niedziela, 13 stycznia 2013

Tradycja z odrobiną pikanterii, czyli studniówka 2013

Minęła kolejna studniówka, o której myślałam z lekką paniką, bo to jednak obowiązek znany z dokładnością co do minuty. Nic nie jest w stanie człowieka zaskoczyć, począwszy od poloneza Kilara (a przecież przed nakręceniem „Pana Tadeusza” był jakiś wybór), przez obowiązkowe „przeboje parkietowe”, niezmienne menu, zestaw identycznych fotek, skończywszy na wymianie  obowiązkowych uprzejmości . Nie ukrywam, że studniówkę wpisuję do harmonogramu koniecznych, ale niechętnie wykonywanych zajęć nauczycielskich.  Ale na przekór mojemu malkontenctwu i ku swojemu właśnie zdumieniu, tegoroczna impreza trochę mnie jednak zaskoczyła. Po pierwsze zaangażowanie podopiecznych w przygotowanie swojego balu było imponujące. Okupione oczywiście brakiem obecności w szkole, nieco na wyrost, ale efekt godny jest odnotowania. Pomimo początkowych zawirowań związanych z niezrozumieniem motywu tematycznego imprezy, wystrój sal okazał się wielce miły dla oka (i ucha – francuska muza na schodach, i podniebienia – czekoladowy grzech w postaci fontanny). Najsłynniejszy czerwony wiatrak przed wejściem do lokalu oznajmiał mieszkańcom Miasta, Którego Nazwy Nie Wypowiadam kto się bawi.  Również kabaret i polonez, do których tak trudno było namówić ludzi, miały swoją klasę.  Panowie tańczący kankana to zupełnie odmienna kategoria, tu należy mówić o ogromnej odwadze, bo w szkolnych realiach zdobyć się na dystans wobec siebie i wystawić się na śmiech (a przecież zawsze istnieje ryzyko, że również na śmieszność) nie jest łatwo. Również kamerzyści, w zdecydowanie mniejszej ilości niż zwyczajowo,  byli w tym roku jakby bardziej dyskretni. Rodzice jak zwykle - sprawni, czujni, pomocni, doświadczeni wzięli na siebie ciężar całonocnego „panowania nad sytuacją”, bo to jakiś słabogłowy  mógł się trafić. Było więc proporcjonalnie: estetycznie, zabawnie, tragikomicznie (zawirowania sercowe) i baaardzo parysko z tą  szczyptą pikanterii w postaci Lasku Bulońskiego. Trzeba mieć tę fantazję i odwagę, zwłaszcza w Mieście Którego Nazwy Nadal Nie Wypowiem:) Wprawdzie nie wszyscy ją mieli od początku przygotowań, ale ponieważ zgorszonych nie było, więc lekcję otwartości na nowe uważam za odrobioną.  DB

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz