poniedziałek, 19 listopada 2012

Matura próbna, czyli nauczycielu do roboty!

Jutro próbna matura zafundowana szkołom przez wydawnictwo Operon. Tym samym szkołom, które muszą się gęsto tłumaczyć z jakichkolwiek gratisów od wydawnictw, tzn. książek, testów, kalendarzy itp. pierdół dla nauczycieli posądzanych o bógwiejakie profity z racji wyboru tego a nie innego programu. Żenująca procedura, zwłaszcza w kontekście zmuszania młodzieży – z powodu kolejnych zmian zafundowanych przez ministerstwo - do kupowania wciąż nowych podręczników, która to odpowiedzialność najczęściej spada i tak na belfrów, bo są pod ręką. Nikt głośno nie rozlicza np. lekarzy za profity wynikające z maniackiego przepisywania określonych leków, których reklama wypisana jest na mnóstwie gadżetów wokół tego lekarza, w jego nieprywatnym w końcu gabinecie. Nikt go nie rozliczy z przepisania reklamowanego antybiotyku nawet na katar (autentyczne). A nauczyciele muszą się tłumaczyć z każdego darmowego podręcznika, nawet gdy jest poglądowy. Wybór programu i podręcznika obwarowany jest ścisłymi procedurami, ale już przyjęcie od konkretnego wydawnictwa propozycji przeprowadzenia próbnej matury nie budzi wątpliwości żadnej instytucji. Decyzja placówki w tej kwestii jest samodzielna i o dziwo nie podlega niczyjej kontroli. Szkole to oczywiście na rękę, bo arkusze darmowe, przesyłka również, przedmioty wszystkie – tylko brać. Zwłaszcza że nikogo tu nie razi prywatny charakter przedsięwzięcia. Co z tego ma Operon? Reklamę, nie darmową wprawdzie, ale widocznie się opłaca. Co ma szkoła? Możliwość sprawdzenia wiedzy uczniów, darmową, zwłaszcza że nauczyciele zabawią się - darmowo -  po godzinach w egzaminatorów, którym w cywilizowanych okolicznościach należałoby zapłacić, bo nie należy to do ich obowiązków. Co mnie w tym wkurza? Że to działka instytucji na trzy litery – CKE, OKE, które zdjęły z siebie całkowicie odpowiedzialność za próbne matury. Bo jeśli nawet pojawi się z ich strony taka propozycja  ( jeden przedmiot, w marcu !) to obciążone nią będą  finansowo szkoły. A w tym czasie wymienione instytucje zajmą się przeprowadzaniem dobrze płatnych kursów i szkoleń. Na pewno nie dla „zwykłych” nauczycieli, bo ci zajęci są odwalaniem za nich roboty. Nie wiem czy przyznać sobie jeszcze kategorię  siłaczki czy już frajera? DB

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz