Przygotowania do
studniówki idą pełną parą. Początkowo w dużej mierze w gwizdek,
zwłaszcza tych, którzy z zasady wszystko krytykują. Zasadniczo impreza jest
uczniowska, ale chętnych do pracy wśród tej grupy społecznej było jak na
lekarstwo. Dziś zaangażowanie jakby większe, bo czasu już niewiele, a roboty
jednak nikt inny wykonać nie chce. Miał być plastyk, ale go nie ma, więc ostatecznie
nastąpiła mobilizacja i chyba będzie pięknie. Tygodnie namawiania (czytaj: szantażu)
poskutkowały również zorganizowaniem grup do poloneza i kabaretu. Biorąc pod
uwagę jednak presję, zastanawiam się dlaczego nie można sobie odpuścić tych
punktów programu? Po co komu kabaret, w którym zmusza się kogoś do zabawy albo polonez,
który był już przynajmniej dwukrotnie tańczony w życiu uczniowskim? Ta impreza
zmieniła tak bardzo swój charakter, że może należałoby bez żalu pożegnać wyżej
wymienione relikty kulturowe? Rozumiem, że wystrój sali można powierzyć
plastykowi (o ile znajdzie się sponsor), ale kabaretowe wygłupy i taniec powinny chyba wynikać z potrzeby fajnej
zabawy? Jeżeli się takiej nie czuje to - adieu! Czy to nie przypadkiem nam, opiekunom,
bardziej zależy, aby tradycji stało się zadość? Tej tradycji "podniosłej, arcypolskiej, szlacheckiej, dostojnej"? Przecież ważne, żeby zaszczepiać w młodzieży sprawdzone obyczaje! By rodzina zobaczyła potomka na dywydy, jakże odmienionego w tej nietypowej dla siebie sytuacji. Problem
tylko w tym, że w wykonaniu ludzi, którzy nie do końca czują ten klimat wygląda
to zazwyczaj dość karykaturalnie. I z dostojeństwa nici:( DB
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą studniówka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą studniówka. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 7 stycznia 2013
piątek, 12 października 2012
Kabaret to nie dom publiczny
Nieporozumienia , czasem awantury
wokół balu studniówkowego są normą. Kłócą się uczniowie, sprzeczają rodzice,
czasem tak skutecznie, że ktoś się obrazi, ktoś odmówi współpracy, inny ktoś zagrozi,
że nie przyjdzie na bal. Szczęśliwie zawsze, wszystko dopięte na ostatni guzik,
kończy się happy endem i wszyscy z ulgą przyjmujemy wzorowe odtańczenie
poloneza oraz resztę studniówkowego niezmiennego repertuaru. Emocjom zresztą
nie ma się co dziwić, to jedyna taka impreza w liceum i ostatnia w cyklu
kształcenia. Nic więc i mnie w tej kwestii nie dziwi, niemniej dziś jednak dałam się
zaskoczyć. Otóż w tym roku najwięcej kontrowersji budzi temat balu. Nie chcąc
zdradzać postronnym osobom wszystkich szczegółów, napiszę, że związany jest z
największym i najbardziej znanym kabaretem na świecie. Rozumiem, że pomysł nie
musi się podobać, wszak o gustach trudno dyskutować, ale najbardziej
zastanawiającym argumentem "przeciw" było stwierdzenie, że temat jest …niestosowny.
Nieco mnie to zdziwiło w ustach młodych ludzi, nie podejrzewałam ich o aż tak
daleko idący purytanizm, ale kiedy usłyszałam go z ust rodziców, mocno mnie
zastanowiło, o co właściwie chodzi. I tu w sukurs przyszedł mi znajomy, który zorientował się,
że nie wszyscy kojarzą pojęcie . Ów znany kabaret wzięty został przez niektórych
za dom publiczny! Reakcja oburzenia jest więc jak najbardziej na miejscu. Brawo
dla obrońców moralności przestrzeni publicznej! Zakładam, że oburzeni zajrzeli
do jakichkolwiek źródeł, aby sprawdzić co zacz, ale jeśli tym źródłem były Google
to pierwsza informacja dotyczy filmu o rzeczonym miejscu i rzeczywiście
sugeruje skojarzenie ze światem kurtyzan i więcej niż lżejszych obyczajów.
Chciałoby się krzyknąć za bohaterem „Jądra ciemności”: zgroza! Tymczasem
kabaret ten to miejsce ekskluzywne, wytworne, związane ze sztuką i rozrywką zarazem,
a więc spełniające warunki bycia INSPIRACJĄ dla imprezy studniówkowej. Nie ma potrzeby,
a wręcz nie jest wskazane, dostosowywanie stroju do wizerunku tancerek kankana. Który
na marginesie często bywa tańczony na studniówkach i jakoś nikt z
konserwatywnej szanownej młodzieży nie oponuje. Temat można zmienić, trzeba
tylko coś zaproponować, poza pretensjami, ale może należałoby zmienić swój poziom elementarnej wiedzy o świecie, albo przynajmniej nabyć odruch doedukowywania się. W końcu nie wszystko musimy wiedzieć, ale wszystko możemy poznać. Warunkiem jest dobra wola i nieustające poczucie żenady z powodu niewiedzy, a nie jak dotychczas arogancja, którą pokrywa się własną ignorancję. DB
poniedziałek, 16 stycznia 2012
Wszystko w normie
Ten post powinnam napisać wczoraj, na świeżo po studniówkowych zmaganiach , teraz to temat nieco zwietrzały. Jedynym wytłumaczeniem jest smutny fakt, że właśnie straciłam laptopa, (to jakaś domowa zaraza komputerowa). Moja ulubiona zabawka i poważne narzędzie ciężkiej pracy (patrz poniżej) odmówiło współpracy, uświadamiając mi jednocześnie, że jestem uzależniona od stałej jego obecności przy mnie. Spośród wielu uzależnień to nie jest ani lepsze, ani gorsze, w jakieś trzeba w życiu popaść, bo jak pisała Szymborska : "Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono", więc sprawdzam, że nie mogę dać sobie rady z drżącymi rękoma, którym odmówiono dotyku klawiatury.
Ale ostatecznie, po odczekanej kolejce, udało mi się dostąpić zaszczytu pracy na JEDYNYM sprawnym w domu komputerze i przypomniałam sobie, że nie o tym miałam pisać.
Chciałam napisać o tegorocznej studniówce, ale ubiegł mnie Tomek i wyczerpująco napisał, mniej więcej o tym, o czym sobie przemyśliwałam, czytaj: Jedyny taki "bal". Zasadniczo studniówki nie różnią się od siebie jakoś drastycznie, poza estetyką, która dyktowana trendami modowymi wprowadza jakieś urozmaicenia. Zmieniają się za to na pewno proporcje zaangażowania w to przedsięwzięcie głównych zainteresowanych i ich rodziców. Paradoksalnie tym ostatnim zależy zdecydowanie bardziej, do tego stopnia, że malują sami dekoracje (niegdyś niezła zabawa dla uczniów i ich wychowawców, bardzo integrująca klasy). Szkoda, że rodzice nie zrobili kabaretu, bo tradycji stałoby się zadość. Ale może w przyszłym roku i ten punkt programu zrealizują. Nie mają zresztą wyjścia, płacą to wymagają. Szkoda, że jak zawsze od siebie. Zaangażowanie wychowanków było odwrotnie proporcjonalne, czyli znikome. Niektórzy sprawiali nawet wrażenie, jakby zostali zmuszeni do udziału w balu, ale jak już przyszli to skorzystali z dostępnej rozrywki nawet z nawiązką. Przyszłość więc tej imprezy zapowiada się niezwykle intrygująco, bo tradycja rzecz święta, bez studniówki matura nie byłaby maturą. Kochani rodzice naszych wychowanków bierzcie się zatem do roboty!
Poza tym wszystko było w normie - zawianych, zadymionych, zapłakanych, zakochanych, zaspanych, zachwyconych, zakręconych w tańcu, malkontentów we właściwych proporcjach. Zgodnie z tradycją (nie dajcie sobie wmówić, że kiedyś było inaczej). Jeszcze tylko dwa tygodnie plotek i można zacząć myśleć np. o prezentacji z języka polskiego:)
DB
DB
Subskrybuj:
Posty (Atom)