poniedziałek, 7 maja 2012

Długopis w aorcie a studia i rynek pracy


Matury w toku. Pierwszy dzień egzaminów ustnych z języka polskiego za mną. Dziś był to egzamin w zaprzyjaźnionej placówce. Oto garść refleksji.
Już ochłonęłam, ale był moment, że tylko humanistyczny światopogląd powstrzymywał mnie przed wbiciem długopisu w aortę szyjną zdającego/zdającej. Nie należę do fanatyczek, które uważają, że wiedza o Kordianie, czy Stanisławie Wokulskim jest niezbędna do życia, ale na litość boską, czy tego człowieka końmi ciągnięto do LICEUM? O ile się nie mylę do wyboru były inne szkoły.

Profesor Ewa Nawrocka rozpętała burzę wygłaszając na konferencji zorganizowanej przez Uniwersytet Gdański te słowa:

Bezmyślna i nieodpowiedzialna reforma szkolnictwa podstawowego i średniego doprowadziła do kompletnej zapaści edukacyjnej. Jej autorzy i orędownicy już gryzą ziemię, nauczyciele zmagają się z przeszkodami nie do przekroczenia, a my dostajemy studentów niedouczonych, niemyślących, intelektualnie leniwych i biernych, a do tego aroganckich, niezainteresowanych studiami poza zdobyciem papieru. Ale czy mamy prawo na nich narzekać? Bez sprzeciwu pogodziliśmy się z likwidacją egzaminów wstępnych i regułami nowej, ogłupiającej, testowej matury.

Tych przyszłych, bezmyślnych studentów, którzy nie są w stanie skojarzyć faktów, ani zrozumieć uwarunkowań i kontekstów wielu aktualnych wydarzeń słuchałam dzisiaj podczas egzaminu. Większości z nich brak nie tylko wiedzy, ale i pewnego obycia, kompletnie brak im samodzielności myślenia i poprawnego po polsku formułowania własnego zdania. Ostatnie słowa Kurtza cisną mi się na usta bez przerwy od kilku dni.

Powyższe braki to efekt m.in. niskiej rangi przedmiotów humanistycznych, w tym języka polskiego (“po co mi to?” - pytają uczniowie klas matematycznych z różnymi domieszkami), forsowania przekonania, że potrzebni na rynku pracy są inżynierowie i informatycy. Zgoda, są potrzebni, ale, niekoniecznie z cieplutkim dyplomem inżyniera tę pracę dostają. Dlaczego? Bo brak im tzw. kompetencji miękkich, czyli umiejętności komunikacyjnych, nieschematycznego myślenia, wykorzystywania zdobytej wiedzy, szukania informacji, zaangażowania, elastyczności. Większość absolwentów prezentuje kreatywność na poziomie komentarza niejakiego Nie – Bezkrytycznego z poprzedniego posta. I wychodzi taki “świetnie wykształcony” młody człowiek z murów uczelni wyższej, zamienia się w “świetnie wykształconego bezrobotnego” i przeklina szkoły, do których uczęszczał, bo przecież tyle się uczył, a nie ma pracy. Zapewne dostałby ją, gdyby miał “plecy”, “znajomości” i tym podobne. Do głowy takiemu świetnie wykształconemu, sfrustrowanemu, bezrobotnemu absolwentowi nie przyjdzie, że zyskałby te kompetencje czytając, rozmawiając o tym, co przeczytał, oglądając filmy powyżej poziomu “Kac vegas”, czy “Wawa” i rozmawiając o nich. Uwrażliwiając się, jednym słowem, i rozwijając ogólnie i wszechstronnie, a nie tylko pragmatycznie w kierunku, rzekomo potrzebnym na rynku pracy.

Pozdrawiam wszystkich humanistów przed jutrzejszym egzaminem z matmy.

AJ


11 komentarzy:

  1. Stan ducha po maturze jestem w stanie zrozumieć, ale wnioski błędne. Reforma szkolnictwa ( ani prawie żadna inna reforma wybrańców narodu) nie jest ,,bezmyślna i nieodpowiedzialna" - przynajmniej dla jej twórców. To ich celowa robota,która ma uniemożliwić powstanie społeczeństwa obywatelskiego, a stworzyć bezmyślną tłuszczę co ,,tylko żre i czasami się rozmnaża". Ale to nie jest najważniejsze. Potęgę Ameryki zbudowano m.in. na niewolniczej pracy murzynów. I jak powiedziano w jednym filmie, tych najgłupszych, co do dali się złapać w siatkę, zakuć w kajdany i wywieźć z Afryki. Innych nie trzeba było nawet łapać, sam wódz plemienia wolał pozbyć się debili i wymienił ich na lusterka i świecidełka. I z nieukami można coś dobrego stworzyć.
    To obowiązujący w tym kraju ,,socjalizm etatystyczno - koncesjonowany", inspirowany pomysłami lewaków i ,,pedofili z Brukseli", towarzyszące temu biurokracja, maksymalnie sprzeczne ze sobą przepisy prawa, dżungla przepisów podatkowych itp. tworzą tu rakotwórczy twór, bardziej porąbany niż psychika feministki.I dlatego to nie brak ,,kompetencji miękkich" stwarza absolwentom problemy ze znalezieniem pracy, ale faktyczne potrzeby i możliwości rynku pracy są za to odpowiedzialne. A i pracodawcy nie są wszyscy tacy fajni. Osobiście miałem różne ,,przygody".
    Jeden wysoko postawiony gość, osoba publiczna itp. ,na samym początku rozmowy stwierdził rechocząc : dobrze, że jesteś facetem, bo baba to zaraz ZACIĄŻY (!) i jaki z niej pożytek''. Drugi analizując moje CV powiedział, że mnie nie zatrudni, bo on uważa, ,,że nie może być, aby pracownik był mądrzejszy od pracodawcy".

    ,,Polska, mieszkam w Polsce, Koko, spoko !"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla twórców reforma może nie jest "bezmyślna i nieodpowiedzialna", ale dla wielu osób jest, więc wnioski moje nie są błędne. Rzucania obelgami też nie lubię. Spotkań z potencjalnymi pracodawcami takimi jak opisani współczuję, ale będę się upierać, że człowiek, który jest dobry w tym co robi, a dodatkowo ma kompetencje, o których wspomniałam, a także kilka innych, pracę w końcu znajdzie. W dodatku satysfakcjonującą. W koko Polsce.
      Pozdrawiam
      AJ

      Usuń
    2. Zazdroszczę optymizmu, ale o pracę dla humanistów, to się boję. Świat się rozwija technologicznie i pewne zawody przestają być potrzebne. Humaniści mogą wyginąć tak jak bednarze, skrybowie w klasztorach ,kołodzieje, zduni itp. Z woli ludu panujący obecnie prezydent tego starożytnego miasta, za wielki sukces poczytuje sobie otwarcie tzw. centrum logistycznego firmy, która sprzedaje produkty dla biedoty, ponieważ zatrudni się tam kilkudziesięciu MAGAZYNIERÓW I KIEROWCÓW...

      Usuń
    3. Przyrównanie humanisty do bednarza to raczej gruba pomyłka z racji tego, że ten drugi to zawód, a pierwszy to sposób życia. Jeżeli humaniści naprawdę wyginą to biada temu światu

      Usuń
  2. Ale skoro chcą nas ogłupiać to dlaczego nie zabiorą się do tego porządnie jak to się dzieje na Węgrzech, Ukrainie czy Białorusi? Przecież tam ludzie są ogłupiali a władza nie musi nic udawać.
    I dlaczego ONI? Jaki ONI mają w tym cel, skoro jest ich wielu, nie potrafią się dogadać i kiedyś w końcu będą musieli odejść?

    Oraz dlaczego, skoro ONI tak działają, to jest wielu ludzi, którzy potrafią dyskutować, myśleć, wypowiadać się? Tak jak choćby Pan to zrobił post wyżej?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To, że będą musieli odejść nie ma żadnego znaczenia. Podobno kiedyś niejaki Mojżesz wyprowadził małe plemię z ziemi egipskiej i ogłosił im, że są narodem wybranym. Minęło wiele tysięcy lat, a oni dalej w to wierzą ! Hitler i jego narodowo - socjalistyczni ziomale w kilka lat ogłupili cały naród wizją tysiącletniej Rzeszy, a przecież mimo swojego szaleństwa, żaden z nich nie wierzył że sam tyle pożyje ! Rożne Leniny i Staliny też chyba nie wierzyły, że za ich życia ogień rewolucji proletariackiej ogarnie cały glob - a taki mieli cel !
      Obecni EUROSOCJALIŚCI też działają długofalowo. A cel jest oczywisty - WŁADZA. Łatwiej rządzi się bezmyślnymi, niedouczonymi ćwokami i tłumaczy problemy tego świata związane np. z bezrobociem, emeryturami, globalnym ociepleniem, konsumpcją, ograniczaniem wolności osobistej itp. A jeszcze ,,ci co ogłupiają najlepiej zarabiają !" Z tego jest straszna kasa - media, reklamy, ,,audioidiotele", prostacka rozrywka - te wszystkie seriale ,,interesujące, intelektualnie nie męczące" zawierające lokowane produkty itp. Myślę, że zabrali się jednak za to ,,porządnie", tylko skutki jeszcze nie są bardzo widoczne, ale za 10, 15 lat to może być ,,po prostu zgroza". A ja i inni dyskutanci ? No cóż - Mistrz Yoda, Obiwan Kenobi i rodzeństwo Skywalker też ocaleli z rzezi dokonanej przez Vadera i spółkę...

      Usuń
    2. Wszyscy trzej panowie robili to w imię idei. Każdy miał swoją i dlatego robił to dla potomnych. Jaką idee mają "eurosocjaliści"?

      Co do reszty tekstu - wydaje mi się, że zwykłą nieudolność, podatność na kłótnie, przesyt władzy, krótkowzroczność polityków ubierasz w ramy jakiegoś większego planu. To tacy sami ludzie jak my (nie zesłani z kosmosu), uczyli się w takich szkołach jak my, wychowywali w takim samym "głupim społeczeństwie". Skąd więc u nich taka zdolność "długofalowych działań"? Skoro oni mogą, to dlaczego Twoim zdaniem, reszta ludzi to ciemna hołota i świat zmierza ku katastrofie? Na świecie funkcjonują takie zjawiska jak globalizacja, umasowienie kultury - to im zawdzięczamy te kretyńskie programy telewizyjne i niszczenie kultury wyższej. Nie uwierzę, że ktoś jest w stanie panować nad tym globalnie i że zaczęli to "eurosocjaliści".
      Ja mam zgoła odmienne przeczucia. Za kilka lat polski establishment się odmłodzi. Przyjdą ludzie nowi i z ideałami. Już teraz widać wzrost świadomości i angaż w życie publiczne. Niedawno wyrwaliśmy się spod "opieki" Związku Radzieckiego - potrzeba trochę czasu na zmiany w świadomości. Coraz więcej osób się kształci. A nauka w szkole to nie tylko to, co w podręcznikach. Trochę niżej w postach jest wizja "nowej szkoły" (ja jestem w stanie się zgodzić z częścią tego co tam napisane), ale szkoła to też nauczyciele. Chyba jedyni ludzie, którzy faktycznie coś robią przeciw temu, co mamy w szkole. A skoro tak dużo mamy do powiedzenia to może warto samemu coś zrobić dla kraju?

      Usuń
  3. CZĘŚĆ 1: Ja w przeciwieństwie do pani, wychodzę z założenia że dzieje Wokulskiego i Kordiana są niezbędne do życia, a przynajmniej do pełni życia, która wiąże się z poczuciem tożsamości narodowej. Ale może o tym innym razem, bo w końcu nie o patriotyzmie i ojczyźnie teraz mowa.

    Reforma edukacji jest potrzebna, ale potrzebna i daleko idąca. Co przez to rozumiem? Wolę się nie rozpisywać, dla zobrazowania sytuacji odpowiem tylko na pytanie dlaczego jeszcze nie została przeprowadzona: Bo co byśmy zrobili z tymi tysiącami nauczycieli takich przedmiotów jak matematyka, biologia, fizyka itp. którzy nie potrafią w życiu nic innego robić jak tylko uczyć "niestworzonych" rzeczy. Czytając taką "kontrowersyjną" tezę, każdy może dopatrywać się moich osobistych kompleksów i bolączek, tak więc z góry mówię że nie mam nic do nauczycieli tych przedmiotów, a swoich wspominam bardzo pozytywnie. W dodatku uważam że takie przedmioty jak fizyka czy biologia powinny występować w większej ilości godzin, ale z innym programem. Na Miłość Boską, uczeń liceum ogólnokształcącego uczy się przez pół lekcji o powstaniu narodowym, a na biologii przez cały dział (kilka lekcji) jest omawiana budowa i funkcje mitochondrium! To właśnie dlatego późniejsi absolwenci nie radzą sobie w życiu. UCZYĆ! Ale czy nie można by na fizyce pominąć te molekularne sprawy, a uczyć anatomii człowieka, chorób (z tego co się orientuję jest to materiał 1. klasy liceum) coś aby ten człowiek miał w tej głowie, a nie tylko wyobrażenie zielonej komóreczki otoczonej nabłonkiem! Nie wiem czy słyszała pani, i drodzy czytelnicy bloga że w gimnazjum gminnym w Sieradzu (nie wiem czy inne też), klasy drugie mają "zajęcia żywieniowe". Na których uczone są jakie są "chemiczne sposoby konserwowania żywności" itp. Sam ostatnio przeglądając zeszyt takiego gimnazjalisty, przetarłem oczy ze zdumienia jakież tam są nazwy! Co z tego jeśli dzieciak nie potrafi ugotować sobie zupy, a zamknięty w sklepie z konserwami, umrze z głodu bo nikt mu nie poda otwieracza.

    OdpowiedzUsuń
  4. CZĘŚĆ 2: Kolejny "konserwatywny" pogląd: Wydaje mi się że młodzież wiejska ma większe pojęcie o życiu niż miastowi. Nie wiem skąd to się bierze, może już wchodzą te lata w których owocuje czas spędzany przed komputerem (w przypadku dzieci na wsi, nadal jednak góruje podwórko) czy może praca jednak uczy trochę życia? Można się ze mną nie zgodzić, ale wychodzi to często w luźnych rozmowach.

    Czego powinno uczyć się w szkołach? Dla wszystkich obowiązkowa historia, ze zdecydowanym naciskiem na historię Polski. Niech Mezopotamia będzie tylko zarysem. Język polski w formie obecnej (nie jestem w końcu bezkrytyczny, a może po prostu trafiałem na dobrych polonistów), z tym że tematy z historii powinny wyprzedzać ramy czasowe języka polskiego, aby młodzież nie interpretowała tekstów według "klucza", tylko sama dostrzegała w tle historycznym zamiary autora. Budować patriotyzm ale bez fanatyzmu i pomijania niewygodnych faktów! Historia Polski sama się obroni, tak samo jak sama obroni się religia chrześcijańska. Fizyka i biologia dla każdego, w nastawieniu na świat człowieka i to, czym człowiek się posługuje. A nie nic nie mówiące wzory fizycznie i wspomniane mitochondria. Podstawy chemii. Matematyka według mnie powinna być najbardziej ograniczona, bo do poziomu 1-2 klasy gimnazjum. (zaznaczam że polski poziom jest bardzo wysoki na tle innych państw) Tak tak, facet nie umiał matmy to by usunął ze szkół. Rzeczywiście nie lubię matematyki, ale gdy jest nastawiana na życie człowieka i praktykę, to wtedy jest przydatna.

    Bierzmy przykład z Korei Południowej, tam szkoła jest bardzo ciężka, naprawdę jeden z najbardziej wymagających systemów edukacji na świecie, dzieciaki aż mdleją od nauki. Tak jak kraje zachodniej Europy, postawili na "specjalistów" jednocześnie nie zapominając o budowaniu tożsamości narodowej i wiedzy ogólnej- co nie znaczy niepotrzebnej. W Holandii dzieci ukierunkowuje się już w wieku 13 lat, mają później specjalistów i fachowców i kraj prężnie idzie do przodu. Jak wiemy "jeśli coś jest do wszystkiego, to jest do niczego". W mojej ocenie ma to jednak swoje wady, bo te dzieciaki mogą nie widzieć życia poza- de facto- doskonale wykonywaną własną pracą. Dla państwa niby fajnie, ale śmierdzi mi tu nacjonalizmem którego- wbrew pozorom- nie lubię.

    Nie chciałem na początku swojej WIADOMOŚCI ("posta", bleee) umieszczać (w myśl nowej ustawy :)) odpowiedzi na pani przywołanie mojej osoby w swoim tekście. Nie bardzo wiem jak się ma "kreatywność" do mojego komentarza w tekście pani DB. Celem mojej wypowiedzi- no właśnie, co autor miał na myśli?- było wskazanie mojej opinii. Opinii według której człowiek po to ma bliskich i swoje autorytety, aby uczył się także na ich błędach i potrafił odróżnić co jest dobre a co złe w możliwie wielu sytuacjach, w których sam nie musi "się sparzyć". Może napisałem to niejasno, może próbuje mnie pani atakować, a może po prostu zawodzi moja polszczyzna, bo nie ukrywam, że jako osoba kochająca język polski i często o tym mówiąca, a niestety często go okaleczająca, denerwuję się podczas pisania na blogu dwóch polonistek ;)

    Pozdrawiam, Nie-Bezkrytyczny

    OdpowiedzUsuń
  5. Drogi Nie-Bezkrytyczny, aby zakończyć tę dyskusję, wytłumaczę się z bezpośredniego przywołania pańskiego e-imienia; "kreatywność", o której wspomniałam to bardzo rozpowszechnione zjawisko wśród młodzieży licealnej. Polega ona na sprowadzaniu wszystkiego do poziomu chodnika i rzekomo błyskotliwym łapaniu za słówka, tam, gdzie powinno pojawić się zrozumienie metafory, tudzież skrótu myślowego. Za takie właśnie czepiactwo uznałam ów wpis o próbowaniu kupy. Dla DB i dla mnie, a także jak sądziłam dla czytelników tego bloga jasne jest, że wiedzę o tym, że kupy się nie jada wynosi się z domu, czerpiąc tę wiedzę od bliskich w fazie rozwoju mniej więcej analnej, jeśli odnieść się do klasyfikacji Freuda. DB chodziło o próbowanie w znaczeniu poznawania odmienności - poglądów, postaw itp. Pozdrawiam. AJ

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ,,Po co trzymać kupe w dupie ( ALBO JĄ PRÓBOWAĆ ), niech ją sobie kibel schrupie".

      Usuń