Z okazji DEN, czyli m.in. w Dniu Belfra otrzymałam kilka standardowych życzeń, mniej lub bardziej szczerych (te ostatnie raczej od absolwentów - wszak niczego już od człowieka nie chcą, niczego nie muszą). A teraz zastanawiam się, czego chciałabym pożyczyć sama sobie po tylu latach siłaczkowej pracy? No cóż, dziecięca naiwność to już bezpowrotnie stracona, ale tym bardziej życzę sobie WIARY:
-w podopiecznych, żeby nie infantylnieli,
-w możliwość stałego kontaktu z nimi, zanim przestanę nadążać,
-w sens nauczania o sonetach, dystychach, egzystencjalizmie, judymach i konradach,
-w to, że kiedyś będziemy mieć sensownego ministra oświaty
-że nie osiągnę zbyt szybko stanu bohatera z "Dnia świra".
Poza tym zdrowia, żeby nie skończyć jak Stasia Bozowska, humoru, żeby znosić złośliwości i impertynencje tych, którzy nigdy nie będą mieć wakacji, a zazdroszczą, trochę miłości własnej, bo na ciepłe uczucia społeczeństwa lepiej nie liczyć i wreszcie niekończącej się (na razie) frajdy z faktu wykonywania tej roboty. Tego samego życzę wszystkim innym belfrom w ich belferskiej codzienności:) DB.
A na koniec nie mogę jednak sobie odmówić westchnienia Adasia Miuczyńskiego. Mimo wszystko: Osiem lat podstawówki,
cztery liceum, potem pięć bite studiów, dyplom z wyróżnieniem,
dwadzieścia lat praktyki - i oto mi płacą. Jakby ktoś dał mi w mordę. Ja
p*, k*!...
O bracia poloniści, siostry polonistki, sto trzydzieścioro było nas na
pierwszym roku! Myśleliśmy, że nogi Boga złapaliśmy... że oto nas
przyjęto do szkoły poetów! "Szkoła poetów", Dżizus, k*a, ja p*ę!
Przez pięć lat - stron tysiące, młodość w bibliotekach. A potem - bida,
bida i rozczarowanie! A potem beznadzieja i starość pariasa, i
wszechporażająca nas wszystkich pogarda, władzy od dyktatury, aż po
demokrację, która nas, kałamarzy, ma za mniej niż zero! Dlaczego władza
każdej maści ma mnie za nic?! Czy czerwona, czy biała, jestem dla niej
śmieciem, k*a! Pod każdą władzą czuję się jak kundel! Czemu nie jestem
chamem ze sztachetą w ręku? Ktoś by się ze mną liczył gdybym rzucił
cegłą!... A przecież stanowimy sól ziemi... Tej ziemi! Mimo że nie
jesteśmy prymitywną siłą, dyktaturami zawsze wstrząsają poeci! Wtedy nas
potrzebują, zrozpaczone masy, które nie widzą dalej niż kawał kiełbasy!.