Pokazywanie postów oznaczonych etykietą karp. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą karp. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 26 grudnia 2016

Leniwie, powolnie, miło, czyli światecznie


http://remekdabrowski.pl/

Jezus znów narodzony, karp (u mnie akurat nie-)zjedzony, familia odwiedzona, czyli tradycji zadość się stało. Czas się na chwilę zatrzymał, odmienił, odcodziennił, zapachniał cynamonem i pozwolił na powolne, leniwe bycie razem, gadanie, podjadanie, czytanie, luz. Każdy robi co chce, lodówka kusi, czerwone wytrawne jeszcze bardziej,  a książka spod choinki obiecuje dopełnienie tej rozpusty. Nie ma przymusu, pośpiechu, upominania, jest MIŁO. Stan niedostępny  poza świętami i urlopem. I jeszcze te dobre słowa od osób zaledwie znajomych, dobrze znajomych, blisko znajomych. W tych dniach brzmią szczerze, nawet jeśli  to gotowiec-rymowanka.  Jakoś nabierają mocy, może wynikającej z naszego pragnienia, aby się spełniły. Jutro znów będzie jak zawsze, ale dziś jeszcze…kolęda dla tęczowego Boga.

niedziela, 23 grudnia 2012

Idą święta...

Po tygodniach spędzonych niemal non stop nad słowem pisanym (a niejednokrotnie objawionym) autorstwa moich podopiecznych rodzę się świątecznie do życia nie przymierzając jak ten Feniks z popiołów. W tym wypadku popioły  i zgliszcza to po pierwsze moje mieszkanie, pozostawione bez czułej opieki „natenczas”*. A po drugie spopieliły się we mnie resztki nadziei, że niektórych wspomnianych podopiecznych czegokolwiek kiedykolwiek jeszcze nauczę. Dziś sądzę, że nie nauczę i właśnie oswajam  się z tą myślą zgodnie z zasadą, o której była tu już kiedyś mowa, że konia do wodopoju doprowadzić można, ale napić musi to on się musi sam. A jak chce zdechnąć z pragnienia to jego wybór.  Otrzepałam więc rytualnie dłonie na znak zakończonej pracy (częściowo przynajmniej bezużytecznej) i skupiłam się na przygotowaniach do świąt.
Zawsze dzień przed Wigilią nerwowo myślę, czy wszystko już kupione, przywleczone, umyte, zagniecione, wyprasowane itd. Wiem natomiast co w tym roku pominięte – np. karp, który został przez nas mentalnie antropomorfizowany, w związku z czym nie wypada zjeść pobratymca. Nie będzie również żywej choinki (muszę przeprosić się ze sztuczną), bo w ubiegłym roku jeszcze przed Wigilią drzewko zrzuciło igły, pozostając bezwstydnie nagie, z plątaniną światełek. Widok żałosny, ale choinki w pobliżu kaloryfera tak podobno mają. Albo moja była tak ekshibicjonistycznie nastawiona do życia, w tym roku nie ryzykuję. Szybki przegląd robót domowych pozwala się dać sobie chwilę na relaks w oparach piernikowych i kadzidlanych zapachów. Spokojnie więc przeglądam sobie prasę, nadrabiam zaległości z owych tygodni troskliwego pochylenia się nad wypocinami podopiecznych i nastawiam się serdecznie do bliźnich. No prawie serdecznie, bo oto w oko wpada mi relacja z Radomia i świetny komentarz, że Radom to nie miasto, to stan umysłu. Ale jednocześnie czytam notkę (z lokalnej sieci) przekazania świątecznej paczki rodzinie, dla której młodzież naszej szkoły takową przygotowała i znów rośnie we mnie wiara w człowieka. W przeciwieństwie do wiary w państwo, które chętnie zrzuca odpowiedzialność za opiekę socjalną wobec najuboższych na barki świątecznie nastawionego społeczeństwa, skorego w tych dniach do gestów filantropijno - ofiarnych. Zresztą takie gesty pozwalają dobrze o sobie myśleć, więc korzyść obopólna. Czytam sobie jeszcze o ateistach, bo to temat jakoś niezdrowo atrakcyjny w okolicach świąt, zajmują się nim głównie zatroskani katolicy, którym się wydaje, że "bezbożnicy" zabierają im ICH święto. Ale o tym może jutro, bo dziś koniec sjesty. Pierogi domagają się lepienia. DB




*przestarzałe: wówczas; wtedy, a nie jak myślą niektórzy przydomek Wojskiego:)