Skończyłam właśnie cosobotnią celebrę, w
której swoje stałe miejsce znajduje lektura weekendowej Wyborczej, z WO na
czele. To bardziej przyzwyczajenie niż potrzeba, bo pismo zawodzi z miesiąca
na miesiąc coraz bardziej. Czytam je od początku istnienia, ale dziś WO
budzą moje zdziwienie i pytanie kto jest właściwie odbiorcą tej gazety.
Dla mnie było to jedyne pismo o feministycznym nachyleniu , które mogło (acz w
praktyce się nie udało) trafić pod strzechy. Miało rozjaśniać w głowach myślącym,
ale nieco pogubionym kobietom, które zaczynają wprawdzie rozmowę od tekstu
"ja nie jestem feministką, ..." ale w gruncie rzeczy można liczyć na
ich samodzielne myślenie. Ale w WO pojawiają się takie dziwne kwiatki
jak np. list Wiesława z tego tygodnia (20.10), którym redakcja strzela sobie w
stopę. Albo próbuje udawać, że tworzy baaardzo otwarte pismo i publikuje
również baaardzo odmienne stanowiska. Tylko czy to jest w porządku wobec kobiet,
dla których żąda wspomnianych poniżej parytetów i niezależności, w tym
finansowej? Pan Wiesław pisze: "[żona] nie zawdzięcza swojego zadowolenia
ruchom feministek nawołujących do parytetów (...) w uproszczeniu
antagonizujących mężczyzn i kobiety". Niech mu będzie, ale dalej opisuje jak wyznacza żonie
ryczałt na zakupy, jak większe wydatki musi z nim uzgadniać, jak wyznacza jej
10 minut na wyrzucenie z siebie skarg, ale też podkreśla jej zalety: jaka
czyściutka, tolerancyjna, pracowita. I jeszcze jak bardzo p. W. musi się
hamować, żeby nie powiedzieć jej nic przykrego, bo wiadomo, że "jest
niereformowalna i dyskusja nad jej decyzjami nie ma sensu". I na koniec
ten stan rzeczy nazywa tolerancją. A redakcja daje tytuł "Sposób na dobry
związek", a autorowi perfumy. Na pocieszenie żonie także. No brawo!
Gratuluję dobrego samopoczucia, zwłaszcza w kontekście artykułu na kolejnych
stronach o przemocy domowej. No ale list pana W. przecież nie ma z tym nic
wspólnego, prawda? Pani Paulino , napisała Pani takiego zgrabnego
wstępniaka, czego więc przykładem ma być tak beznadziejny list? O co chodzi? Podobnego samobója strzeliły sobie poprzednie WO Ekstra drukując felieton
Mikołejki o wózkowych. Fajnie, drogie kobiety dziennikarki, w imię szeroko
pojętej otwartości, dajecie życie szowinistom (jak ten powyżej) lub nadętym
intelektualistom, którzy mogą bredzić głupoty z poczuciem wyższości, bo kobiety
onieśmielone ich intelektem zgodzą się na publikację krytyki samych siebie. I
dlatego panowie nie muszą zakładać pism tylko dla siebie, o ich dobre samopoczucie i wysokie ego
zadbają same kobiety, nawet w tak ironicznie traktowanych przez niektórych z nich WO. Z poważaniem DB
sobota, 20 października 2012
wtorek, 16 października 2012
Pogratulujmy sobie Narodowego!
To co wydarzyło się dziś na Narodowym, określane przez
dziennikarzy , komentatorów i kibiców jako żenada, kuriozum, kompromitacja,
obciach, hańba (niedawno takie same określenia padały przy okazji afery z trumnami smoleńskimi) ma dla mnie wymiar symboliczny. Ten zatopiony stadion i tysiące
zawiedzionych ludzi, którzy ZAPŁACILI za
bilety to symbol tego kraju – marnotrawstwa, bezmyślności , braku przewidywalności rzeczy i
zjawisk przewidywalnych, braku odpowiedzialności osób decyzyjnych i
ich nieporadności wobec czegoś tak „zaskakującego”
jak…deszcz w październiku! I jeszcze bezczelności, aby prymitywnie szukać dla siebie usprawiedliwienia. Regularne wystawianie się na pośmiewisko to oznaka masochizmu narodowego. Przez wieki neutralizowanego groteskowym humorem, ale hasło "Barejowski miś wiecznie żywy" już coraz mniej bawi. Nie ma się co cieszyć ze słomy wyłażącej już nie tylko z butów, ale i z samego centrum stolicy. Która sobie nawet metra nie umie zbudować, żeby nie zawalić połowy miasta! DB
poniedziałek, 15 października 2012
Sobie w Dniu Belfra
Z okazji DEN, czyli m.in. w Dniu Belfra otrzymałam kilka standardowych życzeń, mniej lub bardziej szczerych (te ostatnie raczej od absolwentów - wszak niczego już od człowieka nie chcą, niczego nie muszą). A teraz zastanawiam się, czego chciałabym pożyczyć sama sobie po tylu latach siłaczkowej pracy? No cóż, dziecięca naiwność to już bezpowrotnie stracona, ale tym bardziej życzę sobie WIARY:
-w podopiecznych, żeby nie infantylnieli,
-w możliwość stałego kontaktu z nimi, zanim przestanę nadążać,
-w sens nauczania o sonetach, dystychach, egzystencjalizmie, judymach i konradach,
-w to, że kiedyś będziemy mieć sensownego ministra oświaty
-że nie osiągnę zbyt szybko stanu bohatera z "Dnia świra".
Poza tym zdrowia, żeby nie skończyć jak Stasia Bozowska, humoru, żeby znosić złośliwości i impertynencje tych, którzy nigdy nie będą mieć wakacji, a zazdroszczą, trochę miłości własnej, bo na ciepłe uczucia społeczeństwa lepiej nie liczyć i wreszcie niekończącej się (na razie) frajdy z faktu wykonywania tej roboty. Tego samego życzę wszystkim innym belfrom w ich belferskiej codzienności:) DB.
A na koniec nie mogę jednak sobie odmówić westchnienia Adasia Miuczyńskiego. Mimo wszystko: Osiem lat podstawówki,
cztery liceum, potem pięć bite studiów, dyplom z wyróżnieniem,
dwadzieścia lat praktyki - i oto mi płacą. Jakby ktoś dał mi w mordę. Ja
p*, k*!...
O bracia poloniści, siostry polonistki, sto trzydzieścioro było nas na pierwszym roku! Myśleliśmy, że nogi Boga złapaliśmy... że oto nas przyjęto do szkoły poetów! "Szkoła poetów", Dżizus, k*a, ja p*ę! Przez pięć lat - stron tysiące, młodość w bibliotekach. A potem - bida, bida i rozczarowanie! A potem beznadzieja i starość pariasa, i wszechporażająca nas wszystkich pogarda, władzy od dyktatury, aż po demokrację, która nas, kałamarzy, ma za mniej niż zero! Dlaczego władza każdej maści ma mnie za nic?! Czy czerwona, czy biała, jestem dla niej śmieciem, k*a! Pod każdą władzą czuję się jak kundel! Czemu nie jestem chamem ze sztachetą w ręku? Ktoś by się ze mną liczył gdybym rzucił cegłą!... A przecież stanowimy sól ziemi... Tej ziemi! Mimo że nie jesteśmy prymitywną siłą, dyktaturami zawsze wstrząsają poeci! Wtedy nas potrzebują, zrozpaczone masy, które nie widzą dalej niż kawał kiełbasy!.
O bracia poloniści, siostry polonistki, sto trzydzieścioro było nas na pierwszym roku! Myśleliśmy, że nogi Boga złapaliśmy... że oto nas przyjęto do szkoły poetów! "Szkoła poetów", Dżizus, k*a, ja p*ę! Przez pięć lat - stron tysiące, młodość w bibliotekach. A potem - bida, bida i rozczarowanie! A potem beznadzieja i starość pariasa, i wszechporażająca nas wszystkich pogarda, władzy od dyktatury, aż po demokrację, która nas, kałamarzy, ma za mniej niż zero! Dlaczego władza każdej maści ma mnie za nic?! Czy czerwona, czy biała, jestem dla niej śmieciem, k*a! Pod każdą władzą czuję się jak kundel! Czemu nie jestem chamem ze sztachetą w ręku? Ktoś by się ze mną liczył gdybym rzucił cegłą!... A przecież stanowimy sól ziemi... Tej ziemi! Mimo że nie jesteśmy prymitywną siłą, dyktaturami zawsze wstrząsają poeci! Wtedy nas potrzebują, zrozpaczone masy, które nie widzą dalej niż kawał kiełbasy!.
piątek, 12 października 2012
Kabaret to nie dom publiczny
Nieporozumienia , czasem awantury
wokół balu studniówkowego są normą. Kłócą się uczniowie, sprzeczają rodzice,
czasem tak skutecznie, że ktoś się obrazi, ktoś odmówi współpracy, inny ktoś zagrozi,
że nie przyjdzie na bal. Szczęśliwie zawsze, wszystko dopięte na ostatni guzik,
kończy się happy endem i wszyscy z ulgą przyjmujemy wzorowe odtańczenie
poloneza oraz resztę studniówkowego niezmiennego repertuaru. Emocjom zresztą
nie ma się co dziwić, to jedyna taka impreza w liceum i ostatnia w cyklu
kształcenia. Nic więc i mnie w tej kwestii nie dziwi, niemniej dziś jednak dałam się
zaskoczyć. Otóż w tym roku najwięcej kontrowersji budzi temat balu. Nie chcąc
zdradzać postronnym osobom wszystkich szczegółów, napiszę, że związany jest z
największym i najbardziej znanym kabaretem na świecie. Rozumiem, że pomysł nie
musi się podobać, wszak o gustach trudno dyskutować, ale najbardziej
zastanawiającym argumentem "przeciw" było stwierdzenie, że temat jest …niestosowny.
Nieco mnie to zdziwiło w ustach młodych ludzi, nie podejrzewałam ich o aż tak
daleko idący purytanizm, ale kiedy usłyszałam go z ust rodziców, mocno mnie
zastanowiło, o co właściwie chodzi. I tu w sukurs przyszedł mi znajomy, który zorientował się,
że nie wszyscy kojarzą pojęcie . Ów znany kabaret wzięty został przez niektórych
za dom publiczny! Reakcja oburzenia jest więc jak najbardziej na miejscu. Brawo
dla obrońców moralności przestrzeni publicznej! Zakładam, że oburzeni zajrzeli
do jakichkolwiek źródeł, aby sprawdzić co zacz, ale jeśli tym źródłem były Google
to pierwsza informacja dotyczy filmu o rzeczonym miejscu i rzeczywiście
sugeruje skojarzenie ze światem kurtyzan i więcej niż lżejszych obyczajów.
Chciałoby się krzyknąć za bohaterem „Jądra ciemności”: zgroza! Tymczasem
kabaret ten to miejsce ekskluzywne, wytworne, związane ze sztuką i rozrywką zarazem,
a więc spełniające warunki bycia INSPIRACJĄ dla imprezy studniówkowej. Nie ma potrzeby,
a wręcz nie jest wskazane, dostosowywanie stroju do wizerunku tancerek kankana. Który
na marginesie często bywa tańczony na studniówkach i jakoś nikt z
konserwatywnej szanownej młodzieży nie oponuje. Temat można zmienić, trzeba
tylko coś zaproponować, poza pretensjami, ale może należałoby zmienić swój poziom elementarnej wiedzy o świecie, albo przynajmniej nabyć odruch doedukowywania się. W końcu nie wszystko musimy wiedzieć, ale wszystko możemy poznać. Warunkiem jest dobra wola i nieustające poczucie żenady z powodu niewiedzy, a nie jak dotychczas arogancja, którą pokrywa się własną ignorancję. DB
czwartek, 11 października 2012
Witaj Jaśko!
Dziś (już wczoraj) w godzinach wczesnorannych moja współblogowiczka porodziła syna. A na imię dano mu Jaśko.
Witaj Jasiu w tym dziwnym, zakręconym, pospiesznym, ale wciąż jeszcze fascynującym świecie. Dane Ci będzie żyć w czasach już dziś trudno przewidywalnych dla nas, ale na pewno nie braknie Ci wrażeń. Wśród 7 miliardów mieszkańców tej planety znajdziesz swoje miejsce i na pewno poczujesz się w nim jak u siebie, o co już zadba Twoja mądra mama. Jakoś Ci ten świat wytłumaczy. Zresztą wszyscy jesteśmy do usług. Kochamy przecież dawać rady:) Z piszącą ten tekst na czele.
Witaj Jasiu w tym dziwnym, zakręconym, pospiesznym, ale wciąż jeszcze fascynującym świecie. Dane Ci będzie żyć w czasach już dziś trudno przewidywalnych dla nas, ale na pewno nie braknie Ci wrażeń. Wśród 7 miliardów mieszkańców tej planety znajdziesz swoje miejsce i na pewno poczujesz się w nim jak u siebie, o co już zadba Twoja mądra mama. Jakoś Ci ten świat wytłumaczy. Zresztą wszyscy jesteśmy do usług. Kochamy przecież dawać rady:) Z piszącą ten tekst na czele.
Ps. I nie martw się, że urodziłeś się w Mieście Którego Nazwy Nie Wypowiadamy - zawsze mogło być gorzej. To akurat będzie proste do naprawienia. DB.
sobota, 6 października 2012
Przepis na jesień
Ps. I jeszcze film "Czekolada" L.Hallströma. DB
niedziela, 30 września 2012
Podpalmy sobie psa
Sobotni przegląd prasy upłynął mi w poszukiwaniu
inspiracji do trochę bardziej niż zwykle optymistycznej refleksji o świecie. I nawet udało się, dwa świetne
wywiady z mądrymi kobietami podniosły mnie na duchu. Ale los jest cyniczny – parę minut temu trafiłam na sierpniową
wprawdzie informację, ale to bez znaczenia, przy której dosłownie krew mnie
zalała: 27-latek ze Wschowy wyrzucił
swojego psa przez okno mieszkania na drugim piętrze. Prokuratorzy oskarżyli go
o znęcanie się nad zwierzęciem ze szczególnym okrucieństwem. To oczywiście wywołuje
wstrząs, ale dopiero dalsza część artykułu przyprawia o zawrót głowy. Otóż
sprawę skierowano do sądu, gościowi groziły 3 lata, ale sędzia uznał zaistniałą
sytuację za …incydent. W uzasadnieniu wyroku: Wyrzucenie psa na beton z 10. piętra można by porównać do takich
zachowań, ale upuszczenie psa na teren ogródka z drugiego piętra już nie (…)Chwilowy
ból fizyczny, brak cierpienia emocjonalnego psa z jednej strony, a z drugiej
strony nerwowe zachowanie pod wpływem impulsu ze strony oskarżonego, bez
szczególnego nastawienia na umyślne zadawanie bólu fizycznego lub cierpień
moralnych sprawiły, iż sąd nie mógł przypisać oskarżonemu przestępstwa
znęcania. Zrobił on tylko tyle i aż tyle, że pod wpływem zdenerwowania wyrzucił
psa do ogródka z drugiego piętra. Jest to zachowanie naganne moralnie, ale nie
wyczerpało znamion artykułu ustawy o ochronie zwierząt. Chwilowy ból fizyczny, impuls ze strony
oskarżonego, zrobił on tylko tyle!! Chyba wzrok mnie mami. Jeżeli wymiar
sprawiedliwości tak bredzi, to nie zachodźmy w głowę, dlaczego matki mordują
dzieci. Bo będąc same dziećmi być może podpalały koty na podwórku albo przywiązywały swoje pupile do drzewa, gdy się
znudziły i nikogo to nie obeszło. Pamiętam sprawę młodych, rzekomo poczytalnych
(czytaj: tzw. normalnych) ludzi, którzy utopili w
Tatrach małego niedźwiadka, tłumacząc się, że
ich zaatakował. (Szczęśliwie sąd wykazał się większym rozsądkiem i
skazał idiotów).
Matka jednego z nich broniła go argumentem, że ukamienowanie zwierzęcia i
utopienie go było obroną konieczną. Jak dorosną to może utopią swoich
starych
dziadków albo będą prać współmałżonków, a biegły sądowy stwierdzi, że to
z
poczucia skrzywdzenia przez sędziego od niedźwiadka. Nie oszukujmy się,
że ktoś
kto nie zawaha się polać benzyną i podpalić zwierzę, nie zrobi tego
bliźnim. Jeżeli kontakt ze słabszym wywołuje agresję, to nie ma
znaczenia,
czy tym słabszym jest chomik, czy człowiek. Dlaczego jednak w
cywilizowanych społeczeństwach prawo reguluje takie sytuacje, a w
naszym Zangaro jak zwykle - incydent? DB
PS.
Lipiec 2011. Z bloku przy ul.
Ogrodowej w Zielonej Górze, ktoś wyrzucił przez okno psa. - Miał otwarte rany
czaszki. Krwawił z okolic oczu. Pod pękniętą w kilku miejscach kością czaszki
odkryto dużego krwiaka - opowiada Bartosz Krieger, starszy inspektor ze Straży
Ochrony Zwierząt. Nie wiem co na to pan sędzia.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



