Pokazywanie postów oznaczonych etykietą internet. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą internet. Pokaż wszystkie posty

środa, 2 maja 2012

Spotkamy się na fejsie

Przykład 1:
„To wszystko przez to, że nie ma cię na fejsie!?” – z oburzeniem, niedowierzaniem i sporą dawką ironii skomentowała moją pretensję o sporadyczny kontakt  od 5 lat niewidziana przyjaciółka. Łączy mnie z nią ten rzadki rodzaj przyjaźni, który  sprawia, że rozmowę przerwaną wspomniane 5 lat temu, możemy automatycznie kontynuować, posiadamy ten sam rodzaj kodu kulturowego, który , mimo mieszkania w odległych miejscach, sprawia, że oglądamy te same filmy, kupujemy te same książki i płyty i mamy na ich temat totalnie odmienne zdanie. Fantastyczny w tej znajomości jest fakt, że nigdy się ze sobą nie zgadzamy. Mamy różny światopogląd, różne recepty na szczęście, różny stosunek do ludzi, różne priorytety. Poza jednym – naszą przyjaźnią i potrzebami kulturalnymi. I to właśnie ona z wyrzutem mówi do mnie ” nie ma cię na fejsie!?”.
Przykład 2:
W mieście W. na czerwonym świetle, staje w samochodzie obok znajomy ze studiów, niewidziany znacznie dłużej niż 5 lat. Machamy do siebie, opuszczamy szyby, chaotycznie wymieniamy uprzejmości. W końcu trzeba ruszać (na wyraźną nerwową reakcję innych użytkowników drogi), znajomy rzuca: ”znajdę cię na fejsie!”. Próbuję odkrzyknąć, ale on już z uśmiechem macha odjeżdżając i zostaję z żałosnym „ale ja nie mam fejsa”.
Refleksja:
Lubię, doceniam, uzależniam się nawet, staję się nerwowa, gdy go nie ma, poświęcam mu wiele swego cennego czasu, jestem  mu wierna odkąd go znam, wiążę z nim nowe nadzieje, ułatwia, umila mi życie, nie pozwala się nudzić, zaskakuje  i rozczarowuje. INTERNET. Nie zrozumie tego ktoś kto dorastał w jego obecności, ale może doceni ten, dla którego jedynymi wcześniejszymi mediami były radio i kilkukanałowa telewizja. Czyli nieco dłużej żyjący:) . Internet okazał się najbardziej fascynującą zabawką, narzędziem, bronią przełomu XX i XXI wieku. Choćby dlatego, że wciąż obserwujemy jego pęczniejący rozwój. Jest taki genialny opis lata w „Sklepach cynamonowych” Schulza, gdzie wszystkiego jest za wiele, za barwnie, za hałaśliwie. Rzeczywistości, choć odległe, jakoś mi się rymują. Są tak samo realne i nierealne jednocześnie. Internet jako zjawisko społeczne daje zajęcie antropologom, psychologom, no i oczywiście osobowościom patologicznym. Bo ponad swoje rozliczne funkcje jest on nade wszystko komunikatorem społecznym, czego przykładem jest moje aktualne stukanie w klawiaturę, zakończone zapewne hasłem „wyślij”. Więc dlaczego tak nie cierpię facebooka?!
Wnioski:
1.    Tam jest tłok, a w tłoku dostaję klaustrofobii (jak rozmowa w zadymionym, przepełnionym i zbyt głośnym pubie, wszyscy mówią, tylko kto słucha?).
2.    Jest czasożerny, przy zerowej lub minimalnej wartości  poznawczej (puste kalorie – miłe, ale zabójcze).
3.    Jest wreszcie jak kartoteka policyjna, zbyt łatwo można cię znaleźć, zdjęcia niewyjściowe wg tego samego szablonu, na wezwanie wypada się stawić.
4.    Nieposiadanie go nadaje ci status dziwoląga, kuriozum, dziwaka.    

Zakończenie:  
Pozostanę dziwaczką bez dwustu nowych znajomych, żywiąc nadzieję, że starzy znajomi może mnie jakoś znajdą, a z bardzo starymi damy sobie radę w konwencjonalny (czytaj: staroświecki) sposób. DB
               




piątek, 27 stycznia 2012

ACT(A) hipokryzji

Uczestniczyłyśmy  dzisiaj w konferencji nt. cyberbullyingu.  Paradoksalnie, dowiedziałyśmy się, że zagrożenia w sieci nie są tak straszne ,  jak chcą je malować zwłaszcza rodzice niemający wielkiego pojęcia na temat Internetu w ogóle, a zasad tam panujących w szczególe. Przeprowadzono pierwsze w Polsce badania na ten temat i wyniki nie odbiegają od tych, które dotyczą przemocy w realu. W sieci doświadczamy nowych zjawisk, ale nie bardziej niebezpiecznych niż w świecie rzeczywistym. Ale chociaż korzyści z Internetu wskazuje się  nam zdecydowanie więcej niż patologii, to i tak obiegowa opinia będzie się skupiać na tych ostatnich. I czas to zmienić , zwłaszcza w edukacji, ale tu należałoby zacząć od nauczycieli i rodziców, którzy mogliby odrzucić pogardę i indolencję, a zmusić się do wejścia w ten pozornie tylko chaotyczny świat. Nasi uczniowie i nasze dzieci już tam są, może to jedyna szansa na prawdziwe spotkanie?
Cała dyskusja jednak blednie wobec emocji, jakich dostarcza nam tajemnicze słowo ACTA. Wywołuje emocje, kontrowersje, bunt ogólnonarodowy i pachnie rewolucją, a najśmieszniejsze (śmiech przez łzy), że nikt nie wie , czego się tak naprawdę spodziewać, jakie będą skutki. Co do buntu to nie ma się co dziwić. Każdy ma inny powód, żeby się wkurzać. Np. do mnie nie docierają argumenty, że korzystanie z dostępnych źródeł wiedzy i kultury jest złodziejstwem.Tę kulturę bowiem ratuję m.in. ja, która ściągnę sobie książkę czy muzę, ale za chwilę pójdę kupić ją do empiku lub zapłacę za bilet do kina, bo jestem świadomym odbiorcą. Wydawnictwa i koncerny zarabiają na mnie dostatecznie dużo, aby się odturlały. Może mam podwójną moralność, kiedy pokazuję na lekcjach dobra kultury, ściągam fragmenty wierszy czy filmów, z którym moi wychowankowie poza tą lekcją prawdopodobnie nigdy się nie spotkają (a więc nie staną się  konsumentami kultury!), ale życie to nieustanne kompromisy z sumieniem.I jeżeli obciążać mi je będzie "krzywda" koncernów to jakoś to przeżyję. Ich  lenistwo jest zdecydowanie większą zbrodnią, bo kwestię praw autorskich w sieci należało rozwiązać kilkanaście lat temu. Ale to już  efekt ich zaniechania i chciwości. Ja nie chcę niczego za darmo, ale w  r o z s ą d n e j  cenie i na jasnych zasadach.
Poza tym niepokoi mnie kwestia kontroli całego ruchu w sieci. Big brother?  A w imię czego? Ochrony użytkownika? Szczyt hipokryzji. Dlaczego do tej pory nie można było np. skutecznie zająć się pornografią w necie ? Kto i przed czym chce mnie właśnie teraz bronić? 
A swoją drogą, ciekawe kto wygra tę wojnę - wszyscy użytkownicy Internetu jesteśmy trochę uzależnieni od niego, a uzależniony człowiek pozbawiony źródła uzależnienia bywa  nieobliczalny...
DB

*(fot. Jupiter Images) - póki jest to jeszcze możliwe