poniedziałek, 31 grudnia 2012

Życzę sobie...

W okresie świątecznym wyczerpał mi się zapas pomysłów na życzenia. Cała gama pobożnych banałów, truizmów poleciała w kosmos dobrych chęci, w którym krążą one po orbicie niespełnienia. Nie, żebym była w nastroju minorowym, ale co do życzeń i ich szans na spełnienie jestem sceptykiem. Bo co to znaczy życzyć szczęścia? Słowo – abstrakt! To jak życzyć wylotu na Księżyc – może się zdarzyć, ale … W rzeczywistości miałabym ochotę życzyć niektórym rozumu, a przynajmniej pogoni za nim, ale wiadomo, że adresat się obrazi. Więc tym bardziej z okazji nadchodzących kolejnych 365 dni nie widzę powodu do zaklinania rzeczywistości. Może tym razem przy sylwestrowych szampanach po prostu: bawmy się dobrze i niech każdy sam dla siebie wymyśli marzenie do spełnienia. Byle w miarę realne, bo potem rodzi się żal, że się nie udało, że mam pecha, że nikt mnie nie kocha, że jestem za gruba/chuda, że świat niesprawiedliwy, a ludzie podli itd., itd. Z miłości do siebie życzmy SOBIE jak najlepiej:) DB


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz