Mijający właśnie tydzień obfitował
w mediach, jak zwykle zresztą, w same dramaty. Pogrzeb 5-letniej Klaudii
zakatowanej przez rodzinę zastępczą, śmierć 7-letniej dziewczynki z rąk, rodzonej
tym razem, matki, szperanie w grobach ofiar katastrofy smoleńskiej, minister
sprawiedliwości, który ma w nosie prawo
i jeszcze ksiądz z obnażonymi kolanami, z których radosna dziatwa zlizuje coś.
Oczywiście fakt, że te, a nie inne wiadomości stały się newsami to tylko
zasługa przemyślnej, acz wciąż nie do końca zrozumiałej dla mnie, polityki
mediów. Jasne, że informacje złe są bardziej medialne, łatwiej sprzedawalne,
wzbudzające natychmiastową reakcję odbiorców. Ale przecież równie pociągające
mogą być wydarzenia z happy endem, czego przykładem jest wieńczący tydzień news
o ślubie córki byłego prezydenta! Ekscytowało się tym trzy czwarte kraju i było
miło, i gawiedź miała co komentować – zarówno entuzjastycznie, jak i w stylu
klasycznym, czyli zjadliwo-złośliwie. A przecież w mijającym tygodniu zdarzyło
się też: w Gdańsku urodziły się czworaczki – zdrowe dziewczynki, Coldplay
zagrał podobno świetny koncert w Warszawie, stojący od 27 lat czołg w Wołominie
pomalowany został przez nieznanych pacyfistycznych sprawców na różowo.
Medialne? Niezbyt, ale za to mniej stresujące. Po co mi kolejna informacja o
durnym ministrze, który non stop popełnia gafy, nie przesadzajmy z doniosłością
księżynych kolan wysmarowanych śmietaną zlizywaną przez dzieciarnię. Jak są
głupie to ich sprawa, a jeśli ktoś chce zwrócić uwagę na seksualne afery w
kościele to było ku temu wiele lepszych okazji, których media jakoś nie
pociągnęły, na przykład do prokuratury. Jesteśmy samonienawidzącym się
narodem, sfrustrowanym do granic możliwości. Może w ramach terapii należałoby
obowiązkowo codziennie aplikować mu neutralne wieści, co skutkowałoby np. mniejszym poziomem dzieciobójstwa? Propozycja dla ministra Gowina w nadchodzącym tygodniu. DB.

Dopiero co trafiłem na tego bloga, więc wypada się przywitać. Dobry wieczór zatem! Będę jednocześnie na tyle bezczelny, że od razu przejdę do krótkiego komentarza. Za trafne uważam spostrzeżenie, że nasze media serwują, i tak sfrustrowanemu i znerwicowanemu społeczeństwu, informacje, które nie napawają zbytnim optymizmem. Powiem więcej, rzeczywistość (ta medialna) roi się od wszelkiego rodzaju tragedii i nieszczęść, a przecież rzeczywistość jest jednak troszeczkę bardziej pozytywna. Nie chcę popadać w banał, ale gdyby istniał choć parytet dobrych i złych wiadomości serwowanych nam w serwisach informacyjnych człowiekowi byłoby chyba lepiej. Media wywierają duży wpływ na postrzeganie świata wokół, niejako go kreują. Normalny zjadacz chleba, który posiada przecież swoje własne problemy, zarzucany jest "dramatami z telewizora". Przez to chyba każdy z nas myśli, że świat jest gorszy niż jest naprawdę. Wisienkę na torcie stanowi polityka i wszystko co wokół niej. Jakość życia politycznego w Polsce jest na tyle niska, że widząc - chcąc nie chcąc - ciągle te same twarze, ma się ochotę zwymiotować.
OdpowiedzUsuńI tym pozytywnym akcentem zakończę mój pierwszy wpis. ;)
PS. Życzę wytrwałości w prowadzeniu bloga i trzymam za Panie kciuki!
Media pokazują to, co opłaca im się pokazywać. Historie chwytające za serce są chętnie komentowane, powtarzane i generują popularność. Polityka podobnie. A tylko o to chodzi. Media od jakiegoś czasu się tabloidyzują (istnieje takie słowo?) i raczej nic na to nie poradzimy. Dziennikarze pracują na coraz niższym poziomie, zwalnia się tych doświadczonych a zatrudnia młokosów bo można im mniej płacić, załatwia się w telewizji własne interesy, pije na umór, a niektórzy dziennikarze są z technologiami 15 lat do tyłu. Nie ma się co dziwić.
OdpowiedzUsuńA gdyby taki Kowalski czasami przeczytał książkę, obejrzał dobry film, wyszedł do lasu na spacer czy pobawił się z psem to by wiedział, że świat jest piękny. Wystarczy go sobie nie niszczyć i nie utrudniać życia.