środa, 9 listopada 2016

Sacrum, profanum i słoma z butów

Zastanawiałam się, która z wiadomości minionego tygodnia  z kraju i ze świata głębiej wgniecie mnie w fotel lub wywoła zdumienie podnoszące brwi na środek czoła. Może należałoby wprowadzić kategorie: jeszcze śmieszne, już nie śmieszne, absurdalne, niebezpieczne, księżycowe, groteskowe i „ale o co chodzi?”. Miałabym jednak problem z klasyfikacją pomysłów naszych ministrów i  reformatorów z Wiejskiej – nadają się bowiem do wszystkich ww. kategorii. No, może poza pierwszą, bo z duetu „śmieszno i straszno” zostało tylko to ostatnie. Żeby jednak nieco rozjaśnić mroki rzeczywistości i udawać przez kilka godzin, że ten cyrk wokół nas nie istnieje, pojechałyśmy z AJ do teatru, w oczekiwaniu wrażeń przyjemnych i w celu otarcia się o Kulturę Bardzo Wysoką.
                Kultura przyjechała aż z Brazylii w postaci spektaklu What if they went to Moscow?
w reż. Christiane Jatahy. Odsyłam do http://nowaklasyka.pl/what_trailer.html. Naprawdę warto, ale i  tak nie obejrzycie , bo była to akcja festiwalowa i nie do powtórzenia :). Nie o sztuce wszakże chciałam napisać, ale o nowych, pogańskich zwyczajach wśród publiki, zgromadzonej licznie i wyglądającej ślicznie (czytaj: odświętnie, elegancko, niekiedy karnawałowo, a niekiedy pogrzebowo – np. ja). Lubię przyglądać się innym widzom, bo to jednak współuczestnicy Kultury Bardzo Wysokiej, czyli trochę jak w kościele - godna postawa, wystudiowany stan skupienia, czasami ukradkowe ziewnięcie, wyraz zrozumienia rysujący się zmarszczką na czole i poczucie obecności absolutu. Podoba się w tym przybytku czy nie, widz teatralny zachować się umie. Tzn. umiał, bo właśnie w tej materii coś się zmieniło. Pojawił się nowy typ, chyba dość przypadkowy, który nie krępując się aurą teatralnego sacrum i nie zważając na tworzących tę aurę aktorów: bawi się komórką świecąc ekranem w ciemnościach sali, komentuje „scenicznym szeptem”, że coś mu się nie podoba, odwija cukierki z szeleszczącego papierka i wreszcie znudzony wychodzi po 10 minutach przedstawienia, tuż przed  nosami zaangażowanych twórców. Profan(-ka) wali przy tym obcasami koncentrując na sobie uwagę i dekoncentrując zarówno tych na scenie, jak i na widowni. Dawno temu byłam świadkiem, kiedy aktor przerwał sztukę, słysząc szepcących do siebie ludzi. Zrobiło to na wszystkich wrażenie, ale dziś profan wzruszy co najwyżej ramionami. 
               No, marzyło się wieszczowi, żeby sztuka zeszła pod strzechy, więc teraz ci spod strzechy dotarli do wieszcza. Tylko nie otrzepali się zbyt dokładnie ze słomy. DB

źródło: Monika Petryna https://palcowkishortykomiksowe.wordpress.com, www.facebook.com/PalcowkiShortyKomiksowe





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz