poniedziałek, 16 stycznia 2012

Wszystko w normie

Ten post powinnam napisać wczoraj, na świeżo po  studniówkowych zmaganiach , teraz to temat nieco zwietrzały. Jedynym wytłumaczeniem jest smutny fakt, że właśnie straciłam  laptopa, (to jakaś domowa zaraza komputerowa). Moja ulubiona zabawka i poważne narzędzie ciężkiej pracy (patrz poniżej) odmówiło współpracy, uświadamiając mi jednocześnie, że jestem  uzależniona od stałej jego obecności przy mnie. Spośród wielu uzależnień to nie jest ani lepsze, ani gorsze, w jakieś trzeba  w życiu popaść, bo jak pisała Szymborska : "Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono", więc sprawdzam, że nie mogę dać sobie rady z drżącymi rękoma, którym odmówiono dotyku klawiatury.


Ale ostatecznie, po odczekanej kolejce, udało mi się dostąpić zaszczytu pracy na JEDYNYM sprawnym w domu  komputerze i przypomniałam sobie, że nie o tym miałam pisać.
Chciałam napisać o tegorocznej studniówce, ale  ubiegł mnie Tomek i  wyczerpująco napisał, mniej więcej o tym, o czym sobie przemyśliwałam, czytaj: Jedyny taki "bal". Zasadniczo studniówki nie różnią się  od siebie  jakoś drastycznie, poza estetyką, która dyktowana trendami modowymi wprowadza jakieś urozmaicenia. Zmieniają się za to na pewno proporcje zaangażowania w to przedsięwzięcie głównych zainteresowanych i ich rodziców. Paradoksalnie  tym ostatnim zależy zdecydowanie bardziej, do tego stopnia, że malują sami dekoracje (niegdyś niezła zabawa dla uczniów i ich wychowawców, bardzo integrująca klasy). Szkoda, że  rodzice nie zrobili kabaretu, bo tradycji stałoby się zadość. Ale może w przyszłym roku i ten punkt    programu zrealizują. Nie mają zresztą wyjścia, płacą to wymagają. Szkoda, że jak zawsze od siebie. Zaangażowanie wychowanków było  odwrotnie proporcjonalne, czyli znikome. Niektórzy sprawiali nawet wrażenie, jakby zostali zmuszeni do udziału w balu, ale jak już przyszli to skorzystali z dostępnej rozrywki nawet z nawiązką. Przyszłość więc tej imprezy zapowiada się niezwykle intrygująco, bo tradycja rzecz święta, bez studniówki matura nie byłaby maturą. Kochani  rodzice naszych wychowanków  bierzcie się zatem do roboty! 
Poza tym wszystko było w normie - zawianych, zadymionych, zapłakanych, zakochanych,  zaspanych, zachwyconych, zakręconych w tańcu, malkontentów we właściwych proporcjach. Zgodnie z tradycją (nie dajcie sobie wmówić, że kiedyś było inaczej). Jeszcze tylko dwa tygodnie plotek i można zacząć myśleć np. o prezentacji z języka polskiego:)
DB                   

4 komentarze:

  1. Studniówkę sam oceniłbym jako udaną, pomimo tych kilku defektów :) A co do matury to jakoś tak mi brak motywacji nawet co do rozpoczęcia pracy nad maturą z języka polskiego... Wie ktoś może jak mi pomóc? :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślę, że czas Ci pomoże, płynąc;) AJ

    OdpowiedzUsuń
  3. No tak, ale niedługo trzeba oddać ostateczna bibliografię, a ja mam tylko wstępną, dość biedną i szkaradną a jakoś nie wiem co dopisać. Ani jakoś się do tego nie palę... No cóż. Weekend zapowiada się wyśmienicie ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo dziękuję za reklamę:) Przydaje się żeby "dyskutować" z zawziętymi "ciotkami";)

    OdpowiedzUsuń