niedziela, 1 lipca 2012

Słodko-gorzki dzień

Minął nerwowy tydzień, wakacje czas zacząć! Piątek był dniem słodko-gorzkim. Uczniowie  odbierali świadectwa swego edukacyjnego sukcesu lub porażki, ale zawsze z ulgą, że to już. No, byli i tacy, którzy się w mijającym roku napracowali trochę mniej niż mało i cenzurki (ładny archaizm) na razie  nie zobaczyli lub otrzymali taką, którą lepiej się nie chwalić. W każdym razie przeważająca większość ma dwa miesiące oddechu.  Ale piątek był też dniem odbioru świadectw maturalnych – furtki do kolejnego etapu życia. Reakcje ponad 220 absolwentów były przeróżne. Większość znała wyniki już w nocy, ale niektórzy postanowili katować się  i sprawdzić je dopiero o określonej godzinie lub w szkole, w towarzystwie kolegów. Nieszczęśnicy, którym się nie udało,  dzielnie dopytywali o termin poprawki. Zdać to oczywiście jedno, ale zdać tak, aby można cokolwiek planować dalej, to drugie. Wyniki u nas były ponad przeciętną krajową, ale i krajowa nie zachwycała. Co piąty maturzysta nie zdał tej żenującej matury. Tegoroczni absolwenci są jednak w czepku urodzeni, a raczej w niżu demograficznym, więc na brak miejsc nie powinni narzekać. Zawsze jakaś uczelnia się znajdzie, pytanie tylko, co potem? Niewielu maturzystów ma sprecyzowane plany, częściej to marzenia lub przypadek. Z czegokolwiek jednak wynikają te wybory, dobrze gdyby posiadały jakieś racjonalne podstawy. Od jutra więc wypadałoby się przymierzyć do takich decyzji, które za parę lat nie zaowocują pretensją do świata, że ten nie ma nic do zaoferowania "wybitnym" specjalistom od niczego.  DB

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz