Doznałam wczoraj wstrząsu
estetycznego. Jeszcze parę lat temu zdarzało mi się to b.często, ale
ponieważ groziło załamaniem psychiki, więc wypracowałam sobie sposoby
niewidzenia brzydoty. Należałoby oczywiście jakoś ją dookreślić. Pojęcie
to jest równie trudno definiowalne jak pojęcie piękna. Mam na myśli
właśnie brak piękna, brak estetycznych elementów w nijakiej
rzeczywistości małego miastka.
Zawiódł mnie dziś instynkt samozachowawczy i mimo ostrzeżeń rodziny, wybrałam się po zakup pewnej części garderoby. Miałam okazję przejechać miasto, Którego Nazwy Nie Wypowiem, wzdłuż i wszerz, co akurat nie trwało długo.Obejrzałam bezgustny towar, smutne panie sprzedawczynie nie zdobyły się na najlżejszy nawet uśmiech, gdy zmuszone były odpowiedzieć mi na pytania, parkując pod jakimś blokiem wysłuchałam wrzasku starszawej osoby, która twierdziła, że to jej wyczekane miejsce parkingowe, w Kauflandzie jakiś dziarski staruszek przejechał mi wózkiem po stopach, a panna w kasie warknęła, że zważona przeze mnie czerwona papryka jest w rzeczywistości pomarańczową papryką i jej się tak b y n a j m n i e j wydaje. A wszystko to w burych kolorach, smrodku niewietrzonych miejsc i burknięciach monosylabowych napotkanych ludzi. Uderzyła mnie fala brzydoty zapachowej, naocznej, nausznej.
I złapałam dół.
Doznanie piękna jest przecież naszą naturalną potrzebą, tzn. moją na pewno. Staram się estetyzować sobie rzeczywistość przez otaczanie się ładnymi przedmiotami, ludźmi, którzy mają coś do powiedzenia, zamiast realu wybieram rzeczywistość książkowo-filmową, zapalam kadzidła, wstawiam kwiaty do wazonów. Ktoś powie, że to samooszukiwanie się, bo brzydoty to nie wyeliminuje. Może i tak, ale mamy obowiązek tworzyć rzeczywistość wokół siebie. Nie zgadzać się na bylejakość, brak wyrazistości, bezguście.
Niezawodna pozostaje zawsze natura, jest absolutnie odtrutką na brzydotę ludzką i materialną. (Przy czym podkreślam wyraźnie , że brzydota ludzka to przede wszystkim (choć nie tylko ) określona mentalność). Natura zawsze pozostaje kwintesencją piękna i dobrego smaku. Dlatego wciąż jest inspiracją np. dla wszelkiej maści projektantów i artystów. Byle jej tylko małpio nie naśladować, nie odtwarzać, bo to krok do kiczu - bolesnego doznania antyestetycznego.
Myli się natomiast ten, kto uważa, że tylko miastka, na kształt naszego, Którego Nazwy Nie Wypowiem, są męcząco brzydkie. Moja ulubiona bohaterka Agnes mieszka w ...Paryżu i oto, co przeżywa:
Na chodnikach tłoczyło się mrowie ludzi (...) Przed Agnes torowały sobie drogę w tłumie: mężczyzna i kobieta (...). Wkrótce zniknęli, ustępując miejsca kobiecie ubranej w szerokie spodnie, zgodnie z tegoroczną modą sięgające kolan.W tym stroju jej pośladki zdawały się większe i bliższe ziemi; nagie białe łydki przypominały wiejski dzban ozdobiony płaskorzeźbą żylaków w kolorze bławatkowym, splecionych jak wężowisko. Agnes zamyśliła się: kobieta mogła dobrać dwadzieścia innych stylów ubrania, które uczyniłyby jej pośladki mniej monstrualnymi i ukryłyby żylaki. Dlaczego tego nie robi? Ludzie nie tylko nie dbają już o wygląd, przebywając wśród innych, lecz nawet nie starają się ukryć własnej brzydoty!
Powiedziała sobie: pewnego dnia, gdy napór brzydoty będzie już nie do wytrzymania, kupi w kwiaciarni łodyżkę niezapominajki, jedną łodyżkę niezapominajki, (...), wyjdzie z nią na ulicę, trzymając kwiat przed twarzą i wbijając w nią wzrok po to, by widzieć tylko ten niebieski punkcik, ostatni obraz, jaki chce zachować po świecie, który przestała kochać.*
Jeżeli zobaczycie kiedyś kobietę z niezapominajką przed twarzą, to będę to ja i będzie to oznaczało, że świat w swojej brzydocie przywiódł mnie do szaleństwa.
Zawiódł mnie dziś instynkt samozachowawczy i mimo ostrzeżeń rodziny, wybrałam się po zakup pewnej części garderoby. Miałam okazję przejechać miasto, Którego Nazwy Nie Wypowiem, wzdłuż i wszerz, co akurat nie trwało długo.Obejrzałam bezgustny towar, smutne panie sprzedawczynie nie zdobyły się na najlżejszy nawet uśmiech, gdy zmuszone były odpowiedzieć mi na pytania, parkując pod jakimś blokiem wysłuchałam wrzasku starszawej osoby, która twierdziła, że to jej wyczekane miejsce parkingowe, w Kauflandzie jakiś dziarski staruszek przejechał mi wózkiem po stopach, a panna w kasie warknęła, że zważona przeze mnie czerwona papryka jest w rzeczywistości pomarańczową papryką i jej się tak b y n a j m n i e j wydaje. A wszystko to w burych kolorach, smrodku niewietrzonych miejsc i burknięciach monosylabowych napotkanych ludzi. Uderzyła mnie fala brzydoty zapachowej, naocznej, nausznej.
I złapałam dół.
Doznanie piękna jest przecież naszą naturalną potrzebą, tzn. moją na pewno. Staram się estetyzować sobie rzeczywistość przez otaczanie się ładnymi przedmiotami, ludźmi, którzy mają coś do powiedzenia, zamiast realu wybieram rzeczywistość książkowo-filmową, zapalam kadzidła, wstawiam kwiaty do wazonów. Ktoś powie, że to samooszukiwanie się, bo brzydoty to nie wyeliminuje. Może i tak, ale mamy obowiązek tworzyć rzeczywistość wokół siebie. Nie zgadzać się na bylejakość, brak wyrazistości, bezguście.
Niezawodna pozostaje zawsze natura, jest absolutnie odtrutką na brzydotę ludzką i materialną. (Przy czym podkreślam wyraźnie , że brzydota ludzka to przede wszystkim (choć nie tylko ) określona mentalność). Natura zawsze pozostaje kwintesencją piękna i dobrego smaku. Dlatego wciąż jest inspiracją np. dla wszelkiej maści projektantów i artystów. Byle jej tylko małpio nie naśladować, nie odtwarzać, bo to krok do kiczu - bolesnego doznania antyestetycznego.
Myli się natomiast ten, kto uważa, że tylko miastka, na kształt naszego, Którego Nazwy Nie Wypowiem, są męcząco brzydkie. Moja ulubiona bohaterka Agnes mieszka w ...Paryżu i oto, co przeżywa:
Na chodnikach tłoczyło się mrowie ludzi (...) Przed Agnes torowały sobie drogę w tłumie: mężczyzna i kobieta (...). Wkrótce zniknęli, ustępując miejsca kobiecie ubranej w szerokie spodnie, zgodnie z tegoroczną modą sięgające kolan.W tym stroju jej pośladki zdawały się większe i bliższe ziemi; nagie białe łydki przypominały wiejski dzban ozdobiony płaskorzeźbą żylaków w kolorze bławatkowym, splecionych jak wężowisko. Agnes zamyśliła się: kobieta mogła dobrać dwadzieścia innych stylów ubrania, które uczyniłyby jej pośladki mniej monstrualnymi i ukryłyby żylaki. Dlaczego tego nie robi? Ludzie nie tylko nie dbają już o wygląd, przebywając wśród innych, lecz nawet nie starają się ukryć własnej brzydoty!
Powiedziała sobie: pewnego dnia, gdy napór brzydoty będzie już nie do wytrzymania, kupi w kwiaciarni łodyżkę niezapominajki, jedną łodyżkę niezapominajki, (...), wyjdzie z nią na ulicę, trzymając kwiat przed twarzą i wbijając w nią wzrok po to, by widzieć tylko ten niebieski punkcik, ostatni obraz, jaki chce zachować po świecie, który przestała kochać.*
Jeżeli zobaczycie kiedyś kobietę z niezapominajką przed twarzą, to będę to ja i będzie to oznaczało, że świat w swojej brzydocie przywiódł mnie do szaleństwa.
DB
* Cytat i tytuł pochodzą z książki Milana Kundery Nieśmiertelność
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz