Zaprawdę szczęśliwy to kraj, w którym pokonany po długiej
batalii kandydat na najwyższe stanowisko w państwie gratuluje, tuż po swej
przegranej, przeciwnikowi i uznaje w nim również swojego prezydenta. To
nieznana w naszej rzeczywistości forma kultury politycznej. Oczywiście, że dzisiejsze słowa Romneya to kurtuazja i przejaw dalszej
gry politycznej, ale tym bardziej zaskakuje opanowaniem i obyciem. Nie należę
do grona wielbicieli Ameryki, nie po
drodze mi ze świadomością tego narodu, ale ze względu na jego różnorodność i
wszechstronność, trudno się mu nie przyglądać z ciekawością, czasami nawet
zazdrosną ciekawością. Towarzyszyła mi ona w trakcie podglądania ichniejszej kampanii
wyborczej, której zasady są dla mnie tyle samo zrozumiałe co zasady bejsbolu,
ale przedmiotem zazdrości było coś innego. Oto społeczeństwo, które nie musi
wybierać swojego polityka w kategoriach mniejszego i większego zła. Cała kampania
prezydencka pokazała, że oprócz zrozumiałych różnic w poglądach i
propozycjach dla wyborców, obaj panowie
reprezentują klasę, kulturę, wykształcenie i opanowanie we wzajemnej
dyskredytacji. Obaj też są bardzo religijni i to mogło się dobrze sprzedawać wśród
pobożnych Amerykanów. A jednak ten bardziej zaangażowany religijnie przegrał.
Społeczeństwo, nawet to przysięgające na Biblię, nie godzi się na związek
polityki z religią. Pieniądze w kampanii, które mogłyby pochodzić z
jakiegokolwiek kościoła, zawsze grożą uwikłaniem. I jak wtedy decydować o sprawach takich jak in vitro, aborcja,
antykoncepcja? Oni akurat te problemy mają rozwiązane, ale gdyby tak zasadę tę zastosowali polscy politycy, wychodząc z
cienia toruńskiego sędziego sumień! Gdyby chociaż przestali po katolicku
obrzucać się językiem nienawiści (który
za chwilę zbierze kolejne żniwo w trakcie Marszu Niepodległości), gdyby wreszcie zauważyli, że oprócz formy monologu, istnieje trudna wprawdzie, ale osiągalna sztuka rozmowy, gdyby.... Ale wtedy jeszcze, nie daj boże, powiałoby u nas Ameryką. DB
Rys. Rafał Zawistowski
Pytanie z innej beczki: Według Pani w jakim filmie występuje zagubiony bohater ?
OdpowiedzUsuńA precyzyjniej?
OdpowiedzUsuńBohater zagubiony w świecie
OdpowiedzUsuńTo i tak jest bardzo ogólnikowe sformułowanie, bo owo zagubienie może mieć milion przyczyn i twarzy. To w ogóle temat przewodni zarówno literatury, jak i filmu. Niezagubiony to był chyba tylko James Bond:)Filmy, które przychodzą mi do głowy na szybko to np. "Wszystko za życie" S. Penna, , "Orbitowanie bez cukru" B.Stillera , "Życie ukryte w słowach"I. Coixet, "Wstyd" S. McQueena, "Droga do szczęścia" S. Mendesa. Dwa ostatnie bardzo dramatyczne.Te filmy są bardzo różne, ale nie wiem do czego mają posłużyć.DB
OdpowiedzUsuń,,CI CO WŁADZĘ MAJĄ ROBIĄ SYF I W TYM SYFIE SIĘ TARZAJĄ..."
OdpowiedzUsuńAle maja prezia co dolary dodrukowuje !