poniedziałek, 9 stycznia 2017

No i nie zawetował



No i walec przejedzie po oświacie! A zielone światło dał dziś spektakularnie sam pan prezydent. Naiwnością wielu było sądzić, że „może zawetuje?”, może samodzielnie zdecyduje, zwłaszcza że pomysł miał nieco inny? Nie zawetował, nie pomyślał samodzielnie, nie zaskoczył. Chce mi się krzyczeć ze złości, z bezsilności nad kolejną operacją na naszej edukacji, kosztem zdezorientowanych rodziców, dzieciaków, nauczycieli, nawet  przerażonych finansami przedsięwzięcia samorządami (to w końcu moi pracodawcy). Nikt nigdy nie rozliczył się ze skutków poprzednich reform wprowadzanych wbrew logice i na szybko. Kiedy oświata krzepła w kolejnych odsłonach – gimnazja, egzaminy zewnętrzne na wszystkich etapach edukacji, matura nowa, potem jeszcze nowsza, kolejne podstawy programowe, sześciolatki do szkół – reformatorzy nigdy nie przepraszali, nigdy nie bili się w piersi, ale byli pierwszymi krytykami swoich następców. Dziś jest zresztą identycznie. Trudno zapomnieć aroganckie wypowiedzi ministra Giertycha (którego zmiany żądali sami uczniowie i którego posądzano o homofobię, który omal nie usunął z lektur Gombrowicza i który wreszcie wprowadził amnestię maturalną); ministra Legutki (który nazwał uczniów domagających się zniesienia w świeckich szkołach symboli religijnych „rozwydrzonymi smarkaczami”, który pragnął weryfikacji programu z historii czy klepnął kolejną listę lektur bez konsultacji z tymi, którzy tę historię i ten polski „rzeźbili” w szkołach); czy ministry Hall (która najpierw chciała wprowadzić sześciolatki do szkół, a tuż przed nowymi wyborami stwierdziła, że szkoły nie są jednak na to gotowe) lub ministry Kluzik-Rostkowskiej (która reformując polskie szkolnictwo publiczne, jednocześnie beztrosko stwierdzała, że sama posyła dzieci do szkoły prywatnej, bo tam uczą myślenia!). Długo by jeszcze tak o naszych (nie-)wielkich kolejnych reformatorach, ale co najbardziej żenujące, wszyscy oni są dziś pierwsi do pochylania się z troską nad pomysłami aktualnie nam panującej ministry Zalewskiej. Żonglowanie argumentami zresztą zawsze takie samo. Były minister Handke (pan od gimnazjów) dziś o Zalewskiej mówi: „irracjonalnie przywiązana do swoich pomysłów i dlatego jest groźna”. Niestety każdy z wyżej wymienionych był irracjonalnie przywiązany do swojej (lub partyjnej) idei, a nam – na samym dole drabiny oświatowej – nic do tego. Wykonać, zameldować, nie dyskutować. Przeżyjemy. Jeżeli licznym hejterom wydaje się , że nauczyciele marudzą, bo im się w głowach poprzewracało od nadmiaru czasu wolnego i kasy, to zapewniam, że my damy radę (tak jak poprzednim reformatorom), ale dzieciaków żal. Bo kiedyś czasy się odwiną, a one zostaną z wiedzą przykrojoną dla potrzeb aktualnie obowiązującego światopoglądu jedynie prawego i sprawiedliwego.

Ps.  Zmarł dziś prof. Zygmunt Bauman – tłumacz współczesnej rzeczywistości, autorytet, „właściciel” kilkunastu tytułów doktora honoris causa światowych uniwersytetów - świat znów zubożał.

Ps.2. Pod wiadomością o śmierci Profesora jakiś półgłówek pisze w komentarzach: „Nie no, to jest komedia. Ludzi, którzy zajmują się jakimiś pseudonaukami typu socjologia, filozofia, psychologia, itd, czyli niczym innym niż siedzeniem i dumaniem o niczym. Przedstawia się jako jakieś wielkie umysły, wybitnych uczonych.”(składnia oryginalna). Wiem, że to niemoralne cytować takie rzeczy, ale autor tegoż cytatu jest doskonałym przykładem ofiary kolejnych nieudanych reform. W obliczu nadchodzącej, dna takiej bezmyślności nie będzie widać. DB

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz