No
i walec przejedzie po oświacie! A zielone światło dał dziś spektakularnie sam
pan prezydent. Naiwnością wielu było sądzić, że „może zawetuje?”, może
samodzielnie zdecyduje, zwłaszcza że pomysł miał nieco inny? Nie zawetował, nie
pomyślał samodzielnie, nie zaskoczył. Chce mi się krzyczeć ze złości, z
bezsilności nad kolejną operacją na naszej edukacji, kosztem zdezorientowanych
rodziców, dzieciaków, nauczycieli, nawet przerażonych finansami przedsięwzięcia
samorządami (to w końcu moi pracodawcy). Nikt nigdy nie rozliczył się ze skutków
poprzednich reform wprowadzanych wbrew logice i na szybko. Kiedy oświata
krzepła w kolejnych odsłonach – gimnazja, egzaminy zewnętrzne na wszystkich
etapach edukacji, matura nowa, potem jeszcze nowsza, kolejne podstawy
programowe, sześciolatki do szkół – reformatorzy nigdy nie przepraszali, nigdy
nie bili się w piersi, ale byli pierwszymi krytykami swoich następców. Dziś
jest zresztą identycznie. Trudno zapomnieć aroganckie wypowiedzi ministra
Giertycha (którego zmiany żądali sami uczniowie i którego posądzano o homofobię,
który omal nie usunął z lektur Gombrowicza i który wreszcie wprowadził amnestię
maturalną); ministra Legutki (który nazwał uczniów domagających się zniesienia
w świeckich szkołach symboli religijnych „rozwydrzonymi smarkaczami”, który
pragnął weryfikacji programu z historii czy klepnął kolejną listę lektur bez
konsultacji z tymi, którzy tę historię i ten polski „rzeźbili” w szkołach); czy
ministry Hall (która najpierw chciała wprowadzić sześciolatki do szkół, a tuż
przed nowymi wyborami stwierdziła, że szkoły nie są jednak na to gotowe) lub
ministry Kluzik-Rostkowskiej (która reformując polskie szkolnictwo publiczne,
jednocześnie beztrosko stwierdzała, że sama posyła dzieci do szkoły prywatnej,
bo tam uczą myślenia!). Długo by jeszcze tak o naszych (nie-)wielkich kolejnych
reformatorach, ale co najbardziej żenujące, wszyscy oni są dziś pierwsi do
pochylania się z troską nad pomysłami aktualnie nam panującej ministry Zalewskiej.
Żonglowanie argumentami zresztą zawsze takie samo. Były minister Handke (pan od
gimnazjów) dziś o Zalewskiej mówi: „irracjonalnie przywiązana do swoich
pomysłów i dlatego jest groźna”. Niestety każdy z wyżej wymienionych był
irracjonalnie przywiązany do swojej (lub partyjnej) idei, a nam – na samym dole
drabiny oświatowej – nic do tego. Wykonać, zameldować, nie dyskutować.
Przeżyjemy. Jeżeli licznym hejterom wydaje się , że nauczyciele marudzą, bo im
się w głowach poprzewracało od nadmiaru czasu
wolnego i kasy, to zapewniam, że my damy radę (tak jak poprzednim reformatorom),
ale dzieciaków żal. Bo kiedyś czasy się odwiną, a one zostaną z wiedzą przykrojoną
dla potrzeb aktualnie obowiązującego światopoglądu jedynie prawego i
sprawiedliwego.
Ps.
Zmarł dziś prof. Zygmunt Bauman – tłumacz
współczesnej rzeczywistości, autorytet, „właściciel” kilkunastu tytułów doktora
honoris causa światowych uniwersytetów - świat znów zubożał.
Ps.2.
Pod wiadomością o śmierci Profesora jakiś półgłówek pisze w komentarzach: „Nie
no, to jest komedia. Ludzi, którzy zajmują się jakimiś pseudonaukami typu
socjologia, filozofia, psychologia, itd, czyli niczym innym niż siedzeniem i
dumaniem o niczym. Przedstawia się jako jakieś wielkie umysły, wybitnych
uczonych.”(składnia oryginalna). Wiem, że to niemoralne cytować takie rzeczy,
ale autor tegoż cytatu jest doskonałym przykładem ofiary kolejnych nieudanych
reform. W obliczu nadchodzącej, dna takiej bezmyślności nie będzie widać. DB