Minęła kolejna studniówka, o której myślałam z lekką paniką,
bo to jednak obowiązek znany z dokładnością co do minuty. Nic nie jest w stanie
człowieka zaskoczyć, począwszy od poloneza Kilara (a przecież przed nakręceniem
„Pana Tadeusza” był jakiś wybór), przez obowiązkowe „przeboje parkietowe”,
niezmienne menu, zestaw identycznych fotek, skończywszy na wymianie obowiązkowych uprzejmości . Nie ukrywam, że studniówkę wpisuję do
harmonogramu koniecznych, ale niechętnie wykonywanych zajęć nauczycielskich. Ale na przekór mojemu malkontenctwu i ku
swojemu właśnie zdumieniu, tegoroczna impreza trochę mnie jednak zaskoczyła. Po
pierwsze zaangażowanie podopiecznych w przygotowanie swojego balu było
imponujące. Okupione oczywiście brakiem obecności w szkole, nieco na wyrost,
ale efekt godny jest odnotowania. Pomimo początkowych zawirowań związanych z
niezrozumieniem motywu tematycznego imprezy, wystrój sal okazał się wielce miły
dla oka (i ucha – francuska muza na schodach, i podniebienia – czekoladowy grzech
w postaci fontanny). Najsłynniejszy czerwony wiatrak przed wejściem do lokalu oznajmiał mieszkańcom Miasta, Którego Nazwy Nie Wypowiadam kto się bawi. Również kabaret i polonez, do których tak trudno było namówić
ludzi, miały swoją klasę. Panowie
tańczący kankana to zupełnie odmienna kategoria, tu należy mówić o ogromnej
odwadze, bo w szkolnych realiach zdobyć się na dystans wobec siebie i wystawić
się na śmiech (a przecież zawsze istnieje ryzyko, że również na śmieszność) nie
jest łatwo. Również kamerzyści, w zdecydowanie mniejszej ilości niż zwyczajowo,
byli w tym roku jakby bardziej dyskretni.
Rodzice jak zwykle - sprawni, czujni, pomocni, doświadczeni wzięli na siebie
ciężar całonocnego „panowania nad sytuacją”, bo to jakiś słabogłowy mógł się trafić. Było więc proporcjonalnie:
estetycznie, zabawnie, tragikomicznie (zawirowania sercowe) i baaardzo parysko z tą
szczyptą pikanterii w postaci Lasku Bulońskiego. Trzeba mieć tę fantazję i odwagę, zwłaszcza w Mieście Którego Nazwy Nadal Nie Wypowiem:) Wprawdzie nie wszyscy ją mieli od początku przygotowań, ale ponieważ zgorszonych nie było, więc lekcję otwartości na nowe uważam za odrobioną. DB
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz