Minął nerwowy tydzień, wakacje czas zacząć! Piątek był dniem
słodko-gorzkim. Uczniowie odbierali świadectwa swego edukacyjnego sukcesu lub
porażki, ale zawsze z ulgą, że to już. No, byli i tacy, którzy się w mijającym
roku napracowali trochę mniej niż mało i cenzurki (ładny archaizm) na razie nie zobaczyli lub otrzymali taką, którą lepiej
się nie chwalić. W każdym razie przeważająca większość ma dwa miesiące oddechu.
Ale piątek był też dniem odbioru
świadectw maturalnych – furtki do kolejnego etapu życia. Reakcje ponad 220
absolwentów były przeróżne. Większość znała wyniki już w nocy, ale niektórzy
postanowili katować się i sprawdzić je
dopiero o określonej godzinie lub w szkole, w towarzystwie kolegów. Nieszczęśnicy, którym się nie udało, dzielnie dopytywali o termin poprawki. Zdać to
oczywiście jedno, ale zdać tak, aby można cokolwiek planować dalej, to drugie.
Wyniki u nas były ponad przeciętną krajową, ale i krajowa nie zachwycała. Co
piąty maturzysta nie zdał tej żenującej matury. Tegoroczni absolwenci są jednak w
czepku urodzeni, a raczej w niżu demograficznym, więc na brak miejsc nie
powinni narzekać. Zawsze jakaś uczelnia się znajdzie, pytanie tylko, co potem? Niewielu
maturzystów ma sprecyzowane plany, częściej to marzenia lub przypadek. Z czegokolwiek
jednak wynikają te wybory, dobrze gdyby posiadały jakieś racjonalne podstawy.
Od jutra więc wypadałoby się przymierzyć do takich decyzji, które za parę lat nie zaowocują pretensją do świata, że ten nie ma nic do zaoferowania "wybitnym" specjalistom od niczego. DB
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz