piątek, 13 lipca 2012

Paraskewidekatriafobia

Cieszę się, że ktoś tu jeszcze zagląda. Nie mam żadnego wytłumaczenia dla własnego lenistwa, poza faktem, że a)mam wakacje!!!! b)robię remont:(((
Na potwierdzenie obu faktów napiszę tylko, że dopiero przed chwilą zorientowałam się, że dziś 13 i do tego piątek. Nigdy ta data nie robiła na mnie wrażenia, ale dziś chciałam sprawdzić, czy ktoś traktuje ją NAPRAWDĘ w kategoriach życiowego zagrożenia. Zaczęłam od wikipedii i stąd tytuł niniejszego tekstu, cyt: Słowo to powstało z greckiego słowa paraskevi (piątek), dekatreis co oznacza trzynasty, zaś fobia to po grecku strach. Istnieje nieuzasadniony pogląd, że feralność tej daty bierze początek od faktu, że w ten dzień (13 października 1307) aresztowano Templariuszy, kłamliwie oskarżonych przez króla Francji Filipa IV m.in. o herezję, sodomię i bałwochwalstwo (w rzeczywistości był on u nich ogromnie zadłużony i chciał się pozbyć wierzycieli). Według tej hipotezy Ostatni Wielki Mistrz Zakonu, Jacques de Molay, tuż przed spłonięciem na stosie przeklął Filipa IV i papieża Klemensa V, a rok później obaj nie żyli. Przekonanie o pechowości tej daty pojawiło się dopiero na początku XX w. A więc data jest usankcjonowana tradycją, nie wolno jej lekceważyć! Zresztą fobia to jest coś, z czym się nie dyskutuje, ilu ludzi tyle lęków i tyleż fobii (np. dotyczące zwierząt i owadów (zoofobie), dotyczące elementów otoczenia naturalnego,  urazów i chorób, fobie sytuacyjne - np. lęk przed dentystą - odontofobia, fobie dotyczące relacji interpersonalnych, inne - np. enetofobia - lęk przed pinezkami, heksakosjoiheksekontaheksafobia - lęk przed liczbą 666, aulofobia - lęk przed instrumentami muzycznymi, które kojarzą się z członkiem, pantofobia - lęk przed wszystkim). W sumie na pewno ponad setka odmian ludzkich dramatów bez racjonalnego uzasadnienia. Mało kto się do nich przyznaje (poza tymi powszechnie znanymi), a życie z nimi do łatwych nie należy. Niby można polubić włochatego pająka, ale to praca nie tylko dla psychologa, psychiatry, ale  dla traumatologa. Na wszelki wypadek lepiej unikać spotkania z włochatym, ale z trzynastym w piątek już trudniej. Na szczęście dla nielubiących tego dnia - pt. 13. może w ciągu jednego roku przypaść  maksymalnie 3 razy. Jeden z nich właśnie mija:) DB

                                                                 

wtorek, 3 lipca 2012

W wakacje lubię nawet poniedziałki

Wakacje! Słowo-marzenie, budzące rozkoszne skojarzenia dla jednych i jednocześnie zawiść tych, którym nie dane jest ich doświadczać.
Choć jeszcze nie dotyczy  mnie ono przez najbliższych parę dni, to i tak mogę wychodzić do pracy o mniej barbarzyńskiej godzinie niż 7.30, mogę nie myśleć o podopiecznych, przygotowywaniu wiedzy, podawaniu wiedzy, egzekwowaniu wiedzy i jej ocenianiu. Aktualnie oddaję się pracy urzędniczej, uprawiam papierologię, ale za to w tempie dla siebie dogodnym i raczej niespiesznym. Na prawdziwe lenistwo mam szansę po 10 lipca, ale już dziś planuję i przygotowuję…. Książki, które przeczytam, książki, których wysłucham, filmy, które obejrzę, ściany, które pomaluję, szafy, które wybebeszę, pozbywając się rzeczy, które niewiadomokiedymogąsięprzydać (czyli nigdy!), znajomych, których odwiedzę, trasy rowerowe, które zaliczę.Odłożę na bok belferską  "gębę", uwierające, acz konieczne konwenanse, zadam sobie parę zasadniczych pytań i wreszcie znajdę czas, by poszukać odpowiedzi, których chyba nie znajdę, ale tu nie cel jest ważny. Życzę sobie i wszystkim, którym dane są wakacje , spowolnienia, wyluzowania, urlopu od natarczywych myśli, ale nie od myślenia, no i dużo słońca - w naszym klimacie tak deficytowego towaru . DB

niedziela, 1 lipca 2012

Słodko-gorzki dzień

Minął nerwowy tydzień, wakacje czas zacząć! Piątek był dniem słodko-gorzkim. Uczniowie  odbierali świadectwa swego edukacyjnego sukcesu lub porażki, ale zawsze z ulgą, że to już. No, byli i tacy, którzy się w mijającym roku napracowali trochę mniej niż mało i cenzurki (ładny archaizm) na razie  nie zobaczyli lub otrzymali taką, którą lepiej się nie chwalić. W każdym razie przeważająca większość ma dwa miesiące oddechu.  Ale piątek był też dniem odbioru świadectw maturalnych – furtki do kolejnego etapu życia. Reakcje ponad 220 absolwentów były przeróżne. Większość znała wyniki już w nocy, ale niektórzy postanowili katować się  i sprawdzić je dopiero o określonej godzinie lub w szkole, w towarzystwie kolegów. Nieszczęśnicy, którym się nie udało,  dzielnie dopytywali o termin poprawki. Zdać to oczywiście jedno, ale zdać tak, aby można cokolwiek planować dalej, to drugie. Wyniki u nas były ponad przeciętną krajową, ale i krajowa nie zachwycała. Co piąty maturzysta nie zdał tej żenującej matury. Tegoroczni absolwenci są jednak w czepku urodzeni, a raczej w niżu demograficznym, więc na brak miejsc nie powinni narzekać. Zawsze jakaś uczelnia się znajdzie, pytanie tylko, co potem? Niewielu maturzystów ma sprecyzowane plany, częściej to marzenia lub przypadek. Z czegokolwiek jednak wynikają te wybory, dobrze gdyby posiadały jakieś racjonalne podstawy. Od jutra więc wypadałoby się przymierzyć do takich decyzji, które za parę lat nie zaowocują pretensją do świata, że ten nie ma nic do zaoferowania "wybitnym" specjalistom od niczego.  DB