wtorek, 24 stycznia 2012

Portret reportera


 fot :PAP/Photoshot
Wczoraj minęła 5 rocznica śmierci Ryszarda Kapuścińskiego. Bardzo  bliski mi jest sposób widzenia świata tego reportażysty, pisarza i fotografa. Tak jak młodopolski Kraków widzę przez pryzmat Reflektorem w mrok Tadeusza Boya Żeleńskiego, tak Afrykę, ZSRR i jego republiki znam takimi, jakimi opisał je Kapuściński. Skromność, ciepło, ciekawość Innego, uśmiech, zmysł obserwacji – tak w skrócie można określić tego twórcę. Nie rościł sobie prawa do wszechwiedzy, nie moralizował natrętnie, nie puszył się, bezlitośnie widział wszystkie absurdy i paradoksy świata, pisał o nich  bez ambicji głoszenia prawd objawionych. Mnóstwo czytał. Poniżej zdjęcie pracowni pisarza.

                     zdjęcie pochodzi z oficjalnej strony Ryszarda Kapuścińskiegohttp://wyborcza.pl/kapuscinski/0,0.html

Jego zdanie: żeby napisać jedną stronę, trzeba ich najpierw przeczytać sto, powtarzam swoim ukochanym humanistom, przy jednoczesnym kategorycznym zabranianiu im studiowania dziennikarstwa jako głównego kierunku. Na pytanie, jak pisać, odpowiadał: przede wszystkim czytać. Był to człowiek, który zjechał cały świat (odwiedził ponad 100 krajów)i za każdym razem czytał co się da, na temat kraju, do którego się udawał. Przybywał do niego z pełnym pokory wyglądem człowieka znikąd, nieepatującego swoją „europejskością”, nienarzucającego się z magnetofonami, mikrofonami, aparatami fotograficznymi. Nie temat i tekst były najważniejsze, najważniejszy był szczery, zwyczajny kontakt z drugim człowiekiem. Z reguły nie mieszkał w hotelach, w których przebywali inni dziennikarze, ale blisko zwykłych ludzi. Najchętniej określiłbym swoją profesję jako zawód tłumacza. Tylko tłumacza nie z języka na język, ale z kultury na kulturę. Najlepiej poznaje się kulturę uczestnicząc w niej, starając się w nią wtopić, podobnie jest z poznawaniem języka obcego, nie można nauczyć się go dobrze, używając ciągle swojego. Najlepiej zanurzyć się w niego całkowicie. Metodą Kapuścińskiego było spacerowanie, oglądanie miejsc, rozmawianie z ludźmi, uczestniczenie w ich życiu, na tyle, na ile go do niego wpuścili, notowanie  wieczorami, nocą uzbieranych informacji, obserwacji, konfrontowanie tego, co wiedział z literatury z tym, czego doświadczył. Efekt jest jedyny w swoim rodzaju. Sądy krytyczne, jakoby  ubarwiał, dodawał coś do wydarzeń, aby dodać im dramaturgii, nawet, jeśli mają potwierdzenie, nie zaszkodzą tej literaturze.

Poza Hebanem, Imperium, Cesarzem szczególnie lubię Lapidarium – 6 tomów, czy raczej tomików -  zapisków i notatek, nieuporządkowanych, uchwyconych i zanotowanych szybko obserwacji, cytatów, zarówno wielkich tego świata, jak i znajomych, opatrzonych tu inicjałami. Powstał  zapis  stanu współczesnego świata, ale i  subiektywnych wrażeń i uwag na jego temat. Równie ważne są spostrzeżenia o globalizacji, jak i  o właścicielach psów obserwowanych w parku. Dlatego, że człowiek nie myśli historiami. Nasze myślenie jest podzielone. W tej sekundzie myślimy o tym, za kilka sekund myślimy już o czymś innym. Nasze myślenie jest fragmentaryczne. Zapiski składające się na Lapidarium to przejaw takiego procesu...

Zostawiam Was z Ryszardem Kapuścińskim. Na dobranoc.

    W miarę jak posuwamy się w Europie z zachodu na wschód, np. z Paryża i Amsterdamu w stronę chłodnej i przykrytej wełnistą czapą chmur równiny wschodnioeuropejskiej, dostrzegamy, jak powolnieją ruchy człowieka, jego reakcje, zachowania, sposób bycia, jego gesty i chód, a także – nawet samo myślenie. Jednocześnie napotkani ludzie stają się coraz bardziej w sobie zamknięci, osobni, niechętni spotkaniu. (Lapidarium IV, Czytelnik, Warszawa 2000, s. 42-43)


    Słowa staniały. Rozmnożyły się, ale straciły na wartości. Są wszędzie. Jest ich za dużo. Mrowią się, kłębią, dręczą jak chmary natarczywych much. Ogłuszają.
    Tęsknimy więc za ciszą. Za milczeniem. Za wędrówką przez pola. Przez łąki. Przez las, który szumi, ale nie ględzi, nie plecie, nie tokuje.

(Lapidarium III, Czytelnik, Warszawa 1997, s. 43)



    Zawsze, ilekroć jestem w pokoju sam i jest cicho, i siedzę nad książką, mam wrażenie, więcej – jestem pewien, że jeżeli uniosę wzrok, zobaczę mysz, która wyszła gdzieś z zakamarka i rozgląda się niepewna, wystraszona, drżąca, nie wiedząc, gdzie się podziać.
(Lapidarium III, Czytelnik, Warszawa 1997, s. 142)



A.B.:
Spotkałem znajomego, który mi mówi, że dzisiaj to przywilej być innym. A ja mu odpowiadam – tak, ale innym tylko wśród takich samych
.
(Lapidarium V, Czytelnik, Warszawa 2002, s. 34)




M. powiedziała mi:
- Mam mało wolności, ale trochę mam. Na przykład tyle, żeby nie patrzeć na tego skurwysyna. (Lapidarium, Czytelnik, Warszawa 1990, s. 112)
­

AJ

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz