środa, 29 sierpnia 2012

Pourlopowy niepokój

Szanowni Czytelnicy, wracamy. Koniec złudnej nadziei, że ten upajający stan wolności może trwać wiecznie. Czekaliśmy na wakacje, potem były wakacje, ale już ich niestety NIE MA. Liczę sobie powakacyjne zyski i straty, w poczet tych ostatnich wpisując fakt, że dobre musiało się skończyć. Powrót z wakacji to nie tylko powrót do codziennych, skrupulatnie zaplanowanych obowiązków, rytmu dnia, którego początek przez 5 dni w tygodniu obwieszcza nienawistny dźwięk budzika, to powrót do konwencji, wymuszonych relacji, trudnej sztuki codziennej dyplomacji, zderzania się z opiniami innych,  do rzeczywistości politycznej, której dłużej nie można ignorować. Fajnie było poudawać, że tego nie ma, że jest się wolnym od jakiegokolwiek „muszę”, że można było się obyczajowo rozleniwić. Stąd teraz ten pourlopowy niepokój. Wkrótce zmieni się w stan permanentny i przestanie być dojmujący, a nawet zauważalny, ale dziś jeszcze jest. 
Na dowód, że wracam do świata groteskowo - niezrozumiałego, coś co wywołało jednak moją radosną reakcję, nawet przy świadomości końca wakacji - dzieło hiszpańskiej staruszki, pani C. Gimenez:

Oryginał może i był nieco ładniejszy, ale za to nie tak oszałamiająco popularny jak jego odnowiona - awangardowa wersja. Miny konserwatorów, księdza proboszcza parafii w Borja i wreszcie samej zainteresowanej - bezcenne!
Z gorzko-słodkim powitaniem DB.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz