sobota, 20 października 2012

Szanowna redakcjo!

Skończyłam właśnie cosobotnią celebrę, w której swoje stałe miejsce znajduje lektura weekendowej Wyborczej, z WO na czele. To bardziej przyzwyczajenie niż potrzeba, bo pismo zawodzi z miesiąca na  miesiąc coraz bardziej. Czytam je od początku istnienia, ale dziś WO budzą moje zdziwienie i pytanie kto jest  właściwie odbiorcą tej gazety. Dla mnie było to jedyne pismo o feministycznym nachyleniu , które mogło (acz w praktyce  się nie udało) trafić pod strzechy. Miało rozjaśniać w głowach myślącym, ale nieco pogubionym kobietom, które zaczynają wprawdzie rozmowę od tekstu "ja nie jestem feministką, ..." ale w gruncie rzeczy można liczyć na ich  samodzielne myślenie.  Ale w WO pojawiają się takie dziwne kwiatki jak np. list Wiesława z tego tygodnia (20.10), którym redakcja strzela sobie w stopę. Albo próbuje udawać, że tworzy baaardzo otwarte pismo i publikuje również baaardzo odmienne stanowiska. Tylko czy to jest w porządku wobec kobiet, dla których żąda wspomnianych poniżej parytetów i niezależności, w tym finansowej? Pan Wiesław pisze: "[żona] nie zawdzięcza swojego zadowolenia ruchom feministek nawołujących do parytetów (...) w uproszczeniu antagonizujących mężczyzn i kobiety". Niech mu będzie, ale dalej opisuje jak wyznacza żonie ryczałt na zakupy, jak większe wydatki musi z nim uzgadniać, jak wyznacza jej 10 minut na wyrzucenie z siebie skarg, ale też podkreśla jej zalety: jaka czyściutka, tolerancyjna, pracowita. I jeszcze jak bardzo p. W. musi się hamować, żeby nie powiedzieć jej nic przykrego, bo wiadomo, że "jest niereformowalna i dyskusja nad jej decyzjami nie ma sensu". I na koniec ten stan rzeczy nazywa tolerancją. A redakcja  daje tytuł "Sposób na dobry związek", a autorowi perfumy. Na pocieszenie żonie także. No brawo! Gratuluję dobrego samopoczucia, zwłaszcza w kontekście artykułu na kolejnych stronach o przemocy domowej. No ale list pana W. przecież nie ma z tym nic wspólnego, prawda? Pani Paulino , napisała Pani takiego zgrabnego wstępniaka, czego więc przykładem ma być tak beznadziejny list? O co chodzi? Podobnego samobója strzeliły sobie poprzednie WO Ekstra drukując felieton Mikołejki o wózkowych. Fajnie, drogie kobiety dziennikarki, w imię szeroko pojętej otwartości, dajecie życie szowinistom (jak ten powyżej) lub nadętym intelektualistom, którzy mogą bredzić głupoty z poczuciem wyższości, bo kobiety onieśmielone ich intelektem zgodzą się na publikację krytyki samych siebie. I dlatego panowie nie muszą zakładać pism tylko dla siebie, o ich dobre samopoczucie i wysokie ego zadbają same kobiety,  nawet w tak ironicznie traktowanych przez niektórych z nich WO. Z poważaniem DB


  * rysunek pożyczony  z bloga

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz