Sobotni przegląd prasy upłynął mi w poszukiwaniu
inspiracji do trochę bardziej niż zwykle optymistycznej refleksji o świecie. I nawet udało się, dwa świetne
wywiady z mądrymi kobietami podniosły mnie na duchu. Ale los jest cyniczny – parę minut temu trafiłam na sierpniową
wprawdzie informację, ale to bez znaczenia, przy której dosłownie krew mnie
zalała: 27-latek ze Wschowy wyrzucił
swojego psa przez okno mieszkania na drugim piętrze. Prokuratorzy oskarżyli go
o znęcanie się nad zwierzęciem ze szczególnym okrucieństwem. To oczywiście wywołuje
wstrząs, ale dopiero dalsza część artykułu przyprawia o zawrót głowy. Otóż
sprawę skierowano do sądu, gościowi groziły 3 lata, ale sędzia uznał zaistniałą
sytuację za …incydent. W uzasadnieniu wyroku: Wyrzucenie psa na beton z 10. piętra można by porównać do takich
zachowań, ale upuszczenie psa na teren ogródka z drugiego piętra już nie (…)Chwilowy
ból fizyczny, brak cierpienia emocjonalnego psa z jednej strony, a z drugiej
strony nerwowe zachowanie pod wpływem impulsu ze strony oskarżonego, bez
szczególnego nastawienia na umyślne zadawanie bólu fizycznego lub cierpień
moralnych sprawiły, iż sąd nie mógł przypisać oskarżonemu przestępstwa
znęcania. Zrobił on tylko tyle i aż tyle, że pod wpływem zdenerwowania wyrzucił
psa do ogródka z drugiego piętra. Jest to zachowanie naganne moralnie, ale nie
wyczerpało znamion artykułu ustawy o ochronie zwierząt. Chwilowy ból fizyczny, impuls ze strony
oskarżonego, zrobił on tylko tyle!! Chyba wzrok mnie mami. Jeżeli wymiar
sprawiedliwości tak bredzi, to nie zachodźmy w głowę, dlaczego matki mordują
dzieci. Bo będąc same dziećmi być może podpalały koty na podwórku albo przywiązywały swoje pupile do drzewa, gdy się
znudziły i nikogo to nie obeszło. Pamiętam sprawę młodych, rzekomo poczytalnych
(czytaj: tzw. normalnych) ludzi, którzy utopili w
Tatrach małego niedźwiadka, tłumacząc się, że
ich zaatakował. (Szczęśliwie sąd wykazał się większym rozsądkiem i
skazał idiotów).
Matka jednego z nich broniła go argumentem, że ukamienowanie zwierzęcia i
utopienie go było obroną konieczną. Jak dorosną to może utopią swoich
starych
dziadków albo będą prać współmałżonków, a biegły sądowy stwierdzi, że to
z
poczucia skrzywdzenia przez sędziego od niedźwiadka. Nie oszukujmy się,
że ktoś
kto nie zawaha się polać benzyną i podpalić zwierzę, nie zrobi tego
bliźnim. Jeżeli kontakt ze słabszym wywołuje agresję, to nie ma
znaczenia,
czy tym słabszym jest chomik, czy człowiek. Dlaczego jednak w
cywilizowanych społeczeństwach prawo reguluje takie sytuacje, a w
naszym Zangaro jak zwykle - incydent? DB
PS.
Lipiec 2011. Z bloku przy ul.
Ogrodowej w Zielonej Górze, ktoś wyrzucił przez okno psa. - Miał otwarte rany
czaszki. Krwawił z okolic oczu. Pod pękniętą w kilku miejscach kością czaszki
odkryto dużego krwiaka - opowiada Bartosz Krieger, starszy inspektor ze Straży
Ochrony Zwierząt. Nie wiem co na to pan sędzia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz