Mijający właśnie tydzień obfitował
w mediach, jak zwykle zresztą, w same dramaty. Pogrzeb 5-letniej Klaudii
zakatowanej przez rodzinę zastępczą, śmierć 7-letniej dziewczynki z rąk, rodzonej
tym razem, matki, szperanie w grobach ofiar katastrofy smoleńskiej, minister
sprawiedliwości, który ma w nosie prawo
i jeszcze ksiądz z obnażonymi kolanami, z których radosna dziatwa zlizuje coś.
Oczywiście fakt, że te, a nie inne wiadomości stały się newsami to tylko
zasługa przemyślnej, acz wciąż nie do końca zrozumiałej dla mnie, polityki
mediów. Jasne, że informacje złe są bardziej medialne, łatwiej sprzedawalne,
wzbudzające natychmiastową reakcję odbiorców. Ale przecież równie pociągające
mogą być wydarzenia z happy endem, czego przykładem jest wieńczący tydzień news
o ślubie córki byłego prezydenta! Ekscytowało się tym trzy czwarte kraju i było
miło, i gawiedź miała co komentować – zarówno entuzjastycznie, jak i w stylu
klasycznym, czyli zjadliwo-złośliwie. A przecież w mijającym tygodniu zdarzyło
się też: w Gdańsku urodziły się czworaczki – zdrowe dziewczynki, Coldplay
zagrał podobno świetny koncert w Warszawie, stojący od 27 lat czołg w Wołominie
pomalowany został przez nieznanych pacyfistycznych sprawców na różowo.
Medialne? Niezbyt, ale za to mniej stresujące. Po co mi kolejna informacja o
durnym ministrze, który non stop popełnia gafy, nie przesadzajmy z doniosłością
księżynych kolan wysmarowanych śmietaną zlizywaną przez dzieciarnię. Jak są
głupie to ich sprawa, a jeśli ktoś chce zwrócić uwagę na seksualne afery w
kościele to było ku temu wiele lepszych okazji, których media jakoś nie
pociągnęły, na przykład do prokuratury. Jesteśmy samonienawidzącym się
narodem, sfrustrowanym do granic możliwości. Może w ramach terapii należałoby
obowiązkowo codziennie aplikować mu neutralne wieści, co skutkowałoby np. mniejszym poziomem dzieciobójstwa? Propozycja dla ministra Gowina w nadchodzącym tygodniu. DB.
niedziela, 23 września 2012
sobota, 15 września 2012
Welcome to Zangaro
Jest w „Psach wojny” taka scena, gdy Christopher
Walken grający najemnika, przylatuje do
afrykańskiego kraju i na lotnisku zostaje kulturalnie ograbiony przez
miejscowego celnika. W trakcie rewizji urzędnik „sprawiedliwie” dzieli zawartość walizki i kieszeni bohatera, a na koniec
stemplując paszport z cynicznym uśmiechem wita w Zangaro. Kraj jest fikcyjny,
ale w kontekście całego filmu stał się symbolem bezprawia i kacykostwa. Opisana
scena nieodmiennie przychodzi mi na myśl , gdy czytam o absurdach w naszym rodzimym
Zangaro. Wystarczy z ostatnich kilku dni zestawić takie oto fakty: prezes Sądu
Okręgowego w Gdańsku Ryszard Milewski daje się wmanewrować jak dziecko podrzędnemu
(i żądnemu sławy) dziennikarzowi i choć czuje się wykorzystany to nie pierwsza
podejrzana sprawa, w jaką się wpakował. No cóż, kancelaria pana premiera to
siła, wobec której nawet niezawisłość pana sędziego mięknie. Drugi, równoległy
fakt, to ogłoszenie „sprawiedliwego” wyroku w sprawie mafii pruszkowskiej. Na około 200
postawionych zarzutów ponad połowa zakończyła się uniewinniająco, bo
prokuratura nie przyłożyła się, wg pani sędzi, do zebrania profesjonalnego materiału dowodowego.
Co tam mafia , za to w tym samym
tygodniu skazano twórcę portalu antykomor.pl. Roberta Frycza,
oskarżonego o znieważenie prezydenta. Uznano go za winnego i skazano na karę ponad roku ograniczenia wolności z obowiązkiem
wykonywania 40 godzin prac społecznych miesięcznie. Co ciekawe facet miał też
postawiony zarzut fałszowania dokumentów i od tego go uniewinniono. Strona
obrażająca pana prezydenta była beznadziejna, ale ilość beznadziejnych i
żenujących treści pod adresem różnych ludzi jest w Internecie oceanicznie
wielka, a jakoś ABW nie pakuje się
wszystkim obrażającym innych do mieszkań nad ranem i nie konfiskuje komputerów.
Zestawienie tych faktów jest być może nadużyciem, może nawet demagogią, ale trudno mi z pozycji przeciętnego odbiorcy coraz absurdalniejszej rzeczywistości, oprzeć się wrażeniu, że Temida w tym kraju, oprócz tego, że standardowo ślepa, częściej bywa indolentna albo
cyniczna. DB
poniedziałek, 10 września 2012
Matki i inwalidzi kontra profesor i polityk
Dwie informacje, z pozoru dość odległe.
1. Prof.
Zbigniew Mikołejko, filozof i historyk religii, humanista, pisze do Wysokich Obcasów Extra tekst w stylu monologu Adasia Miauczyńskiego,
jak to przeszkadzają mu w życiu matki z wrzeszczącymi bachorami, rozpychające
się wózkami, zaniedbane intelektualnie, depczące jego podblokowy trawnik, łączące
się przy tym w „stadne formacje”. Felieton wydał mi się groteskowy i z
przymrużeniem oka, choć dziwił w takim piśmie. Profesor jednak rozwinął temat w
radiu i zrobiła się z tego publiczna pyskówka z użyciem wojennej retoryki. Nie
chodzi o to, żeby ”świętości nie szargać”, ale opowiadanie o matkach (wobec których
to państwo jest już dostatecznie opresyjne), że swoją i potomków obecnością, w
swej bezmyślności i zadufaniu zatruwają życie pragnącym spokoju filozofom/profesorom, którzy sobie na niego ciężko zapracowali (w przeciwieństwie,
oczywiście, do nic nierobiących, puszących się swym macierzyństwem kobiet) jest zwyczajną małostkowością.
2. Janusz
Korwin-Mikke, publicysta, polityk,
poseł,
pisze na swoim blogu: Każdy ma prawo uprawiać
dowolne ćwiczenie fizyczne i urządzać dowolne zawody. Można się tylko cieszyć,
że inwalidzi też organizują zawody. Ze sportem nie ma to jednak wiele wspólnego
– równie dobrze można by organizować zawody w szachy dla debili;
Cywilizacja europejska, która panowała nad
światem, stawiała na najmądrzejszych, najsilniejszych, najinteligentniejszych,
najszybszych – a obecna anty-cywilizacja za najważniejsze uważa forowanie
biednych, głupich, niezaradnych – i również inwalidów;
Ludzie z defektami odruchowo starają się je
ukrywać. Inni starają się takich ludzi unikać. Kiedy kobieta ma pryszcz na
twarzy – stara się nie wychodzić z mieszkania. Podobnie z inwalidami;
I nie chodzi o estetykę: w społeczeństwie
obowiązuje zasada: „Z kim przestajesz, takim się stajesz”, więc i oglądanie –
godnych podziwu skądinąd - wysiłków para-sportowców może przynieść -
przejściowe, na szczęście - zaburzenia w motoryce.
Byli
już tacy wielcy
estetycy historii, co proponowali ukrywanie „innych” w obozach
koncentracyjnych. Ale za takie porównanie pan Korwin –Mikke obraża się i pozywa
do sądu.
Oba teksty napisali ludzie
wybitnie inteligentni, wykształceni, bystrzy obserwatorzy rzeczywistości, niepoprawni politycznie – jak
o sobie piszą. Tym bardziej mnie one przerażają. Dla tych panów dzielenie przestrzeni
publicznej z ludźmi odbiegającymi od ich estetycznych wyobrażeń jest ogromnym dyskomfortem.
Niestety cywilizacja europejska, na którą powołuje się pan K-M, owszem stawiała
na najsilniejszych i najszybszych, ale w czasach Sparty, dziś wyznacznikiem ucywilizowania
jest właśnie stosunek do słabszych, mniejszych, innych. I jak się okazuje w tej
kwestii nie zeszliśmy jeszcze z drzewa. No, ale w końcu siedzimy na nim z profesorem i politykiem.DB
czwartek, 6 września 2012
Religijna zagadka
Początek roku szkolnego to (oprócz dramatów wypisanych na twarzach podopiecznych,
że to stało się już) konieczność składania
różnego rodzaju deklaracji. Dotyczą one wyboru kół zainteresowań, przedmiotów
zdawanych na maturze, uczestniczenia w zajęciach przygotowania do życia w
rodzinie (co za durne hasło!), wychowania fizycznego i wreszcie lekcji religii.
Ten ostatni przedmiot budzi najdziwniejsze reakcje i jego temat wałkowany jest od
czasu do czasu w mediach, ale raczej ostrożnie, bo zawsze kończy się zarzutem
świętej inkwizycji, że to brutalny atak na kościół/ wiarę. Nie ma więc sensu odgrzewać niezdrowej dyskusji,
ale mnie interesuje – z własnego podwórka - dlaczego tak mała część uczniów
uczciwie rezygnuje z uczestnictwa w tych lekcjach, a tak duża wciąż deklaruje to
uczestnictwo. Jednocześnie nie szanując ani prowadzącego, ani przedmiotu, ani
wreszcie kolegów, którzy akceptują taką formę zajęć, nie wspominając o „mieniu
szkolnym”, intensywniej niż na innych lekcjach niszczonym. Lekcje religii to
chaos, wychodzenie z sali, totalna nonszalancja w zachowaniu, brak
zainteresowania. To ostatnie akurat spotykam na większości lekcji, ale nie tak
ostentacyjne. A przecież każda lekcja religii zaczyna się modlitwą, czyli
jakiegoś rodzaju wyciszeniem, rozmową, refleksją…? Wiem, że to argument
poniżej pasa, ale sam się prosił o użycie.
Czytam wywiady z księżmi –
intelektualistami (to ważne doprecyzowanie), pracującymi w szkole. Opowiadają
horrory, są bezradni, nieprzygotowani do kontaktu ze współczesnym uczniem. Takim,
który przychodzi na religię i pod nosem mruczy pod adresem księdza: pedofil.
Ale jeśli ktokolwiek spróbuje rozmawiać z nim np. o wyprowadzeniu tych zajęć ze
ś w i e c k i e j w
końcu szkoły to narazi się na niemniej obraźliwe określenia. Ten uczeń nie zna podstawowych informacji z
Biblii, nie uczestniczy w żadnej dyskusji, chyba że prowokującej do okazania
bezradności duchownego. Po co więc siedzi na zajęciach? Dlaczego nie ma odwagi
zdeklarować się na „nie”? Bo zdecydowanie brak mu odwagi, aby porozmawiać o tym
z rodzicami, uzyskać ich zgodę. Lepiej poniżyć innych swoją ostentacyjną lub
znużoną obecnością na lekcji o swoim Bogu .
DB
poniedziałek, 3 września 2012
Na dobry początek
No to ja też,
nieco spóźniona, wracam. Nie da się dłużej uciekać od tematu,
przymykać oczu na datę, udawać, że to się nie stało. Stało
się. Wakacje dobiegły końca, rozpoczął się nowy rok szkolny. Od
rana po mieście maszerowały dzieci i młodzież w odświętnych
ubraniach. Od jutra lekcje, nauka, plan dnia, pobudka za wcześnie,
za dużo zadane, za mało czasu wolnego. Jak by tu wystartować, jak
się nie dać jesieni, która nadchodzi i nie ma na to rady?
Szperanie internetowe zawiodło mnie na różne ciekawe strony i
znalazłam, dawno niewidziane 10 przykazań liberalizmu
Bertranda Russella. Może one, noszone w głowie, przemyśliwane,
odrzucane lub przyswajane zainspirują ludzi po obu stronach biurka
do... czegoś dobrego.
- Nie czuj się całkowicie pewny czegokolwiek.
- Nie sądź, że warto iść do przodu ukrywając dowody, bo dowody z pewnością zostaną ujawnione.
- Nigdy nikogo nie zniechęcaj do myślenia, nawet jeśli jesteś pewien, że ci się to uda.
- Kiedy spotykasz się ze sprzeciwem, nawet ze strony żony/męża lub dzieci, staraj się pokonać go argumentacją, a nie autorytetem, ponieważ zwycięstwo oparte na autorytecie nie ma wartości i jest iluzoryczne.
- Nie miej szacunku dla autorytetu innych, bo zawsze można znaleźć autorytety przeciwne.
- Nie używaj siły do likwidowania poglądów, które uważasz za szkodliwe, bo jeśli tak zrobisz, to te poglądy zlikwidują ciebie.
- Nie bój się mieć ekscentrycznych przekonań, bo każda opinia, teraz akceptowana, kiedyś była ekscentryczna.
- Znajduj więcej przyjemności w inteligentnej różnicy zdań niż w pasywnej zgodzie, bo jeśli cenisz inteligencję tak jak powinieneś, to to pierwsze oznacza większą zgodę, niż to drugie.
- Bądź bezwzględnie prawdomówny, nawet gdy prawda jest niewygodna, ponieważ bardziej niewygodne są próby jej ukrycia.
- Nie
zazdrość szczęścia tym, którzy żyją w raju głupców, bo
tylko głupiec sądzi, że jest to szczęście.
Powodzenia
w nowym roku wszystkim życzę.
AJ
środa, 29 sierpnia 2012
O warunkach - koniecznych i zbytecznych
Choć finałowe odliczanie dopiero zaczęte, pożegnalne imprezy
dopiero planowane, do pierwszego dzwonka jeszcze chwila, to dzisiejszy dzień w
szkole był wypełniony niezdrową atmosferą lęku, oparami wzmożonego stresu i minorowymi
nastrojami zainteresowanych – krótko mówiąc: egzaminy poprawkowe. Stan
przygotowania zróżnicowany, podobnie jak sposób podejścia do sprawy. Zgadzam
się, że wakacje nie są najlepszym terminem do wkuwania czegokolwiek, ale każdy
ze zdających dziś miał wybór. Ocena dopuszczająca jest w zasięgu każdego, nawet
średnio roz- i ogarniętego człowieka. Można więc wnioskować,
że niektórzy lubią podwyższony stan adrenaliny i świadomie fundują sobie
przeszkody. Duża część tych ryzykantów w rzeczywistości nie ryzykowała nic,
zadbała o to minister Hall, wprowadzając promocję warunkową. Równie groteskowy
pomysł jak Giertychowska amnestia maturalna. Tzw. warunek kojarzy mi się ze zwolnieniem warunkowym z zakładu karnego.
Tyle, że tam należy sobie zapracować na
wyjście, a tu wręcz przeciwnie – można robić nic. Jedno wszakże jest wspólne –
zwolniony więzień i warunkowy uczeń są na cenzurowanym. Drugiej szansy nie
będzie. W tzw. dorosłym życiu zwłaszcza nie. Skąd więc pomysł, żeby fundować
młodym ludziom ułudę w postaci zgody na brak odpowiedzialności i ponoszenia konsekwencji?
W wyżej wspomnianym tzw. dorosłym życiu istnieją głównie warunki konieczne, czasami
wystarczające. Zawsze jednak wysoko moralnie
i etycznie oprocentowane. Te szkolne natomiast uczą cwaniactwa i kombinowania. Na studiach można będzie kontynuować proceder.
Ale w końcu za zgodą samego ministerstwa EDUKACJI.
Ale w końcu za zgodą samego ministerstwa EDUKACJI.
Ps. Gratulacje dla tych, którzy zachowali się dziś przyzwoicie i
nie trzeba było zniżać się do żadnych warunków.
DB
Pourlopowy niepokój
Szanowni Czytelnicy, wracamy. Koniec złudnej nadziei, że ten
upajający stan wolności może trwać wiecznie. Czekaliśmy na wakacje, potem były
wakacje, ale już ich niestety NIE MA. Liczę
sobie powakacyjne zyski i straty, w poczet tych ostatnich wpisując fakt, że
dobre musiało się skończyć. Powrót z wakacji to nie tylko powrót do
codziennych, skrupulatnie zaplanowanych obowiązków, rytmu dnia, którego początek
przez 5 dni w tygodniu obwieszcza nienawistny dźwięk budzika, to powrót do konwencji,
wymuszonych relacji, trudnej sztuki codziennej dyplomacji, zderzania się z opiniami
innych, do rzeczywistości politycznej, której
dłużej nie można ignorować. Fajnie było poudawać, że tego nie ma, że jest się
wolnym od jakiegokolwiek „muszę”, że można było się obyczajowo rozleniwić. Stąd teraz ten pourlopowy niepokój. Wkrótce
zmieni się w stan permanentny i przestanie być dojmujący, a nawet zauważalny,
ale dziś jeszcze jest.
Na dowód, że wracam do świata groteskowo - niezrozumiałego, coś co wywołało jednak moją radosną reakcję, nawet przy świadomości końca wakacji - dzieło hiszpańskiej staruszki, pani C. Gimenez:
Oryginał może i był nieco ładniejszy, ale za to nie tak oszałamiająco popularny jak jego odnowiona - awangardowa wersja. Miny konserwatorów, księdza proboszcza parafii w Borja i wreszcie samej zainteresowanej - bezcenne!
Z gorzko-słodkim powitaniem DB.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


