Od kilku tygodni nieprzerwanie antybohaterem narodowym jest Jurek O, czyli nieco starszy już pan w czerwonych gaciach, któremu niewiadomo dlaczego nie znudziło się od 21 lat pomaganie bliźnim. Największym
paradoksem tego zjawiska jest fakt, że prowadząc bądź co bądź akcję charytatywną,
podzielił nią społeczeństwo na entuzjastów, sceptyków (ci swoimi argumentami
mierżą mnie najbardziej) i wkur…ch przeciwników. Fascynuje mnie ten fenomen społeczny, który prezentują
Polacy wobec różnych sytuacji, pozytywnych i tragicznych. On nie podlega żadnym
racjonalnym uzasadnieniom czy prawidłom. Jak mamy potop to lud jest pomocny i
współczujący, jak spadnie samolot - to w ramach żałoby ludek skacze sobie do
gardeł, jak dostajemy łomot w sporcie to znów solidarnie krzyczy: Polacy nic
się nie stało (chociaż się stało), jak obchodzimy święto niepodległości to w
dwumarszu – każdy sobie, jak nadchodzą obchody pamięci stanu wojennego, powstania
styczniowego czy innej tragedii historycznej (o nie-tragedie trudno) to znów rwetes
i łapanie za słowa albo łby. I wreszcie jak można pomóc innym i wrzucić coś do
puszki to: tandeta emocjonalna, firma charytatywna ogromnie uprzywilejowana
w stosunku do innych tego typu firm, społeczeństwo zatopione w
samouwielbieniu, bezkrytycznie zachłystujące się tanimi wzruszeniami, finał
WOŚP pokazuje, że my tu w Polsce uwielbiamy się dzielić na tych lepszych,
którzy potrząsając skarbonkami ruszają styczniowym rankiem w poszukiwaniu
dobrych darczyńców i na tych gorszych, którzy drobniaki, swój 1% czy inne oszczędności
lokują gdzie indziej, zbiórki Caritasu są skuteczniejsze, choć cichsze, bo
anonimowe*. Każdy czuje się wywołany do odpowiedzi, zamiast zwyczajnie albo
wrzucić do puszki, albo ją ominąć. Nie jest to, wbrew odczuciom niektórych, przymus. Zgadzam się z Marcinem Dańcem poniżej, ale to nie zmienia faktu, że
gdy najbliższa osoba jest intubowana sprzętem z naklejonym serduszkiem to nie
mam żalu do darczyńców.
Trzeba
mieć tylko charakter, żeby zwyczajnie odmówić udziału w tej akcji, nie tłumacząc się przy tym
i nie
złorzecząc. Równie ładnie jest wspomóc harcerzy w Kauflandzie
zbierających na obóz (czego akurat ja nie robię i nie tłumaczę się
dlaczego), rodziców proszących o pieniądze na przeszczep dla dziecka, czy Cygankę na ulicy, czy
wreszcie z zasady nikogo nie wspierać. Tylko nie dyskutować przy tym , nie
deprecjonować cudzych decyzji. Może to uchroni nas przed zbiorowym , narodowym zadławieniem nienawiścią? DB
*Wybrane cytaty z wypowiedzi publicystów z prawej, lewej i
środkowej strony


Dopiero od niedawna czytam tego bloga i muszę przyznać, że wywarł na mnie ogromne wrażenie. Przede wszystkim-język bloga(bardzo fajnie pisany, czasem nawet w żartobliwy sposób:) i oczywiście tematyka....która porusza nie tylko sprawy szkolne, ale przede wszystkim życiowe. Mam nadzieję, że blog będzie jeszcze długo funkcjonował a ja będę mogła czytać kolejne-mądre posty:)
OdpowiedzUsuńBlog prowadzą naprawdę niezwykłe osoby. Wiem, co mówię, bo znam panie osobiście. Naprawdę polecam.
OdpowiedzUsuńJeśli chodzi o WOŚP, to denerwował mnie jedynie fakt, że na koncercie w Warszawie stała za mną pewna pani, która nie tylko wyrażała negatywne opinie na temat akcji, ale także o samym koncercie. Zastanawiam się, po co chodzić na koncert, jak nie chce się na nim być...