnictwa
podstawowego i średniego doprowadziła do kompletnej zapaści
edukacyjnej. Jej autorzy i orędownicy już gryzą ziemię,
nauczyciele zmagają się z przeszkodami nie do przekroczenia, a my
dostajemy studentów niedouczonych, niemyślących, intelektualnie
leniwych i biernych, a do tego aroganckich, niezainteresowanych
studiami poza zdobyciem papieru. Ale czy mamy prawo na nich narzekać?
Bez sprzeciwu pogodziliśmy się z likwidacją egzaminów wstępnych
i regułami nowej, ogłupiającej, testowej matury.
Tych przyszłych, bezmyślnych studentów, którzy nie
są w stanie skojarzyć faktów, ani zrozumieć uwarunkowań i
kontekstów wielu aktualnych wydarzeń słuchałam dzisiaj podczas
egzaminu. Większości z nich brak nie tylko wiedzy, ale i pewnego
obycia, kompletnie brak im samodzielności myślenia i poprawnego po
polsku formułowania własnego zdania. Ostatnie słowa Kurtza cisną
mi się na usta bez przerwy od kilku dni.
Powyższe braki to efekt m.in. niskiej rangi przedmiotów
humanistycznych, w tym języka polskiego (“po co mi to?” - pytają
uczniowie klas matematycznych z różnymi domieszkami), forsowania
przekonania, że potrzebni na rynku pracy są inżynierowie i
informatycy. Zgoda, są potrzebni, ale, niekoniecznie z cieplutkim
dyplomem inżyniera tę pracę dostają. Dlaczego? Bo brak im tzw.
kompetencji miękkich, czyli umiejętności
komunikacyjnych, nieschematycznego myślenia, wykorzystywania
zdobytej wiedzy, szukania informacji, zaangażowania, elastyczności.
Większość absolwentów prezentuje kreatywność na poziomie
komentarza niejakiego Nie – Bezkrytycznego z poprzedniego posta. I
wychodzi taki “świetnie wykształcony” młody człowiek z murów
uczelni wyższej, zamienia się w “świetnie wykształconego
bezrobotnego” i przeklina szkoły, do których uczęszczał, bo
przecież tyle się uczył, a nie ma pracy. Zapewne dostałby ją,
gdyby miał “plecy”, “znajomości” i tym podobne. Do głowy
takiemu świetnie wykształconemu, sfrustrowanemu, bezrobotnemu
absolwentowi nie przyjdzie, że zyskałby te kompetencje czytając,
rozmawiając o tym, co przeczytał, oglądając filmy powyżej
poziomu “Kac vegas”, czy “Wawa” i rozmawiając o nich.
Uwrażliwiając się, jednym słowem, i rozwijając ogólnie i
wszechstronnie, a nie tylko pragmatycznie w kierunku, rzekomo
potrzebnym na rynku pracy.
Pozdrawiam wszystkich humanistów przed jutrzejszym
egzaminem z matmy.
AJ