środa, 6 czerwca 2012

Szkolne podchody*


Zaniedbałam wpisy – mea culpa – bo więcej czasu spędzam poza domem i szkołą niż w nich. Ma to swoje dobre strony, bo wiele rzeczy mnie nie irytuje, a powinno, jak np. to, że w sobotę, która była obowiązkowym dniem nauki, w przybytku szkolnym pojawiło się 20% podopiecznych. Pozostali mieli gdzieś ten obowiązek, siląc się na wymówkę lub nie. Odejmując tych, którzy nie mieli czym dojechać do szkoły i tak zostaje spora część, która uznała, że sobota to dzień uświęcony niezbywalnym prawem do lenistwa. Jest to tylko dowód na niedojrzałość i dziecinadę, o których zapomina się w chwili domagania się dla siebie praw np. do niekończących się popraw i podnoszenia ocen, wymuszania na nie kolejnych terminów, robienia maślanych oczu i błagalnych min o ostatnią szansę. Jak napisałam, nie irytuje mnie to, bo mam głowę zaprzątniętą czymś innym, ale również dlatego, że to odwieczny rodzaj gry strategicznej rozgrywającej się zawsze o tej samej porze roku w każdej placówce szkolnej. Uczniowie żebrzą, nauczyciele grożą, potem jedni i drudzy przystają na swoje warunki, każdy stara się wyjść z twarzą. Nie jest to dziś takie trudne, w zanadrzu mamy przecież durny przepis o promocji warunkowej, więc nauczyciel okaże się konsekwentny, zmusi do poprawki, a uczeń i tak wie, że znajdzie się w następnej klasie i nie psuje mu to planów wakacyjnych. I wszyscy dobrze się bawimy w te szkolne podchody, tylko czy w szkole średniej nie jesteśmy już za poważni na ten rodzaj "rozrywki"?  Hipokryzji szkolnej ciąg nieustanny….DB



*Podchody – rodzaj prostej gry terenowej często organizowanej na obozach harcerskich. W najmniej złożonej postaci polega na tym, że jedna grupa ucieka, zostawiając po drodze strzałki, ślady i zadania do rozwiązania (listy), a druga grupa musi ją złapać.

1 komentarz:

  1. Szwankuje system, przez który uczniowie interesujący się przedmiotem rozszerzonym, muszą jednak więcej czasu poświęcać na trudną naukę przedmiotu z którego zbyt dobrze im nie idzie. Często w konsekwencji uczeń ma z jednego i z drugiego przedmiotu niezadowalającą ocenę. Znałem i znam być może wielu nieodkrytych geniuszów którzy nigdy nie zostali odkryci właśnie z powodu takiej sytuacji. No, ale zwalanie wszystkiego na system to też niedojrzałość i dziecinada, przecież każdy gdy wybiera szkołę gdzieś tam chyba wie, jak to wszystko kuleje. Obcokrajowiec by się w polskiej szkole nie odnalazł :) Wszędzie trzeba kombinować.

    Pozdrawiam, Nie-Bezkrytyczny

    OdpowiedzUsuń