Odwiedziłam niedawno empik w
towarzystwie swego dziesięcioletniego bachorzęcia i oczywiście
przy książkach spędziłam pięć minut, a przy grach komputerowych
piętnaście. Mój syn wyrzucał z siebie milion słów na minutę
informując mnie o kolejnych grach, gigahercach, megabajtach i tym
podobnych. Obejrzałam tych gier z dziesięć, wszystkie o wojnach
rzecz jasna, o bitwach historycznych, o zakładaniu zamków, smokach
i podbojach dalekich ziem. Z ciekawości rozejrzałam się za grami
dla dziewczynek. Jako dziewczynka grałam w pacmana i montezumę, i
jeszcze w wyścigi, ciekawa więc byłam co oferowałby mi rynek gier
dziś. Nie było tego dużo, za to zastanawiająco monotonnie: o
kolejnych wcieleniach barbi, o projektowaniu mody i wizażu, czyli
malowaniu się. I jeszcze jedno rzuciło mi się w oczy: były te gry
koszmarnie infantylne i różowe. Nie wiem, czy to dziewczynki lubią
taką stylistykę, czy zakłada się odgórnie, że taką lubią i
takie produkty się dla nich projektuje. Wierzyć mi się nie chce,
że dziewczynki zainteresowane są jedynie strojeniem się i
malowaniem.
Jakiś czas temu czytałam o
podręczniku do IV klasy szkoły podstawowej, w którym pojawił się
fragment powieści (nie wiem jakiej) o wyborach miss w szkole:
Nawet
dziecko wie, że dziewczyny w naszej szkole dzielą się na głupie i
bardzo głupie. Wymagać od dziewczyny, żeby była ładna i mądra –
to naprawdę okrutna przesada. Wiadomość o wyborach miss rozeszła
się błyskawicznie. Wszystkie samiczki (poczynając od zerówki)
zrobiły się nerwowe, poprawiają kucyki i mizdrzą się.
Dla
mnie zgroza.
Nie
wiem co bardziej zatrważające, świat tych dziewczynek, czy to, że
bohater uważa tego rodzaju stwierdzenia za normę, czy to, że taki
fragment został wybrany do podręcznika. Jak to się ma do gier
komputerowych? Skoro do dziewczynek adresowane są jedynie gry typu
Barbie
– salon piękności,
to daje im się jasny przekaz: masz być ładna, ale niezbyt mądra,
bo ładna i mądra to okrutna przesada. AJ
